Fotograficzne SPA- Sycylia 2017

IMG_3220nn

14 wspaniałych , szalonych zakręconych na temat fotografii kobiet. Od lewej u góry Ania Simon, Magda Sobolewska, Ania Kaim, Mariola Weindich, Ola Kordalska, Sylvia Gervais, Magda Rus, Magda Wasiczek (współprowadząca), Kasia Łaski, Marzena Sipowicz, Ja, Paulina Doleżko, Joasia Warelich i Magda Gembacka fot. Pani Aneta- nasz kierowca

Już po raz drugi organizuję- Fotograficzne SPA na Sycylii. Jest to parodniowy wyjazd dla moich kursantek- pasjonatek fotografii i kulinariów. Nie są to typowe warsztaty z klasyczną nauką fotografii i stylizacji kulinarnej lecz raczej coś w stylu wyjazdu integracyjnego z całą gamą niesamowitych przeżyć.

_DSC5524-1000

Wspaniały, niczym niezmącony czas poświęcony na fotografię, bycie tu i teraz, ważne rozmowy, doświadczanie piękna przyrody. fot Magda Wasiczek

To jest wyjazd nigdzie niereklamowany ani nigdzie nieogłaszany (więc nie zastanawiajcie się jak to się stało, że przeoczyłyście informację o zapisach) i właściwie tylko dla dziewczyn, które były już na kursie fotografii kulinarnej u mnie. Takie trochę „studia podyplomowe” 😉  Miejsc jest niewiele a doświadczenia tak cudne, że większość moich kursantek zapisuje się na wyjazd w ciemno już na kursie u mnie.

_DSC5898-1000

4 dni jednej wielkiej terapii śmiechem. Na pierwszym planie Sylvia Costarelli- Pani Domu na naszej cytrusowej farmie, najlepsza włoska kucharką jaką znam, usiłuje pomiędzy wybuchami śmiechu uczyć dziewczyny gotowania.

Naszym gospodarzem w tym roku była cudowna rodzina Valenzianich, która gościła nas w niewielkim hoteliku w samym sercu 28 hektarowej ekologicznej cytrusowej farmy. Jeśli chcielibyście odwiedzić kiedyś Sycylię i poczuć niesamowity klimat tego miejsca- polecam Wam serdecznie Pietre di Gelo- zakochacie się w tych ludziach i ich farmie (i na dodatek mówią tu też po polsku). Jeśli nie możecie wybrać się na Sycylię a chcielibyście poczuć choć trochę klimatu tego miejsca- polecam prowadzoną przez Valezianich firmę InCampagna, która sprzedaje do Polski ekologiczne produkty z Sycylii, m.in. pomarańcze z farmy na której mieszkaliśmy. Jak mawiali nasi gospodarze-można zamówić sobie u nich z dostawą do domu- karton sycylijskiego słońca.

_DSC5927-1000

To był akurat tłusty czwartek- wiec uczyłyśmy się robić Cannoli – słynne sycylijskie smażone rurki nadziewane kremem z ricotty i pistacji. fot. Magda Wasiczek

W sycylijskim raju spędziłyśmy ponad 4 dni. Dni pełne intensywnych wrażeń.

Zaczęłyśmy od nauki gotowania z Panią Domu- Sylvią – sycylijska arystokratką, która jak każda prawdziwa Włoszka potrafi nawet najprostsze danie zamienić w poezję smaków. Codziennie zasiadałyśmy do 3 przygotowanych specjalnie dla nas posiłków i dosłownie rozpływałyśmy się nad smakiem i kunsztem każdej potrawy. Byłyśmy więc wniebowzięte, kiedy Sylvia zgodziła się zdradzić nam kilka swoich sekretów.

_DSC6233-1000

Mariola poznaje tajniki zagniatania ciasta na pizzette od Aleksandry sycylijskiej kucharki z naszego hoteliku.

Następną atrakcją były wizyty na lokalnych targach warzywnych w Lentini i Syrakuzach, o tej porze roku jest tam niezwykle kolorowo i obficie. A co najważniejsze- Włosi uwielbiają się fotografować i nie mieli nic przeciwko bandzie parunastu szalonych fotografek, układających im towar na stoiskach tak aby lepiej prezentował się na zdjęciach. Wręcz przeciwnie- byli wniebowzięci.

Na sycylijskich targach w lutym królują fioletowe kalafiory i kalarepy, karczochy, dzikie szparagi i wszelkiego rodzaju zielenina.

Na sycylijskich targach w lutym królują fioletowe kalafiory i kalarepy, karczochy, dzikie szparagi i wszelkiego rodzaju zielenina. fot.greenmorning.pl

IMG_2799

Jedne drinkują, drugie kawkują, a ja w pracy i fotografuję. Wszystkie zmęczone ale szczęśliwe po wizycie na targu w Lentini testujemy najlepszą cukiernię w mieście. fot. greenMorning.pl

Z targów przywiozłyśmy obfitość produktów do stylizowania i fotografowania. To dopiero była moc, paręnaście kobiet, dziesiątki kilogramów warzyw i owoców, tony gratów do stylizacji, dzielenie się wiedzą i doświadczeniem a to wszystko w pięknym naturalnym sycylijskim słońcu (o którym tylko można pomarzyć lutową porą w Polsce).  Czego nie obfotografowałyśmy na miejscu zabrałyśmy do domów, każda z dziewczyn miała walizkę wypchaną  najpiękniejszymi okazami cytrusów, karczochów, fioletowych  kalafiorów czy miejscowych oliwek.

_DSC5896-800-horz

Razem stylizujemy i fotografujemy, same cuda, przywiezione z targów i zebrane na farmach. fot. Magda Wasiczek

_DSC5860-900

Namiętnie tłumaczę jak stylizować i budować kompozycję z karczochów. fot. Magda Wasiczek

_DSC5847-800-tile

Moje tłumaczenia plus talent Magdy Rus (po lewej fotografuje) dają efekt widoczny po prawej. fot. lewa Magda Wasiczek fot. prawa Magda Rus

_DSC5982-1000-horz

Kiedy w środku robi się za ciemno przenosimy się na zewnątrz. Po lewej pomagam Kasi Łaski stylizować kanapki z pyszną kozią ricottą jej produkcji, po prawej efekt. fot. lewa Magda Wasiczek, fot.prawa Kasia Łaski

17097837_181983702299502_145068284516869408_o

Jedne fotografują , drugie fotografują fotografujących. Na zdjęciu Joasia Warelich na dziedzińcu naszego hotelu, wykorzystuje piękną łupkową podłogę jako tło. fot. Anna Kaim

_DSC5897-800-horz

Po lewej Dominika, po prawej Sylwia- dwie największe śmieszki wyjazdu. fot. Magda Wasiczek

 Oprócz pomarańczowych upraw rodziny Valenzianich, na zwiedzanie i fotografowanie których poświęciłyśmy cały jeden dzień odwiedziłyśmy jeszcze 4 inne farmy- wszystkie ekologiczne. Tegorocznym hitem okazała się uprawa karczochów. Ciągnące się po horyzont zielone pola a w nich jak piękne kwiaty ukryte główki karczochów. A do tego włoscy rolnicy przystojni i młodzi, świetnie się czujący w towarzystwie parunastu pięknych Polek. Śmiałyśmy się, że w następnym roku zamiast fotograficznego SPA- powinnam zorganizować program ” Włoski rolnik szuka polskiej żony”- dopiero miałabym morze chętnych dziewczyn…

IMG_3049-horz

W odwiedzinach na farmie cytrynowej po degustacji miejscowego limoncello, zmęczone po całym dniu podróżowania czekamy na nasze busy. fot. greenmorning.pl

Odwiedziłyśmy też uprawę kumkwatów oraz piękna farmę cytrynową, gdzie z ekologicznych cytryn wyrabia się lokalne limoncello. Buszowałyśmy również w sadach awokadowych tuż pod samą Etną, która przepięknie dymiła przez cały nasz pobyt ( bo widok na nią miałyśmy również codziennie z okien naszego hotelu).

IMG_2548-horz

Pogoda nam dopisywała, w lutym na Sycylii temperatury są porównywalne do naszej później wiosny. Po prawej Mariola fotografuje w pięknym starym pomarańczowym sadzie w tle charakterystyczne dla regionu murki z kamienia lawowego. fot. lewa greenmorning.pl, fot.prawa Magda Wasiczek

Dodatkową atrakcją była nauka fotografii makro-przyrodniczej od światowej klasy fotografki, mojej serdecznej przyjaciółki Magdy Wasiczek, która zdradzała dziewczynom tajniki swojego warsztatu podczas porannych sesji w skąpanej rosą trawie. A okazji do fotografowania kwiatów było dużo bo o tej porze roku na Sycylii kwitną już niektóre drzewo i krzewy.

IMG_2602-horz

Po lewej- ozdobne ptactwo domowe to pasja Justyny Podlaskiej mieszkającej na farmie. Po prawej moja ulubiona „sister in photography”- Magda Wasiczek- podczas wyjazdu dzieliła się z dziewczynami swoją wiedzą nt. fotografii macro. fot. greenmorning.pl

Dla każdej z nas to był czas ładowania akumulatorów dobrą, babską energią. Te wyjazdy choć krótkie w intensywny sposób zbliżają i otwierają ludzi. Gdzież niby w tle do ogólnych wydarzeń toczy się to co najważniejsze- terapeutyczne rozmowy o odnalezieniu sensu życia, o potrzebie samorealizacji, znalezienia czasu dla siebie, zatrzymania się w gonitwie dnia codziennego.

Dla każdej z nas to był czas ładowania akumulatorów dobrą, babską energią. Te wyjazdy choć krótkie w intensywny sposób zbliżają i otwierają ludzi. Gdzieś niby w tle do ogólnych wydarzeń toczy się to co najważniejsze- terapeutyczne rozmowy o szukaniu sensu życia, potrzebie samorealizacji, znalezienia czasu dla siebie, zatrzymania się w gonitwie dnia codziennego. Tu akurat, dobrze pamiętam, rozmawiamy o „sztuce olewania” i o tym jak się nie dać depresji. fot. Ania Kaim

Jak na przykład mimozy czy migdały. Aby fotografować kwitnące migdałowce jechałyśmy specjalnie półtorej godziny do Avola – miejsca które słynie na Sycylii z uprawy najlepszych odmian migdałów.

IMG_3331-horz

A to już farma migdałowa i buszujące wśród kwitnących migdałowców Marzena i Ania. fot. greenmorning.pl

_DSC6280-1000

Pożyczysz obiektyw? Nie ma sprawy, który chcesz? Wymianie i testowaniu różnego sprzętu nie było końca. Na zdjęciu Joasia i Ola. fot. Magda Wasiczek

IMG_2837-horz

Ja w fotograficznym raju- czyli buszująca w ciągnącym się po horyzont morzu karczochów. fot. lewa greenmorning.pl. fot.prawa Magda Wasiczek

unnamed

W drodze do awokadowego gaju, taaaaaaaakie widoki. Tam w tle to dymiąca Etna! fot. Anna Kaim

Zatrzymałyśmy się też na jeden wieczór w Syrakuzach uroczym miasteczku, które zachwyciło nas wszystkie, nie tylko pięknym wybrzeżem, urokliwymi wąskimi uliczkami ale również wielkimi parusetletnimi figowcami rosnącymi w samym sercu metropolii.

IMG_3662-horz

A to już Syrakuzy- jedno z najpiękniejszych a na pewno najbardziej fotogenicznych miast Sycylii. Zagubiona wśród urokliwych uliczek Ania Kaim. fot. greenmorning.pl

IMG_3679

Jedni fotografują drudzy kawkują. Wieczór na uroczym placu w Syrakuzach.

IMG_3522-horz

Szalone kobiety opróżniają garaż na odwiedzanej farmie migdałowej bo znalazły w nim stary przedwojenny automobil, który koniecznie trzeba sfotografować. fot.lewa greenmorning.pl, fot.prawa Joanna Warelich

_DSC6590-1000

Czy one fotografują czy pozują? Dominika, Magda, Mariola i Ania przy kwitnącym drzewie mimozy. Dzięki Magdzie Wasiczek uczyłyśmy się też na wyjeździe jak fotografować kwiaty. fot. Magda Wasiczek

_DSC7183-Edit-800nn-horz

Bliskie spotkania trzeciego stopnia z mieszkańcami farm.   fot. Magda Wasiczek

_DSC5544-Edit-800-horz

Każda z dziewczyn oprócz niesamowitych wrażeń i niezapomnianych wspomnień przywiozła z Sycylii setki pięknych zdjęć. Po lewej Kasia w szponach pomarańczowego drzewa po prawej Ola w awokadowym sadzie. fot Magda Wasiczek

_DSC7198-1000

No jak dorwałyśmy już takie wielkie lustro- to selfie musi być!!! Nieważne,że zmęczone, nieważne że rozczochrane od przedzierania się przez gąszcze pomarańczowe, nieważne, że ubrudzone od czołgania się w trawie – spełnione, zadowolone, uśmiechnięte i szczęśliwe- takie kobiety zawsze są piękne.  fot. Magda Wasiczek

To był wspaniały czas, dużo pozytywnej babskiej energii. Rozmowy do białego rana, tysiące zrobionych zdjęć, kilogramy zjedzonych prosto z drzew pomarańczy, nieskończona ilość wymienionych myśli, poglądów, pomysłów. Piękne, zawiązane na długo przyjaźnie. Dziewczyny- to był wielki zaszczyt i przyjemność spędzić z Wami tych parę cudnych dni.

Dziękuję: Magdo, Sylvio, Aniu, Magdo, Paulino, Magdo, Aniu, Mariolu, Joasiu, Marzeno, Kasiu, Olu i Magdo i mam nadzieję do zobaczenia niebawem.

Ciekawe z kim pojadę na Sycylię za rok? Może z Tobą? Kto wie????

Marzy Ci się taki wyjazd? Zostaw komentarz pod tym wpisem (wrócę do nich na pewno kiedy będę tworzyła przyszłoroczną listę uczestniczek). To jak- do zobaczenia za rok na Sycylii?

 



Fotograficzne SPA na Sycylii

sycylia

Cała banda w komplecie, po mojej lewej Edyta, Kasia, Jowita, Iwona, Ania, powyżej druga Ania, Olimpia, Magda , Klaudyna , Dominika, Dorotka i Jadwiga.

     Odkąd po raz pierwszy w styczniu 2015 roku odwiedziłam cytrusową farmę rodziny Valenzianich– wiedziałam, że chcę to miejsce pokazać innym. Spotkać ludzi tak dedykowanych swojej pracy, ekologicznemu spojrzeniu na świat a przy okazji z dobrym pomysłem na siebie i swoją działalność to niezwykła rzadkość. A jeśli jeszcze okazuje się, że to wspaniała sycylijska rodzina- niezwykle ciepła, gościnna i otwarta- to stwierdzasz, że MUSISZ o Nich opowiedzieć całemu światu.

IMG_1516

      Od ponad dwóch lat uczę fotografii kulinarnej. Moje kursy to kameralne spotkania w domowym studio (najczęściej jeden do jednego). Spędzam z kursantami naprawdę wiele swojego czasu i często nasze drogi nie rozchodzą się po skończonej nauce. Wręcz przeciwnie- nawiązujemy przyjaźnie, robimy coś wspólnie. Z tych „kursowych znajomości” zrobiło mi się duuuuże grono przyjaciół, którzy nie tylko podzielają moją fotograficzną pasję ale często i spojrzenie na świat. Bardzo sobie cenię te relacje i jeśli tylko mogę staram się je kultywować. Jednym z pomysłów aby to robić jest idea corocznego wspólnego wyjazdu fotograficznego dla moich kursantów. Kiedy rodzina Valenzianich poinformowała mnie, że właśnie na swojej farmie otworzyli mały cudny hotelik – nie zastanawiałam się nawet chwili i wybór lokalizacji pierwszego wyjazdu padł na Sycylię.

IMG_0201

Oto mój widok z okna na dymiącą Etnę. Sycylia zimą jest zupełnie zielona- to sam środek sezonu cytrusowego.

       To miał być pierwszy pilotażowy wyjazd. Nie byłam pewna czy spełnię oczekiwania wszystkich uczestniczek postanowiłam więc nie ogłaszać rekrutacji publicznie. Za to zapytałam parę z tych dziewczyn, które znam dobrze i wiem, że przymkną oko na potencjalne niedogodności i wybaczą mi wiele. Odzew przeszedł moje najśmielsze oczekiwania i w parę dni miałam już ekipę „na dobre i na złe” nawet z dużym nadkompletem. Dlatego proszę o wybaczenie wszystkie inne moje kursantki, które licznie do mnie piszą z pytaniem „jak to się stało, że przeoczyłam ogłoszenie o tym wyjeździe?”.  Otóż tym razem żadnego ogłoszenie nie było ale… jeśli naprawdę macie ochotę na taki wyjazd- piszcie do mnie a jeśli zbierze się odpowiednia grupa -spróbuję zrobić dla Was „drugi turnus”.

IMG_2683

Czasami czujesz się jakbyś znalazł się w raju, szczególnie kiedy spadnie deszcz i wszystko od nowa się zazielenia.

      Miejsce w którym mieszkałyśmy było przeurocze, tylko pół godziny drogi od lotniska w Katanii, mały hotelik wśród 20 hektarów upraw cytrusowych, z widokiem z okien na dymiącą Etnę. Pokoje dwu, trzy i czteroosobowe urządzone przepięknie „meblami z duszą”. Bardzo rodzinnie, bardzo włosko i bardzo smacznie. Posiłki gościom gotuje Pani Domu- Sylvia Costarelli– sycylijska arystokratka- jedna z najlepszych kucharek jakie znam. Codziennie zasiadałyśmy do wspaniałej wegetariańskiej (na moje życzenie) uczty i zachwycałyśmy się prostotą i niezwykłym smakiem potraw, gotowanych z lokalnych, ekologicznych produktów. Wzbudzić podziw 13 blogerek i fotografek kulinarnych siedzących przy jednym stole- to naprawdę wielki wyczyn :)) Sylvi udawało się to 3 razy dziennie!

DSC_7066-Edit

Z Sylvią Costarelli jedną z najcieplejszych osób jakie znam. Pomimo bariery językowej (Sylvia z oporami mówi po angielsku) zaprzyjaźniłyśmy się bardzo. Mam nadzieję w przyszłym roku wrócić aby fotografować książkę tej najwspanialszej sycylijskiej kucharki.

       Jeśli macie ochotę wyruszyć na Sycylię i zobaczyć ten kraj inaczej, „od kuchni” bardzo polecam wam agroturystykę u Valenzianich. Moim zdaniem jest to też genialne miejsce do organizowania wszelkiego rodzaju warsztatów, kursów, sesji, turnusów (np. jogi) etc. (jeśli potrzebujecie więcej szczegółów zanim ruszy strona hotelu, piszcie na info@incampagna.pl , do Justyny, która mówi po polsku ). Och i jeszcze dla tych, którzy mówią po włosku i są gotowi na super przygodę w życiu, farma szuka wolontaruiszy (lub nawet pracowników- najlepiej Panów- tzw. „złotej rączki”), którzy zamieszkają tam i pomogą przy rozwoju niektórych z projektów. I jeszcze, jeśli się zastanawiacie- to TAK- to jest to samo miejsce skąd wysyłane są do całej Polski ekologiczne cytrusy w sprzedaży bezpośredniej. Nigdy jeszcze ich nie próbowaliście??- czas to zmienić- tutaj możecie zamówić karton sycylijskiego słońca z dostawą prosto do domu. Jak już zaczniecie zamawiać to polecam nie tylko cytrusy ale i pyszne awokado oraz oliwę z oliwek, która jest tak świeża że aż pachnie zielenią, dla smakoszy polecam prażone sycylijskie migdały (nigdy nie jadłam lepszych) oraz niebezpiecznie uzależniający pistacjowy krem do smarowania pieczywa (Nutella nie ma przy nim żadnych szans!).

IMG_1585b-(1)-tile

Justyna Podlaska, dobry duch farmy Valenzianich, to ona stoi za otwarciem polskiego rynku na ekologiczną żywność z Sycylii.

      Nasi gospodarze nie tylko okazali się świetnymi rolnikami ale i wspaniałymi organizatorami wycieczek. Plan wyjazdu układałam długo, chciałam aby był przeżyciem dla każdej z osób, którą zaprosiłam do udziału w projekcie. Dlatego (oprócz bezcennego towarzystwa 13 kompletnie zakręconych nt. fotografii kobiet) w porozumieniu z rodzina Valenzianich -przygotowaliśmy ogrom różnorakich  atrakcji.

12697257_10205359161649552_5082542430163616299_o-horz

Po lewej Iwona przyłapana przez Kasię podczas fotografowania na katańskim targu, po prawej Jadwiga i Dorotka udają, że zwiedzają miasto a tak naprawdę to szukają kolejne cukierni w której można by skosztować cannoli lub słynnych ciasteczek w kształcie „cycuszków św. Agaty”.

      Zaczęło się już pierwszego dnia od zwiedzania Katanii.  Rozpoczęłyśmy jak na kulinarne fotografki przystało od porannej wizytą na lokalnym targowisku. Dziewczyny fotografowały ogromną część gdzie sprzedaje się ryby i owoce morza, ja- wegetarianka odwiedzałam stragany z warzywami i owocami. Gdzie się nie zatrzymywałam z aparatem uprzejmi Sycylijczycy pytali skąd jestem. Kiedy odpowiadałam, że z Polski, kiwali głowami i mówili  „tu dzisiaj przyjechało chyba 5 autokarów fotografek z Polski!!”.

IMG_1778-horz

Jowita zawiera bliższe znajomości z jednym ze sprzedawców owoców morza. Zima to czas na wiele lokalnych warzyw, właśnie zaczyna się sezon na karczochy, słynne sycylijskie fioletowe kalafiory, dzikie szparagi, fenkuł i wszelką zieleninę.

      A więc po zrobieniu zamieszania i zaprzyjaźnieniu się z większością sprzedawców na targu pojechałyśmy dalej spełniać oczekiwania i marzenia dziewczyn. To był nasz jedyny, podczas tej wyprawy,” dzień w cywilizacji” więc oczywiście, jak na kobiety przystało, wpadłyśmy w szał zakupów.

IMG_1916-horz

Ania Zabrowarny- gwiazda filmowa wśród sycylijskich zaułków.

      Odwiedziłyśmy antykwariaty (gdzie nabyłyśmy duże ilości propsów do fotografii kulinarnej), specjalne sklepy z żywnością lokalna, parę cukierni, lodziarnię i cudną budkę (taką luksusową wersję polskiego saturatora) gdzie sprzedawano najpyszniejszą mandarynkową lemoniadę jaką piłam w życiu (prototyp Mirindy)- kwintesencja cytrusowego orzeźwienia. A było nam ono potrzebne bo pogoda na Sycylii rozpieszczała- choć  był zaledwie początek lutego-miałyśmy pełne słońce i prawie 20st.C.

12662604_1095350753817158_4784558953883561623_n

Iwonka i Kasia opalają się w pięknym sycylijskim słońcu.

    W takiej atmosferze zwiedzałyśmy to urocze miasto, z jego pięknymi starymi budowlami, wąskimi uliczkami, przestronnymi parkami i cudnym barokowym kościołem w samym centrum.  Wszędzie było kolorowo i świątecznie gdyż Katania przygotowywała się właśnie do swojego największego święta- procesji na cześć św. Agaty- patronki miasta. Nie omieszkałyśmy oczywiście zjeść pysznego obiadu w lokalnej knajpce i objuczone setką toreb wróciłyśmy na farmę.

IMG_1926-horz

Zmęczone ale szczęśliwe czekamy na obiad, który przygotowywała nam urocza sycylijska kucharka (na zdjęciu po prawej).

      Kolejne dni spędziłyśmy wspólnie fotografując na paru farmach i plantacjach, które odwiedziłyśmy. Zobaczyłyśmy jak rosną liczne odmiany cytrusów: pomarańcze, cytrony, mandarynki, kumkwaty, cytryny, klementynki oraz awokado i marakuje. Wszystkie bez wyjątku BIO. Rozmawiałyśmy z rolnikami, zadawałyśmy pytania, nauczyłyśmy się miliona pożytecznych rzeczy. A co najważniejsze, każdy z naszych gospodarzy z anielską cierpliwością znosił nasze zatrzymywanie się przy każdym drzewku aby uwiecznić je na zdjęciu, nasze tysiące dociekliwych pytań i nasze wypchane kieszenie uszczypniętymi  tu czy tam owocami do późniejszej stylizacji. Oraz nasze czasami naprawdę dziwne zachowania.

IMG_2318

Olimpia uprawia fotograficzną jogę w awokadowym gaju.

000aaa

Po lewej Jowita medytuje w cytrynowym sadzie (zwróćcie uwagę na wypchane kieszenie 😉 ) po prawej Ania Simon fotografuje kwitnące drzewo migdałowe.

12710779_10205358722358570_3693702663258366764_o-horz

Co tutaj robimy???? Domyślcie się sami. Ja nie mam bladego pojęcia.

       Jednego dnia miałyśmy też okazję pobierać lekcję gotowania od Pani domu. Wspólnie w wielkiej kuchni przyrządziłyśmy nasz ostatni obiad- 3 rodzaje ravioli, pyszne kotlety z plastrów bakłażana i sałatkę z warzyw oraz cytrusów zebranych na farmie. To dopiero była kulinarna przygoda!

IMG_2965-horz

Klaudyna uczy się jak wyciągać ciasto na ravioli podczas wałkowania. To dużo trudniejsze niż Wam się wydaje. Stąd takie wielkie skupienie na jej twarzy.

       Oprócz lokalnych atrakcji nie zabrakło oczywiście czasu na naukę oraz wspólne stylizowanie i fotografowanie kulinarne. Obiektów było pod dostatkiem, światło genialne – to miejsce to raj dla fotografów kulinarnych. Wszystkie dziewczyny jako wielki bonus do wyjazdu dostały też niesamowitą okazję aby uczyć się fotografii przyrody od genialnej Magdy Wasiczek, którą zaprosiłam na naszą wyprawę jako gościa honorowego.

IMG_2490

Co Magda próbuje uwiecznić na wiekopomnym zdjęciu ..?? Nie, to nie jest zwisający z drzewa korniszon, choć tak wygląda… to malutki niedojrzały jeszcze owoc awokado.

     W tej wyprawie nie chodziło jednak głównie o naukę (to moim zdaniem lepiej zdobywać w kameralnej atmosferze kursu jeden do jeden), tu chodziło przede wszystkim o niezapomniane przeżycia w doborowym towarzystwo. Spotykając na co dzień w moim studio tyle wspaniałych, niebanalnych kobiet zafascynowanych fotografią często myślę sobie- jak to byłoby wspaniale poznać je ze sobą nawzajem. Ten wyjazd był właśnie po to aby nawiązały się przyjaźnie i znajomości, aby wzrosła inspiracja, aby zobaczyć, że na świecie jest „dużo więcej tak szalonych osób jak ja”.

IMG_2274

Dominika zagubiona wieczorową porą w oliwnym gaju.

     I przyznać się Wam muszę, że to założenie udało mi się w dwustu procentach. Dziewczyny zaskoczyły od razu, już w samolocie nie można ich było oderwać od siebie, choć przecież wcześniej nie znały się osobiście.  Po pierwszym wieczorze już były jak najlepsze przyjaciółki, nie było sztucznych barier, były poważne rozmowy o wszystkim, grupowe terapie śmiechem i długie wieczory spędzone nad butelką limoncello.

       Wszystkie bez wyjątku wspaniałe choć tak różne a zarazem tak podobne. Niektóre na początku swojej drogi  w fotografii kulinarnej, jak choćby Jadwiga Bernie czy Ania Simon czy Edyta Kolasińska trzy wspaniałe kobiety, które pomagają mi w sesjach fotograficznych. Na co dzień matki i żony, na wyjeździe dusze towarzystwa nie rozstające się z aparatami.

IMG_2758-horz

Po prawej u mojego boku kochana Jadwiga- dobry duch tej wyprawy, który zaraził swoim optymizmem wszystkich. Po lewej Edytka robi mi zdjęcie choć to przecież ja miałam portretować ją. Pojedynkom na obiektywy nie było na tej wyprawie końca. W końcu każda z nas ma swoje zdjęcie po drugiej stronie obiektywu, a jak wiecie-to towar deficytowy każdego fotografa :))) Zdjęcie po prawej wykonała Katarzyna Tkaczyk.

Na wyprawie były też blogerki kulinarne, (choć niby moje kursantki to uważam, że czasami dużo lepsze fotografki niż ja) : Klaudyna Hebda-z Ziołowego Zakątka , Olimpia Davies z Pomysłowe Pieczenie Kasia Tkaczyk z Katies Happy Clouds, Jowita Stachowiak z Crazy Little Polka, Ania Zabrowarny z Addio Pomidory i Dominika Wójciak z Kulinarne Bezdroża (zwyciężczyni ostatniej edycji Master Chefa) oprócz tego Iwona Kowalska fotografka kulinarna z Trójmiasta i Dorota Tyszka, która na co dzień fotografuje nie kulinaria lecz modę i duże imprezy sceniczne (np. Wybory Miss Polonia). Dlatego też na wszystkich jej zdjęciach wyglądamy jak Miss Sycylia- same spójrzcie.

12715693_1095351127150454_5545840112252451753_n

Olimpia zwana powszechnie podczas tego wyjazdu Pimpkiem- ponieważ podbiła nas swoją bezpretensjonalnością i zaraźliwym poczuciem humoru.

12734272_1095351130483787_5606716182141454500_n

Klaudyna jak zwykle w pracy. Tutaj przyłapana przez Dorotkę w czasie nakręcania filmu na jej bloga.

Powiem Wam szczerze- to była wspaniała, wybuchowa mieszanka: osobowości, talentów, pasji, babskiej energii i humoru. Morze śmiechu, tysiące zdjęć, dziesiątki godzin przygadanych do białego rana, mnóstwo pyszności i piękna dookoła. Wymiana wiedzy, doświadczeń i poglądów na najwyższym poziomie. Przyznam się Wam też, że trochę się obawiałam,czy ten wyjazd będzie taki jaki sobie wymarzyłam… ale przeszedł wszelkie moje oczekiwania i okazał się być niezapomnianym wydarzeniem. A to wszystko dzięki tym wspaniałym i pięknym kobietom. No spójrzcie  tylko na nie – Czy nie wyglądają na zaraźliwie szczęśliwe i spełnione!

11229288_1093882663963967_6693102381229457579_n

Iwonka, Kasia, Jadwiga- fotograficzne trio.

IMG_2845-horz

Jadwiga moja asystentka, choć na wakacjach to jak zwykle w pracy. Tu pozuje w kumkwatowym sadzie.

IMG_3793-horz

Olimpia – niezwykle fotogeniczna modelka.

12657174_10205359089487748_2316888025415897497_o-horz

Pełna seksapilu Edytka za którą oglądał się każdy Włoch a obok niej skromnie wyglądająca Kasia. Niech Was jednak nie zmylą pozory, ta dziewczyna jest mistrzynią… tańca na rurze!

IMG_2970

A to już wynik naszego spontanicznego wyjazdu, do lokalnej cukierni gdzie zabrał nas, któregoś popołudnia Pan Valenziani po cichutkiej wzmiance, ze do tego „espresso to by się jakieś ciasteczko przydało”. Nie wiem jak pozostałe dziewczyny ale mnie wróciło z Sycylii o co najmniej kilogram więcej.

Dziewczyny- DZIĘKUJĘ Wam za wszystko! To było wspaniałe doświadczenie. Dałyście mi wiarę, że pomysł takich wyjazdów to wspaniała idea. Już nie mogę się doczekać gdzie pojadę z moimi kursantami za rok! Mam nadzieję, że Was również tam nie zabraknie…



Wielka cytrusowa sycylijska rodzina

different citrus fruits , odmiany cytrusów pomarańczy      Dla nas „ludzi Północy” pomarańcze to po prostu pomarańcze, cytryny to cytryny a mandarynki dzielą się na te z pestkami i te bez. Jednak dla przeciętnego Sycylijczyka- rodzina owoców cytrusowych jest jak jego własna: wielopokoleniowa, z dużą ilością kuzynów, kuzynek, cioć, wujków, stryjków  i innych powinowatych. Fotografując ostatnio różne odmiany cytrusów dla sycylijskiej firmy InCampagna zrozumiałam jak uboga jest moja wiedza w tej materii. Oto czego dowiedziałam się w zaledwie parę dni.     moro orange, czerwone pomarańcze        Bogactwo sycylijskich cytrusowych smaków oraz naszą indolencję w tej kwestii najlepiej uzmysłowić sobie na przykładzie polskich jabłek. Wyobraźcie sobie, że przychodzicie na  wasz lokalny bazar i znajdujecie tam tylko jedną odmianę „plastikowych”, woskowanych, zielonych, nowozelandzkich jabłek. Nikt nawet nie słyszał o waszych ulubionych papierówkach, antonówkach czy malinówkach. Nie ma koszteli, szarej renety, landsberskiej, boikenów! Nie ma nawet popularnych „nowoczesnych” kortlandów ani czempionów czy ligoli. Są tylko „jabłka”. Brzmi jakby Wam ktoś nagle zabrał prawo wyboru a świat wokoło przestał być kolorowy??

       A teraz wyobraźcie sobie, że tak samo jak my kochamy jabłka, Sycylijczycy uwielbiają cytrusy. Na całej wyspie w większości przydomowych ogródków w samym ich środku pyszni się jakieś drzewo cytrusowe. Nawet przy tych licznych na Sycylii, opuszczonych i zaniedbanych wielkich posiadłościach można spotkać na środku dziedzińca drzewo owocowe.  Najczęściej jest to cytryna. Ale nie-byle-jaka.  Np. Femminello albo jeszcze lepiej cytryna Piritto.  Odmiana o bardzo aromatycznej skórce, dużym albedo (albedo to biała część miąższu) i wielkich owocach. Lokalnie nazywana Cedro (cytronem) ale spór o nazwę jest zarzewiem konfliktu z południem kontynentalnych  Włoch, gdzie twierdzi się, że Cedro sycylijskie to tylko „podróbka”. Sycylijczycy oczywiście uważają, że ich Cedro jest najlepsze na świecie i to z Południa Włoch nawet się do niego nie umywa.  Piritto z południa Włoch niestety nie próbowałam natomiast to Sycylijskie podbiło moje serce od pierwszego kęsa (jest przepyszne) i wejrzenia (jest przepiękne).   No spójrzcie tylko.

piritto lemon, cedro, cytron

        Jeśli na dziedzińcu nie rośnie cytryna, z pewnością będzie to pomarańcza. A jeśli pomarańcza to koniecznie czerwona.  ” Trzy sycylijskie krwiste  siostry” to: Tarocco, Moro i  Sanguinello. Dojrzewają tylko zimą. Żeby pięknie się wybarwić potrzebują dużej różnicy temperatur pomiędzy dniem i nocą. Dzięki nim tak łatwo na Sycylii dostrzec globalne ocieplenie klimatu. Zbiory czerwonych pomarańczy co roku opóźniają się o parę dni. Sycylijska zimą, przestaje być już wystarczająco zimna dla Sycylijskich pomarańczy.” Jak tak dalej pójdzie, wkrótce będziemy uprawiać tu  daktyle”- żartują lokalni farmerzy, choć wcale im nie do śmiechu.

tarocco orange pomarańcza

       Czerwone pomarańcze mają najwięcej witaminy C ze wszystkich odmian na świecie. Są lekko kwaskowe ale zarazem niesamowicie słodkie, szczególnie odmiana moro, która wybarwia się prawie aż na czarno i wtedy jest najsłodsza (moro znaczy czarny człowiek). Inaczej jest z Tarocco, ta mieni się całą cytrusową tęczą przez pomarańcz, karmazyn, rubin aż do głębokiej purpury. Natomiast Sanguinello wybarwia się najsłabiej ale za to ma najbardziej malinowy aromat oraz lekką goryczkę.  sanguinello orange pomarańcza

       Czas triumfów i popularności czerwonych  pomarańczy przypadał na lata 60-te i 70-te. Potem nastała era „blondynek”. Właśnie tak, trochę lekceważąco,  mówi się tutaj o owocach jasnego koloru. Blondynki mają skórkę grubszą, większe owoce, są dużo słodsze i bezpestkowe. Nie ceni ich się jednak tutaj tak bardzo jak na całym świecie, choć oczywiście uprawia się powszechnie.  W szczególności te odmiany, które owocują jesienią i wiosną czyli poza sezonem na czerwone pomarańcze. Na przykład takie „Lane Late” można zbierać aż do końca maja. Odmiana należy do grupy pomarańczy Navel.

Lane late orange fruit pomarańcza

        Navel znaczy pępek. Tak, (jakkolwiek dziwnie by to nie brzmiało!) niektóre pomarańcze mają pępek. Przyjrzyjcie się uważnie dołowi owocu popularnej w Polsce odmiany Novelina (a tak naprawdę Navelina od „Navel” właśnie) a zrozumiecie o czym mówię.  Pępek u pomarańczy oznacza najczęściej, że owoc ma w środku tzw. rozetę czyli mniejszy niewykształcony do końca drugi owoc, jakby dziecko. Stąd pomarańcze typu Navel wyglądają jakby był ciężarne.

gorzka pomarańcza bitter orange         Oprócz rudych (czyli czerwonych) i blondynek mamy jeszcze gorzkie pomarańcze. Owoce tej odmiany  faktycznie są gorzkie z gruba niezwykle aromatyczną skórką oraz dużą ilością pestek. Używa ich się głównie do wyrobu dżemów i marmolad, choć niektórzy Sycylijczycy (na Sycylii bardzo ceni się gorzkie smaki w kuchni) jedzą je prosto z drzewa. To również najbardziej odporne ze wszystkich na Sycylii drzew cytrusowych. Stąd na jego pniach szczepi się prawie wszystkie inne odmiany. Jeśli zasadzisz pestkę jakiejkolwiek odmiany szczepionej na gorzkiej pomarańczy wyrośnie nie ta odmiana a właśnie gorzka pomarańcza (jeśli nic nie pomieszałam choć upewniałam się 3 razy, takie mi się to wydawało dziwne). Dlatego pomarańcze w sadach rozmnaża się szczepiąc z gałązek a nie sadząc z pestek (zupełnie tak samo jak nasze jabłonie).

      Zakręciło Wam się już w głowie od tej cytrusowej wiedzy? Nie? To jeszcze Wam powiem, że klementynka (wbrew temu co sądzi wielu z nas, łącznie ze sprzedawcą w moim warzywniaku) to nie jest odmiana mandarynki. To są dwa zupełnie inne gatunki owoców cytrusowych. Zresztą i mandarynki i nektarynki są na Sycylii uprawiane  w wielu różnych odmianach. Och i są jeszcze grejpfruty i kumquaty i satsuma (owoc podobny wyglądem do mandarynki). I pewnie wiele innych gatunków, których nie udało mi się zobaczyć i poznać przez te krótkie parę dni.

grejpfrut na drzewie grapefruit on tree       Choć osobiście, uznaje się za wielbiciela cytrusów, dopiero na Sycylii zrozumiałam jak różnorodnie i pysznie mogą smakować te owoce. Kiedy masz tą niesamowitą okazję  wędrować po sadach i smakować różnych odmian prosto z drzew- natychmiast dostrzegasz pomiędzy nimi ogromne różnicę. Uczysz się nie tylko różnych smaków i aromatów ale również kształtów, kolorów i gabarytów. Niektóre odmiany rosną kiściami jak winogrona, niektóre na pojedynczych cieniutkich gałązkach. Jedne drzewa są wielkie i rozłożyste inne malutkie i uginające się pod ciężarem owoców. Wszystkie jednakowo ciekawe, intrygujące i piękne. Przez pierwsze dwa dni w tym cytrusowym raju zachowywałam się jak japoński turysta, fotografowałam wszystko, absolutnie wszystko co objawiło się przed moim obiektywem. Dopiero po dwóch dniach ochłonęłam i zaczęłam robić to po co tam tak naprawdę pojechałam.  IMG_8493-tile       Wróciłam z głową pełną wiedzy i laptopem wypełnionym tysiącem zdjęć oraz wielkim nadbagażem dodatkowo zabranych do fotografowania owoców.  Przywiozłam z Sycylii mnóstwo wspomnień, niesamowity materiał do mojego portfolio oraz nowe, piękne przyjaźnie. Przywiozłam jeszcze jedną bezcenna dla mnie rzeczy.

       W końcu (chyba) zrozumiałam co chcę robić jako fotograf. Odkryłam, że wcale mnie tak nie fascynuje fotografowanie gotowego jedzenia. Spójrzcie tylko do mojego portfolio a od razu zauważycie, że więcej tam zdjęć warzyw, owoców, grzybów i ziół niż przyrządzonych z nich potraw. To one fascynują mnie jako fotografa najbardziej i wydają się najpiękniejszym obiektem do portretowania. Ktoś ostatnio napisał mi w liście, że „pięknie portretuje jedzenie” a ja zdałam sobie sprawę, ze dokładnie to właśnie robię – wykonuje zdjęcia portretowe. Cóż to, że moje modelki są trochę inne niż się ogólnie przyjęło.  Ja cały czas robię to co każdy porządny portrecista robić powinien- pokazuje moich modeli z jak najlepszej, najpiękniejszej strony a co ważniejsze staram się zrozumieć ich charakter, indywidualność i historię którą w sobie noszą.

       Więc jak już kiedyś dorosnę (jako fotograf) ….. chcę właśnie być …….Portrecistką warzyw i owoców. Aby je lepiej zrozumieć będę jeździć do miejsc gdzie się je uprawia i portretować je w ich naturalnym środowisku. Od momentu kiedy kiełkują aż po czas zbiorów. A potem będę to robić także w moim studio, pokazując je inaczej, piękniej, ciekawiej.  Podczas wyprawy na Sycylię zrozumiałam, że mogę i potrafię to robić i jeszcze mam z tego dużo frajdy. Teraz tylko trzeba by stworzyć do tego jakiś realny biznes plan. Ciekawe czy z takiego „portretowania” dałoby się żyć? Jak myślicie?  IMG_0467-tile

Ps. Moi Drodzy, dziś dałam radę napisać tylko o cytrusach. Za to następnym razem opowiem Wam o wspaniałych ludziach, którzy te owoce na Sycylii uprawiają. Do przeczytania wkrótce!