Porzeczki- sesja dla Magazynu Country

Ta sesja to kwintesencja lata, należy do moich ulubionych sesji publikowanych tego roku.
Powstała w 2 kawałkach w 2022roku zrobiłam ją w wersji słodkiej a w 2023 roku, na życzenie redakcji magazynu, dodałam do niej przepisy wytrawne z porzeczkami. 

Sesja ukazała się w lipcowym wydaniu magazynu Weranda Country i właśnie tam znajdziecie moje przepisy na wszystkie te pyszności prezentowane na dzisiejszych zdjęciach. 

Tak, okazuje się, że porzeczki sprawdzą się nie tylko w przetworach i kompotach ale idealnie nadają się do nietypowych deserów jak panna cotta czy porzeczkowy (lemon) curd. 

Oprócz tego możecie, korzystając z przepisów, wypróbować również moją niezawodną, bez zagniatania, rosnącą przez noc drożdżówkę, lody porzeczkowe, ucieraną galaretkę porzeczkową oraz…

… zupę z pieczonych pomidorów i porzeczek, pizzę z ajwarem, pleśniowym serem i porzeczkami, sałatkę z dresingiem imbirowo- porzeczkowym oraz porzeczkowe bezalkoholowe mojito. 

Już pociekła Wam ślinka? To to biegnijcie do kiosku a potem na targ lub do swojego ogródka- jeśli jesteście szczęśliwymi posiadaczkami krzaków porzeczek, zerwijcie ich jak najwięcej i zróbcie jedno z tych pysznych dań. Smacznego!



Kwitnące gałązki – Sesja dla magazynu Weranda

Nie wiem, czy tu trzeba coś dodawać. Zdjęcia bronią się same. Miało być o kwitnących wiosną gałązkach, miało być elegancko miało być z przepychem, miało być różowo.

Sesja to hołd złożony naturze, która co roku na wiosnę zachwyca mnie tysiącem kwiatów na każdym drzewie owocowym. Wtedy te, grusze, śliwy, jabłonie czy migdałki są dla mnie jak drzewne Panny Młode – wystrojone w najpiękniejsze koronkowe sukienki.

Potrafię w maju jechać długie kilometry aby przespacerować się ulicami na których wiem że właśnie będą kwitnąć drzewa. Odwiedzam parki, sady, lasy- nigdy nie mogę się do końca na ten różowo-biały cud natury napatrzeć. Powiedzcie, że Wy też tak macie…

Ponieważ do kwitnących drzew podchodzę jak do misterium – długo nie przyszło mi do głowy, żeby zrobić o nich sesję dekoracyjną. Zainspirowała mnie do tego Redaktorka Naczelna Werandy- Kasia Sadłowska. Kasiu bardzo Ci dziękuję.

W sesji pomagała mi moja nieoceniona przyjaciółka o dwóch złotych rękach- Agnieszka Nowak, która układała bukiety i plotła wianki, które widzicie w moich kadrach. Agnieszko- dziękuje bardzo, praca z Tobą to czysta przyjemność i festiwal kreatywności.

*

*

*



W rzepakowym polu- sesja dla magazynu Country

Ci którzy znają mnie tutaj od lat wiedzą, że wiele z moich sesji powstaje w pełnym sezonie warzywa, kwiatu lub owocu, który fotografuję. Skutkuje to tym, że sesja wędruje do szuflady i czeka tam prawie rok na kolejny cykl publikacji w magazynach, który najczęściej potrafi wyprzedzić sezon o 3 miesiące. Znaczy to, że numer majowy będzie redagowany i oddawany do druku w lutym. 

Stąd dawno przyjęta u mnie strategia, nie przejmowania się cyklami publikacyjnymi i tworzenia sesji wtedy kiedy mają szansę być najpiękniejsze. 

I tak właśnie było z sesją rzepakową, którą dziś oglądacie. Powstała dokładnie rok temu na zlecenie Magazynu Weranda Country a ukazuje się właśnie teraz w tegorocznym majowym numerze.

W sesji pomagała i dzielnie pozowała Kasia Kowalczyk. To w jej ogrodzie powstało większość kadrów, to jej wspaniała kotka pozuje do zdjęcia okładkowego, to ona uplotła piękne wianki i zrobiła wspaniałe bukiety. Kasiu- dziękuję- bez Ciebie ta sesja nawet w połowie nie byłaby tak piękna!

Dziękuję też Arkowi- mężowi Kasi (tylko spójrzcie jaka z nich piękna para!), który zawiózł nas na pole rzepakowe, ładował do samochodu wiadra pełne rzepakowych kwiatów, dzielnie znosił bałagan i rozgardiasz sesjowy w swoim domu i ogrodzie. A nawet pożyczał mi swój sprzęt fotograficzny, kiedy było trzeba. Co uwierzcie mi na słowo jest wielką rzadkością u mężczyzn- fotografów a kiedy się dzieje jest wyrazem dużego zaufania. Arku- dziękuję!

Dziękuję też zespołowi Werandy a w szczególności dwóm Redaktorkom Naczelnym Kasi Sadłowskiej i Joannie Halena (zwanej przez wszystkich Halesią)- za otwartość na moje pomysły, zaufanie do mojego procesu kreacyjnego, wiarę w mój profesjonalizm oraz stałą gotowość i chęć współpracy. Drogie Panie- to dużo dla mnie znaczy- dziękuję z całego serca.  

A Wam moi czytelnicy- dziękuje, że tu cały czas zaglądacie. Życzę Wam miłego oglądania i dużo ciepłej energii która bije z tych słonecznych pełnych lata kadrów. Mnie zdecydowanie dziś ogrzewa, bo za oknem szaro i buro a na termometrze 5’C. Oby do lata!

*

*



Fotograficzne SPA- Sycylia 2024

Od lewej górnej: Kasia, Ania, Zoyka, Agata, Ania, Monika, Kasia, Małgosia, Marzena. na dole od lewej: Iza, Dorota, Iwona, na zdjęciu brakuje mnie, która to zdjęcie robię oraz Magdy Wasiczek, która znając Magdę zapodziała się gdzieś po drodze w krzakach z aparatem 🙂

Och! Cóż to był za wyjazd!!! 14 fotografek, blogerek, instagramerek i influenserek wybrało się ze mną na Sycylię aby wspólnie fotografować, zwiedzać lokalne farmy, uczyć się gotować, jeść pyszne rzeczy i cieszyć się wspólnym siostrzanym towarzystwem. Wyjechałyśmy na przełomie lutego i marca kiedy w Polsce jeszcze szaro i buro i przeniosłyśmy się do pięknej zielonej sycylijskiej wiosny, gdzie pachniało cytrusami i kwitnącymi migdałami. 

Uśmiech Izy Fero-uchwycony przez Kasię Kowalczyk- mówi sam za siebie-bezsprzecznie jesteśmy w fotograficznym raju.

Fotograficzne SPA to regularne babskie wyjazdy organizowane przeze mnie dla moich kursantek. Urosły do rangi kultowych- nigdzie nie reklamowanych, dostać można się na nie tylko na specjalne zaproszenie. Paręnaście miejsc rozchodzi się z reguły w ciągu paru godzin od wysłania zaproszeń.  Bo to coś w rodzaju niesamowitego połączenia wyjazdu integracyjnego ze studiami podyplomowymi po moim indywidualnych kursach fotografii kulinarnej.

po lewej-Iwona Walkowiak- buszuje z aparatem w karczochowym ciągnącym się po horyzont polu, po prawej charakterystyczna podłużna odmiana sycylijskich karczochów na warzywnym targu w Katanii.

Kiedyś jeździłam do tych wszystkich miejsc sama, w których mogłam fotografować to co każdą blogerkę kulinarną przyprawia o dreszcz rozkoszy: egzotyczne owoce na drzewach, uprawy warzyw niedostępnych w Polsce, lokalne targi warzywne, piekarnie, restauracje i street-food. Kiedy opowiadałam o tym na kursach i pokazywałam zdjęcia z takich wypraw- wszystkim dziewczynom świeciły się do nich oczy. Wiele z nich prosiło- zabierz mnie z sobą- i z tych próśb narodziło się pierwsze fotograficzne SPA w 2016 roku na Sycylii. Potem wróciłyśmy tu jeszcze parę razy w 2017 i to jest wyjazd który osobiście uważam za najwspanialszy oraz jesienią 2018 roku aż z dwoma turnusami. 

Z jednej strony kwitnące migdały z drugiej owocujące pomarańcze, nie wiadomo co fotografować najpierw, przez pierwsze 2 dni- wszystkie cierpiałyśmy na syndrom „japońskiego turysty”.

No i po 6 latach przerwy z wyjazdami w międzyczasie do innych miejsc m.in do Tajlandii, wróciłam z Fotograficznym SPA na Sycylię i to chyba w najlepszym możliwym czasie- czyli podczas Sycylijskiej wiosny. Kiedy to zimowy sezon cytrusowy jeszcze w pełni ale łąki już się kwiecą, migdały kwitną a na polach zbiera się karczochy, bób, fioletowe kalafiory, szparagi oraz wszystko co ma zielone liście. 

Kasia Kowalczyk i Franceska- nieodłączna towarzyszka wszystkich naszych spacerów fotograficznych, rezydentka domu w którym mieszkałyśmy.

Podczas wyjazdu odwiedziłyśmy 3 lokalne farmy- jedną pomarańczową, jedną cytrusową (z cytrynami, kumkatami i grejpfrutami, mandarynkami i cytronami) oraz jedną karczochową. Na każdej mogłyśmy fotografować do woli oraz próbować owoców z drzew. 
Willa w której mieszkałyśmy położona była w środku cytrynowego gaju, a droga do domu była aleją oliwnych drzew, z tarasu na którym jadłyśmy obiady widać było dymiąca Etnę. 

Zdjęcie lewe- Dorotka Ryniewicz pod mandarynkowym drzewem w obiektywie Magdy Wasiczek, zdjęcie prawe Greenmorning.pl fotografujemy na jednej z odwiedzonych przez nas farm cytrusowych.

Dom był cały do naszej dyspozycji, miałyśmy więc dużo miejsca nie tylko na spacery fotograficzne ale i do stylizacji kadrów w środku, szczególnie kuchnia cała wyłożona pięknymi kaflami w kobaltowe wzory i pełna miedzianych garnków była niezwykłym tłem do naszych kreacji. 

Materiał do zdjęć znaleźć można było na każdym kroku, na zdjęciu Marzenka, fotografuje w naszej kuchni karczochy, czekające na kurs gotowania.
Ostatni dzień przeznaczyłyśmy na wspólne stylizowanie i fotografowanie, po lewej Monika w obiektywie Kasi Kowalczyk, po prawej piękna kompozycja autorstwa Moniki.

Właściwie żadna z nas by się nie obraziła, gdybyśmy spędziły cały wyjazd tylko w miejscu, w którym mieszkałyśmy- takie było piękne. Ale ja nie byłabym sobą, gdybym pobytu nie wypakowała wieloma dodatkowymi atrakcjami. I tak oprócz odwiedzenia 3 farm, odbyłyśmy wyprawy do 2 miast (Katanii i Taorminy), odwiedziłyśmy targ warzywno-owocowy, uczyłyśmy się lokalnie gotować potrawy z karczochami, miałyśmy specjalną prezentację i degustację różnych odmian owoców cytrusowych a wieczorami przeglądy portfolio uczestniczek wyjazdu. I to wszystko zaledwie w niecałe 5 dni. 

To był czas wzajemnej inspiracji, nauki, zawierania przyjaźni i budowania siostrzeństwa w najlepszym wydaniu. Po lewej w obiektywie Kasi Kowalczyk pokazuję Ani i Zoyce jak ustawiać funkcje w ich aparatach, po prawej przyłapane z Kasią przez Dorotkę Ryniewicz podczas pikniku w Taorminie- jemy przepyszne kanapki z cytronem.

Oprócz tego codzienne wielogodzinne rozmowy podczas podróży w dwóch wynajętych dla nas busikach lub przy wspólnym stole- często do białego rana „o życiu, o pasji fotografowania, o relacjach, o tym jak pracować z klientem w branży fotografii kulinarnej, o wypaleniu zawodowym, o dietach, o obiektywach, Photoshopie, tłach fotograficznych, propsach kulinarnych i najlepszych miejscach na ich kupowanie i tysiącach innych ważnych dla nas wszystkich rzeczach”. Bo okazało się, że choć się przed przyjazdem większość dziewczyn nie znała- to na koniec wyjeżdżałyśmy jak najlepsze przyjaciółki.
Bo to jest dla mnie jeden z najpiękniejszych bonusów które zabierają uczestniczki z moich wyjazdów-

Doświadczenie sisterhood w jego najlepszym wydaniu.  

Po lewej limquaty (cytrynowa odmiany kumquatów) po prawej Agata w cytrynowym gaju, podczas wyjazdu miałyśmy okazję spróbować i fotografować dziesiątki odmian cytrusów.

Dziękuję serdecznie wszystkim uczestniczkom wyjazdu: Agacie, Iwonie, Marzenie, Małgosi, Dwóm Aniom, Kasi, Monice, Izie oraz w szczególności Dorotce Ryniewicz (która tak długo mi wierciła dziurę w brzuchy aby SPA wróciło na Sycylię, że zrobiłam to specjalnie dla niej!) oraz Kasi Kowalczyk (która choć była zwykłą uczestniczką wyjazdu- przyjęła rolę naszej nadwornej fotografki a nawet kucharki i dzięki niej ta fotorelacja z wyjazdu jest tak obfita i piękna-dziękuję Kasiu serdecznie) oraz Magdzie Wasiczek (mojej serdeczniej sister in photography i utytułowanej fotografce macro od której dziewczyny mają okazje na wyjazdach uczyć się innego niż kulinarna rodzaju fotografii). 

Jedne fotografują, drugie pozują. Na zdjęciu lewym Monika fotografuje krajobraz z Etną w tle, na zdjęciu prawym koleżanki z pokoju Dorotka i Kasia a w tle Ania. Kaloszki były przebojem modowym na tym wyjeździe.
Targ w Katanii nie ma sobie równych, to jeden z najbardziej fotogenicznych targów warzywnych we Włoszech, obowiązkowe miejsce do zwiedzenia podczas naszych Fotograficznych SPA.
Właściwie nie wypuszczałyśmy z rąk aparatów lub telefonów. Tyle ciekawych kadrów do uchwycenia. Na zdjęciu lewym Kasia dwie Anie i Agata, kręcą rolki o nadziewanych pietruszkowym pesto i grillowanych karczochach, popularnym o tej porze roku sycylijskim street food. MNIAM!
.
To koniec lutego, przyjechałyśmy z szaro-burej Polski w ferię soczystych sycylijskich barw- to dla mnie zawsze najlepsza tabletka antydepresyjna.
Wszystkie warzywa są piękne na sycylijskich targach, sprzedawcy są przyjaźnie nastawieni i chętnie pozują do zdjęć, jedyne czego nie lubią to przebierania w towarze- tutaj towar ZAWSZE podaje sprzedawca.
Gang fotograficzny w Katanii, na pierwszym planie Kasi i Iza w tle Magda Wasiczek z Dorotką, w przerwie pomiędzy fotografowaniem na targu a zakupami propsów do fotografii, spacerujemy po katańskiej starówce
A to już Taormina- jedno z najbardziej urokliwych miasteczek Sycylii wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO- spędziłyśmy tam całe popołudnie, piknikując w przepięknym parku, włócząc się po wąskich uliczkach i jedząc pyszne sycylijskie lody.
Niektóre dziewczyny zmieściły w walizkach nawet piękne suknie aby zrobić sobie w nich zdjęcia w pomarańczowych sadach. Na zdjęciu lewym Ania Pytkowska.
Magda Wasiczek- moja sister in photography, najlepszy kompan wszystkich fotograficznych wyjazdów- gość honorowy fotograficznych SPA, tutaj uchwycona w obiektywie Kasi Kowalczyk, podczas wyprawy na Taormińską plażę. Po lewej -choć było już dawno po sezonie to jednak udało nam się fotografować również owocujące drzewa oliwne.
Każda z nas przywiozła z wyjazdu mnóstwo swoich portretów- wiecie jak to jest szewc zawsze bez butów chodzi, więc jeśli masz obok siebie paręnaście naprawdę dobrych fotografek- to w końcu możesz kogoś poprosić o piękne zdjęcie. W robieniu nam portretów królowała nieoceniona Kasia Kowalczyk, która uwieczniła tutaj drugą Kasię w kwitnących migdałach.
Po lewej Marzena Duda w moim obiektywie, po prawej jej martwa natura z karczochami jej autorstwa wykonana w naszej bardzo fotogenicznej kuchni.
W fotograficznym raju- uchwycona przez Kasię Kowalczyk, zdjęcie lewe grajpfruty na jednej z odwiedzanych przez nas farm.
To była pełnia pięknej włoskiej wiosny, kwitnące drzewa i łąki pełne kwiatów. Na zdjęciu lewym Kasia Kowalczyk w swoich kultowych żółtych kaloszkach.
Drzewa oliwne są niesamowicie fotograficzne, spędziłyśmy sporo czasu fotografując w ich cieniu , zdjęcie lewe- ja w obiektywie Kasi Kowalczyk, zdjęcie prawe Zoyka w obiektywie moim.
Do domu zabrałyśmy kilogramy cytrusów i tysiące pięknych kadrów. Na zdjęciu lewym Dorotka Ryniewicz w pomarańczowym gaju.
Jedna przystaje, wszystkie czekają, nie ma to jak wyjechać w towarzystwie osób, które nie pytają „czy już skończyłaś fotografować?!!” kiedy Ty jeszcze nawet porządnie nie zaczęłaś. Tutaj każdy rozumie, nieodpartą potrzebę zatrzymania się przy każdym krzaczku, drzewku i kwiatku.
Dziewczyny to była wielka przyjemność spędzić z Wami ten inspirujący czas; pełen przygody, zabawy i rozmów do białego rana.

Jeśli i Ty jesteś zainteresowana takim wyjazdem i byłaś na moim kursie fotografii kulinarnej lub planujesz być a chciałabyś dołączyć następnym razem do Fotograficznego SPA- napisz komentarz pod tym postem albo wyślij do mnie mail na greenmorning.pl@gmail.com- poinformuję Cię o następnych planowanych wyjazdach. A może mieszkasz w jakimś urokliwym zakątku Europy lub Świata i chciałabyś w swoim kraju zorganizować dla nas taki wyjazd- to też koniecznie napisz- zawsze szukamy nowych pięknych miejscówek. 



Zupa krem z czerwonej kapusty i sesja dla magazynu Country

Dziś dzielę się z Wami kadrami z pięknej fioletowej sesji dla magazynu Country oraz przepisem na pyszną rozgrzewająca zupę z czerwonej kapusty.

Sesja wraz z przepisami ukazała się w lutowym numerze właśnie dostępnym już na rynku, więc jeśli macie ochotę ugotować inne przysmaki z dzisiejszych zdjęć zapraszam do kiosków lub po wydanie online. 

Znajdziecie w nim oprócz przepisu na zupę, (którym dzięki uprzejmości redakcji dzielę się z Wami tutaj)- również przepisy na : Modre gołąbki z kaszą gryczaną i grzybami, Fioletowy „Eliksir Młodości”, kiszoną z chili i czerwonym pieprzem kapustę i kapuściane kofty (czyli wege pulpety) z fioletowym sosem i surówkę z czerwonej kapusty z awokado i granatem.  Smacznego!



Sylwester 2024- sesja kulinarna dla magazynu Weranda

Sesja powstała na zlecenie magazynu Weranda i ukazała się w styczniowym wydaniu- dostępnym właśnie w kioskach.

Znajdziecie w magazynie przepisy na proste i ciekawe dania na przyjęcia karnawałowe (czy ktoś jeszcze robi coś takiego?). 

Jest przepis na mini wege burgery, pyszną sałatkę z arbuza i melona, kanapki krakersowe z brukselka i granatem oraz deser malinowy podawany w kieliszkach i zielony ostry koktajl serwowany oryginalnie w probówkach. 

Zapraszam do kiosku lub po wydanie online.