Ta sesja powstała we współpracy z Anią Simon, która na co dzień jest moją asystentką- jednak przy sesjach dekoracyjnych zdecydowanie przekształca się we współtworzącą. Wszystkie piękne bukiety i wianki, które widzicie na dzisiejszych zdjęciach stworzyła Ania.
Nasza praca wygląda mniej więcej tak, że Ania wykonuje swoje piękne kwiatowe dzieła a ja staram się wystylizować kadr i sfotografować je jak najpiękniej.
Prezentowana dzisiaj sesja powstała na zamówienie magazynu Weranda Country i w całości można ją obejrzeć we wrześniowym numerze dostępnym już w kioskach.
Mam nadzieję, że Wam się podoba i oglądanie jej dostarczy Wam przyjemności (choć to sesja niekulinarna, do których jesteście tutaj przezwyczajeni).
Wydaje się, że w zespole z Anią będziemy w przyszłości robić więcej takich więc szykujcie się na większą różnorodność zdjęciową na blogu. Równolegle do tych letnich zdjęć różanych, w tym samym ogrodzie, w tej samej temperaturze i przy tym samym świetle wyczarowałyśmy też z Anią dwie piękne sesje… bożonarodzeniowe. No ale na nie musicie poczekać do zimy- leżą w szufladzie oczekując na pierwszą gwiazdkę.
Jak Wam się podobają nasze „różane szaleństwa”? Bardzo jestem ciekawa? Napiszcie coś w komentarzach.

Post Category → Bez kategorii
Zupa z młodej cebulki i sesja dla Weranda Country

Moi Drodzy, dziś prezentuję kolejną sesję, która powstała podczas mojego lutowego pobytu na Sycylii. Można ją obejrzeć już w kioskach w czerwcowym wydaniu magazynu Weranda Country.
Sesja miała być kolorowa i pokazywać obfitość młodych warzyw, które możemy użyć do czerwcowego gotowania, mam nadzieję, że mi się udało. A właściwie udało się nam – bo przy sesji aktywnie mi towarzyszyła moja nieoceniona asystentka Ania Simon, która jest mistrzynią gotowania pysznych zup.
Szczególnie przypadła mi do gustu jej zupa z młodej cebulki, której zdjęcie i przepis (dzięki uprzejmości magazynu) podajemy poniżej.
Życzę smacznego a po resztę przepisów na dzisiejsze pyszne zupy zapraszam do kiosków. Znajdzie tam, starą recepturę mojej babci na marchewkową zupę mleczną, oryginalny przepis na pokrzywowe cappuccino, klasykę w postaci włoskiej minestrone oraz nietypowe rzodkiewkowe gazpacho z wędzonym tabasco oraz szparagowo-groszkową zupę krem z mlekiem kokosowym. Poleciała Wam już ślinka?

|
ZUPA Z MŁODEJ CEBULKI 2 pęczki dymki Ziemniaki obieramy, kroimy w kostkę, cebulkę cała siekamy wraz ze szczypiorkiem. Smażymy na maśle czosnek i połowę cebuli do zeszklenia, dodajemy ziemniaki i dalej obsmażamy. Zalewamy bulionem i gotujemy do miękkości warzyw. Doprawiamy solą i pieprzem do smaku, dodajemy resztę cebulki i śmietanę, zagotowujemy i miksujemy na krem. Na patelni rozgrzewamy masło moczymy w nim kromki bagietki, posypujemy, parmezanem i odrobina szczypiorku, wkładamy na chwilę do nagrzanego piekarnika aż ser się rozpuści a bułka zrobi chrupiąca. Podajemy zupę z ciepłymi grzankami, posypaną siekanym koperkiem.
Można do zupy dodać też inne zioła, np szałwię, tymianek lub oregano.
|
Kurkuma- Złote Mleko i sesja dla Magazynu Moje Gotowanie
Witam Moi Drodzy, dziś mam dla Was parę listopadowych kadrów z sesji obsypanej kurkumą. Zdecydowanie muszę napisać Wam również, że to był nie najmądrzejszy z mojej strony pomysł aby robić plany zdjęciowe z tak dużą ilością tak mocno farbującej przyprawy.
Wszystkie moje tła fotograficzne, moja śliczna jasna podłoga w studio, moje ubrania, fartuszki, ścierki a nawet ręce i paznokcie były w żółte plamy. A co jeszcze gorsze niektóre pozostały takie do dziś!!! :(((((
No ale czego się podobno nie robi dla „dobra sztuki” i kto powiedział ,że praca fotografa kulinarnego jest zawsze łatwa, miła i przyjemna. Chyba tylko ten kto nigdy jej nie wykonywał ;))
No więc załóżmy bardzo optymistycznie, że moje żólte poświęcenie na coś się przydało i dzisiejsze kadry zachęcą Was po sięgnięcie do listopadowego numery magazynu Moje Gotowanie, gdzie w mojej autorskiej rubryce znajdziecie przepisy na wszystkie prezentowane dziś żółte dania: „Złote Mleko”- wg medycyny ajurwedyjskiej jeden z najbardziej leczniczych gorących napojów, warzywa pieczone w kurkumowej otoczce, pyszny pilaw z ryżu basmati z kokosem i nasionami gorczycy, poranne egzotyczne smoothie ze świeżo tartym korzeniem kurkumy oraz alu patry- czyli zawijańce drożdżowe z ziemniaczanym nadzieniem mocno doprawionym po indyjsku. 
Nie wiem czy wiecie, że kurkuma uznawana jest za jedną z najzdrowszych przypraw i zaliczona została niedawno do szacownego grona super-food.
Jeśli nawet tylko połowa tych informacji jest prawdziwa to zdecydowanie, wg. mnie, warto wprowadzić kurkumę do swojej diety. Ja zaprzyjaźniłam się z nią już dobrych 30 lat temu i nie wyobrażam sobie mojej przyprawowej półki bez tego magicznego żółtego proszku.
A Wy? Używacie kurkumy w waszych kuchniach? Do jakich dań? Bardzo jestem tego ciekawa???? Może jakieś linki do waszych blogów?
Arbuzowe Mini Torciki i sesja dla Mojego Gotowania
Wiem, wiem już jesień, zakładamy grube swetry, palimy w kominku, zbieramy kasztany i tęsknimy do gęstych dyniowych zup. Ale ja tak dzisiaj jeszcze trochę na przekór żegnam się z latem i pokazuję z małym poślizgiem sesję, którą wykonałam do sierpnioweggo wydania magazynu Moje Gotowanie. 
Założenie sesji i przepisów w niej zawartych miało być jasne i klarowne, upalnym latem nie chce się nam siedzieć w kuchni, przy włączonym piekarniku lub przy garach.
Wolimy ten czas spędzić w ogrodzie, na plaży, na pikniku czy nad brzegiem basenu, koniecznie z rodziną lub przyjaciółmi. Chcemy wtedy zjeść coś lekkiego, orzeźwiającego i chłodzącego i jeszcze żebyśmy nie musieli spędzić nad przygotowaniem tych dań za dużo czasu.
Takie więc były moje propozycje do sierpniowego numeru magazynu, gdzie głównym bohaterem materiału miał być arbuz- kwintesencja letniego orzeźwienia 🙂 Kto kocha arbuzy?? Ręka do góry! Ja nie wyobrażam sobie bez nich końcówki lata.
Wszystkie dania są proste w wykonaniu, począwszy od grillowanego sera halloumi serwowanego z arbuzem i i sosem balsamicznym, poprzez przepyszne smoothie arbuzowo-limonkowo-granatowe, które z powodzeniem można zamienić w granitę dla większej ochłody, na przepysznych mini torcikach skończywszy, które w środku zamiast biszkoptu mają po prostu kawałki arbuza. Są przepyszne i NIE, bita śmietana z nich nie spływa, wystarczy wiedzieć jak to zrobić, żeby było dobrze (o czym w przepisie poniżej!).
|
ARBUZOWE TORCIKI Z OWOCAMI 1 arbuz bezpestkowy Ze środka arbuza wytnij plaster o grubości 6-7 cm. Szklanką o cieniutkich brzegach wytnij z arbuza walce. Osusz papierowym ręcznikiem i pozostaw na co najmniej pół godziny w przewiewnym miejscu aby kawałki lekko obeschły na zewnątrz (wtedy krem nie będzie z nich spływał). W tym czasie ubij śmietanę na sztywno pod koniec ubijania dodając cukier, sok i skórkę z limonki. W osobnej misce rozmiksuj krótko mascarpone na jednolitą masę i miksując najkrócej jak się da, połącz z bitą śmietaną. Spróbuj krem- jeśli wydaje ci się za mdły dodaj więcej soku z limonki i cukru. Smaruj obficie kawałki arbuza z każdej strony kremem, na wierzchu układaj truskawki, inne owoce i liście mięty, boki torcików obsyp delikatnie wiórkami kokosowymi. Podawaj koniecznie z nożem i widelcem (bo inaczej nie da się takiego torciku zjeść).
wersja dla ambitnych: 1. Zamiast jednego kawałka arbuza w każdym torciku zrób 3 warstwy: jedną arbuzową, i dwie z różnych kolorów melonów, każdą warstwę przełóż dodatkowo kremem. 2. Rozkrusz parę cukierków miętowych i posyp nimi torciki razem z wiórkami kokosowymi- zyskają dzięki temu nowy wymiar świeżości.
|
Kulki z koziego sera i sesja dla magazynu „Moje Gotowanie”
Witam Was Moi Drodzy czytelnicy serdecznie.Dawno mnie tutaj dla Was nie było ale uwierzcie na słowo- miałam ku temu swoje powody. Moje życie ostatnio znacznie zawirowało i trochę to trwało nim choć trochę uporałam się z zawrotami głowy, które to u mnie wywołało. Powoli wracam do żywych i w wolnych chwilach postaram się nadrobić wpisy, blogowe, które to powinny się przez ostatnie pól roku dla Was pojawić.
Dziś prezentuję sesję, która powstała dobrych parę miesięcy temu (dokładnie pod koniec kwietnia) na zlecenie magazynu Moje Gotowanie. Robiłam ją w pięknym miejscu, które szerzej opisałam TUTAJ.
W sesji pomagały mi dwie wspaniałe dziewczyny, Kasia Łaski (właścicielka koziej farmy z której pochodzą wszystkie sery użyte do dań prezentowanych na dzisiejszych zdjęciach) oraz Dorota Ryniewicz (znana wszystkim szerzej jako autorka bloga lipkowydomek) Dziewczyny -dziękuję bardzo byłyście nieocenione bez Was nie dałabym rady! 
Na dzisiejszych zdjęciach widzicie: pyszny makaron ze szpinakiem, ciecierzycą i kremowym oraz wędzonym kozim serem, racuszki na kozim jogurcie serwowane z kozim twarożkiem (najlepszym kozim twarożkiem na świecie!!!), sałatkę z rukolą, figami, orzechami włoskimi i kremowym serkiem kozim serwowaną w połówce melona z miodowym vinegretem oraz pieczone kruche sezamowe pierożki nadziewane farszem z sera i prażonych pomidorów oliwek i papryki. No i są jeszcze pyszne serowe kuleczki z winnym gronem w środku-poezja smaku, na którą przepis poniżej.

A na koniec maluchy z koziej farmy, które korzystają z tego, że je ciotka Kinga wpuściła na chwilę do sadu z zieloną soczystą trawą do którego na co dzień nie mają wstępu, bo oprócz trawy obgryzają wszystkie drzewa, które od tego marnieją. 
|
SEROWE KULKI Z MIODEM 200g koziej ricotty lub kremowej koziej rolady
mała kiść winogron
1 łyżka miodu
odrobina otartej skórki cytrynowej
do obtoczenia:
prażone orzechy (np włoskie i pistacje), domowa granola
Winogrona myjemy, dokładnie suszymy, każde grono obkładamy serkiem wymieszanym z miodem i skórką cytrynową lepimy zgrabne kulki, obtaczamy w prażonych posiekanych orzechach lub domowej granoli.
|
SlowRoad Projekt- rozstrzygnięcie konkursu
Moi Drodzy,
dziękuję, za Wasze wszystkie komentarze i rekomendacja cudnych miejsc. Do paru z nich na pewno się wybiorę i wtedy będę myśleć o Was ciepło. Książkę „Sielska Polska” postanowiłam przyznać Joannie, za cytowany poniżej komentarz. Mam nadzieję, że proponowane przez nią miejsca, zrobią na mnie takie same pozytywne wrażenie jak ich piękny opis, przedstawiony przez Joannę.
Joasiu- gratuluję wygranej- książka jutro wędruje do Ciebie pocztą.

A oto nagrodzony komentarz Joanny:
„Piękne zdjęcia, mnie też poprawiły nastrój ?
Są dwa miejsca bardzo bliskie mojemu sercu, tak bliskie prawdę mówiąc, że rzadko się nimi dzielę, ale tutaj zrobię wyjątek. Oba mają w nazwie sad, bo sady to w ogóle miejsca niezwykłe i bardzo na mnie działają – to takie małe raje. Specyficzny mariaż przyrody i działania człowieka, po którym zostają czasami tylko zdziczałe owocowe drzewa właśnie, jak w Beskidzie Niskim na przykład, gdzie można nagle natknąć się na kwitnące jabłonie w środku lasu, jedyny już ślad wsi, z której zostały resztki ukrytych w trawie fundamentów i sady. I to pierwsze miejsce jest właśnie w Beskidzie Niskim, w Ropkach koło Wysowej, i pięknie się nazywa – Swystowy Sad, po poprzednim właścicielu, Petrze Swyście, wysiedlonym w czasie akcji Wisła. Nie ma drugiego takiego miejsca na ziemi. Wspaniali właściciele, wegetariańskie jedzenie, organizowane w sierpniu warsztaty śpiewu archaicznego… nigdy nie chce mi się stamtąd wyjeżdżać.
A miejsce drugie, w którym bywam częściej, bo mam do niego blisko, to Wiśniowy Sad w Tarnowskich Górach, nie mylić z żadnym innym Wiśniowym Sadem, bo to dość popularna nazwa. Ten „mój” to restauracja w starym dworku w pobliżu centrum Tarn. Gór; za wysokim murem kryje się najprawdziwszy stary sad, w którym stoją stoły i stoliki, można tam zjeść obiad z trzech dań albo tylko ziemniaki z maślanką, albo absolutnie najlepszy domowy sernik, a jeśli szczęście dopisze nam szczególnie, posłuchać w ogrodzie jak właściciel gra na pianinie, muzyka płynie łagodnie przez okna w wiosenny zmierzch, pachnie bez… To „tylko” restauracja, ale ja czasami biorę laptop i jadę tam na cały dzień popracować, albo zabieram dobrą książkę i spędzam tam cały dzień w duchu slow. A w Tarnowskich Górach można jeszcze popłynąć Sztolnią Czarnego Pstrąga, łodziami pod ziemią, w dawnej kopalni srebra… Powoli, powolutku…
Celowo nie podaję namiarów ani linków do zdjęć, takie miejsca najlepiej odkrywać bez przygotowania ?
Pozdrawiam serdecznie.”

