Spaghetti z oscypkiem oraz oscypkowa uczta dla Magazynu Country

    Witam serdecznie i przedstawiam jedną z sesji- co do której mam bardzo ambiwalentne odczucia. Kiedy ją tworzyłam byłam zupełnie niezadowolona. Pamiętam nawet, że przyszło mi do głowy aby ją całą wyrzucić do kosza i zrobić od nowa. Górę wziął jednak rozsądek i siadłam do mozolnej obróbki gdzie sesja nabrała nowego wymiaru. Kiedy z drżącym sercem wysłałam ją do klienta okazało się, że to wg. redakcji “jedna z najlepszych Pani sesji, którą opublikowaliśmy”. I masz tu Babo placek- po raz kolejny okazuje się, że nie rozumiem, nie podążam i mój gust nie pokrywa się z szerszym poczuciem estetyki. To chyba nie jest dobry prognostyk dla mojej przyszłości w tym zawodzie 😉 Coraz częściej to co mnie podoba się bardzo- szerszej publiczności podoba się średnio a co większość odbiorców zachwyca we mnie wzbudza mieszane odczucia. 

   Może po prostu się starzeje i zaczynam być niemodna ze swoim przestarzałym poczuciem  harmonii i piękna???  A może po prostu nie ma się czym przejmować i dalej robić swoje, trzymając się mojej starej maksymy “Prawda zawsze obroni się sama. Prawda to piękno!”. Co sądzicie??

   Sportretowanie oscypka – mojego absolutnie najukochańszego sera chodziło za mną od paru lat- zawsze jednak pierwszeństwo dostawały warzywa i owoce sezonowe, które trzeba fotografować już- teraz- kiedy są w pełni swojego piękna. Prosty góralski ser dostępny przez cały rok mógł poczekać.

   Doczekał się sesji która została opublikowana w lutowym wydaniu magazynu Country. Znajdziecie w niej 6 przepisów na moje ulubione dania z oscypkiem. Jest pyszna serowa zupa z chipsami z jarmużu, są słynne ziemniaczki Hasselback w wersji oscypkowej, jest puszysty omlet oscypkowy z pomidorkami, plastry sera smażone w kukurydzianej panierce oraz pieczone brokuły zawijane w plastry oscypka. 

   Jest wreszcie moje ulubione spaghetti ze szpinakiem, oscypkiem, czosnkiem, wędlina sojową i parmezanem. I przepisem na nie właśnie-  dziś się z Wami dzielę, dzięki uprzejmości redakcji Country. 

SPAGHETTI Z OSCYPKIEM I SZPINAKIEM

250g makaronu spaghetti
200g młodych liści szpinaku
2 łyżki masła 
1 ząbek czosnku
5 plastrów ulubionej wędliny (użyłam wegetariańskiej sojowej)
3 małe oscypki (około 80g) 
4 łyżki tartego parmezanu
200g śmietany 18%
80 gram słonego sera (sałatkowo-kanapkowego)
 
Wędlinę i oscypek pokroić w drobną kostkę. Smażyć na maśle na patelni do czasu aż lekko się zrumienią, dodać czosnek, zamieszać 3 razy i wsypać umyte i osuszone liście szpinaku. Mieszać aż szpinak zmięknie, dodać drobno posiekany ser sałatkowy, mieszać do czasu aż się rozpuści (można rozetrzeć go drewnianą łyżką). Gotować dalej aż sos lekko się zredukuje. Dodać połowę parmezanu i śmietanę. Dokładnie wymieszać ewentualnie doprawić pieprzem do smaku (sól nie będzie potrzebna, gdyż sery są słone). Makaron ugotować w osolonej wodzie, odcedzić, wymieszać z gorącym sosem i podawać natychmiast posypane pozostałym parmezanem. Jeśli danie ma czekać, nie mieszać makaronu i sosu, zrobić to tuż przed podaniem. 

Tego samego sosu, odrobinę gęstszego, możesz użyć jako farszu do naleśników.



Pizza z morelami i morelowa sesja do magazynu Weranda

Zapraszam do kiosku, gdzie właśnie można nabyć sierpniowe wydanie magazynu Weranda pełne moich przepisów morelowych.

Sezon na te najpyszniejsze z owoców w pełnym rozkwicie- może warto więc spróbować czegoś więcej niż tylko dżemu morelowego? Może zachęci Was coś tak egzotycznie brzmiącego jak Tabbouleh z kaszy jaglanej z morelami, czy zupa z czerwonej soczewicy z morelami???

A na deser moje ulubione morele zapiekane z miodem i kozim serem, morelowa tarta z nadzieniem migdałowym i morelowe smoothie z mango. Mniam!!!!

PIZZA Z MORELAMI
(kozim serem i rukolą)

na zaczyn:
1/2 łyżeczki świeżych drożdzy
1/4 szkl ciepłej wody
1/3 łyżeczki cukru
2 łyżki mąki
wszystkie składniki wymieszaj w większej misce, przykryj ściereczką i odstaw w ciepłe miejsce na 20 minut (zaczyn powinien podwoić swoją objętość)

ciasto:
po 1/4 szkl mąki zwykłej i razowej(drobno mielonej)
1/2 łyżeczki soli
3 łyżki oliwy z oliwek
Do zaczynu wsyp mąkę i sól oraz dwie łyżki oliwy zagnieć miękkie ale nieklejące się do rąk ciasto, pozostałą oliwą wysmaruj miskę, włóż do niej ciasto i odstaw w ciepłe miejsce na kolejne 10 minut.
na sos:
1 łyżka masła
1 łyżka oliwy z oliwek
mały ząbek czosnku
parę gałązek szałwii, rozmarynu i tymianku
50 g serowej rolady koziej
150g kwaśnej śmietany 18%
sól, pieprz do smaku
W rondelku rozgrzej masło i oliwę, dodaj posiekane drobniutko zioła smaż przez minutę dodaj posiekany czosnek smaż kolejna minutę, zdejmij z ognia i dodaj roztarty ze śmietaną ser, dokładnie wymieszaj do połączenia składników.

dodatkowo:
3 morele (pokrojone w ósemki)
garść liści rukoli
1 duża szalotka (w plasterkach)
świeże gałązki tymianku, szałwii i rozmarynu
70g twardego sera typu parmezan (potartego)
70g sera koziego miękkiego (w malutkich kawałkach)
suszone oregano
pieprz świeżo mielony
oliwa z oliwek
Rozgrzej piekarnik do 220’C wraz z blachą na której będzie pieczona pizza. Ciasto wywałkuj na podłużny cieniutki placek, gorącą blachę posmaruj lekko oliwą wyłóż na nią ciasto , posmaruj ostudzonym sosem, wyłóż na pizzę wszystkie składniki oprócz rukoli, posyp obficie serami oraz suszonym oregano i świeżo mielonym pieprzem. Piecz na dolnym poziomie piekarnika do czasu aż ciasto i sery się zarumienią. Podawaj posypaną liśćmi rukoli i polane dobrą oliwą z oliwek.

Pizza dobrze smakuje zarówno na ciepło jak i na zimno..



Ziemniaczki w makowej panierce- makowa sesja do Weranda Country

     Pomysł na sesję o maku chodził za mną już od paru lat. Uwielbiam używać w kuchni mak biały, który nie jest u nas zbyt popularny (z wyjątkiem Rogali Swiętomarcińskich).
   Ja znam go z kuchni bengalskiej gdzie wykorzystywany jest (w przeciwieństwie do polskiej) właściwie tylko do dań słonych. Służy jako zagęstnik do sosów i zup, jako baza do kotlecików, jako dodatek do mąk przy wypiekach placków roti.
W prezentowanym dziś przepisie na ziemniaczki, mak występuje w roli nietypowej i pysznej panierki. To danie warte jest całego zachodu mielenia , moczenia, macerowania i smażenia. Obiecuję, że rezultat was zachwyci.

Prezentowana dzisiaj sesja powstała przy współpracy z Anią Simon (Aniu dziękuję Ci bardzo!) a wykonana została na zlecenie magazynu Weranda Country i ukazała się w grudniowym wydaniu. W magazynie znalazły się przepisy na: wegańską panna cottę na mleku makowym z sosem z czerwonych pomarańczy(najbardziej smakująca świętami panna-cotta jaką jadłam w życiu),rogale św. Marcina z nadzieniem z białego maku, pastę fasolową z makiem do smarowania pieczywa, burgerowe kotleciki z białego maku, makowe świąteczne pralinki oraz prezentowany Wam poniżej (dzięki uprzejmości redakcji) przepis na ….



Zielone gnocchi i bobowa sesja dla Weranda Country

         Witam serdecznie Moi Drodzy i przedstawiam piękną letnią sesję z młodym bobem w roli głównej wykonaną na zlecenie magazynu Weranda Country. Sesja powstała pod koniec lutego na Sycylii, gdzie pracowałam w pocie czoła aby w środku polskiej zimy wyczarować na zdjęciach piękne lato. Wydaje mi się, że w przypadku tej sesji mi się udało. Co sądzicie???   Przepisy na wszystkie prezentowane dziś na zdjęciach dania znajdziecie w sierpniowym numerze magazynu Weranda Country dostępnym w kioskach już w połowie lipca.
             Zapraszam więc na wege-burgery z bobu, warzywną letnią, “jak u mamy” zupę z bobem, treściwą i orzeźwiającą sałatkę z bobem, pęczakiem i cytrusami, hummus z bobu, spaghetti primavera z młodym bobem i szparagami oraz przepyszne zielone gnocchi.      Przepisem na te ostatnie danie- dzięki uprzejmości magazynu- dzielę się dziś z Wami. Gnocchi (lub kopytka- jak kto woli) z bobu z dodatkiem parmezanu są przepyszne- to moja ulubiona forma jedzenia bobu. W smaku są podobne trochę do tych pierogów  choć moim zdaniem jednak dużo lepsze.      Ważne aby dobrze odcedzić jak najwięcej wody z bobu, wtedy ciasto nie potrzebuje zbyt dużo mąki i jest bardzo delikatne, wręcz rozpływa się w ustach. Jeśli na dodatek pomieszamy bób z zielonym groszkiem kluseczki zyskają nowy wymiar smaku i delikatności. Polecam bardzo. Wiem, że z obieraniem bobu jest trochę pracy ale zapewniam Was- te gnocchi są warte całego tego wysiłku.
    No i na koniec bezwzględnie muszę oddać hołd mojej asystentce Ani Simon, która pomagała mi w pracy nad tą sesją- przygotowując i gotując wszystkie potrawy (oraz pozując!!!). Aniu- bez Ciebie nie dałabym rady- dziękuję.



Pęczotto z Karczochami i sesja dla Magazynu Moje Gotowanie

      Ta sesja powstała na Sycylii. Widać to, prawda?? Takie śródziemnomorskie klimaty na moich zdjęciach  lubię najbardziej. Ja osobiście wpisują tą sesję na prywatną listę TOP 10 – wszystkich sesji, które stworzyłam do tej pory w mojej już 5 letniej karierze fotografa kulinarnego.
      A o mały włos , ta sesja nie powstała by w ogóle – gdyby nie determinacja Ani Simon– mojej nieocenionej asystentki. Pojechałyśmy w lutym na Sycylię z Anią na 10 dniowy maraton fotografowania letnich sesji do polskich magazynów. Ja w stanie mocno potraumatycznym z planem zrobienia mission impossible (nawet dla kogoś w stanie normalnym) ale ja lubię sobie robić pod górkę- tak już mam, im trudniej- tym lepiej.       Na całe szczęście w tych swoich zatraceńczych planach mam wielkie szczęście do ludzi, których spotykam na swojej drodze- jedną z nich jest właśnie Ania, która parę lat temu przyjechała na mój kurs fotografii kulinarnej i od tamtej pory asystuje mi przy różnych projektach- szczególnie tych bardzo wymagających.      Ania jest niezwykle zdolną kucharką, z szerokimi horyzontami kulinarnymi i kiedy ja po morderczych 8 dniach pracy przy sesjach, jednego wieczoru siadłam rozpłakałam się i powiedziałam, że dalej już nie mam siły i już nic więcej nie zrobię, choćby mnie łamali kołem- Ania spokojnie odpowiedziała. “Moja Droga- nie po to kupiłyśmy te tony karczochów na bazarze, nie po to codziennie od 8 dni je reanimuję, żeby przetrwały do sesji i nie po to wymyśliłam i wyszukałam te wszystkie ciekawe przepisy z karczochami, żeby teraz tego wszystkie nie ugotować i nie spróbować. Ty idź spokojnie odpocznij a ja wszystko przygotuję- nawet jak nie będziesz miała siły fotografować to przynajmniej będziemy miały pyszną karczochową ucztę.
        Poszłam więc się przespać a kiedy wstałam rano- zjadłam pyszne śniadanie przygotowane przez Anię i nagle wróciły mi wszystkie siły, stanęłam przy słynnych sycylijskich starych schodach (na których uwielbiam fotografować) i w 8 godzin zrobiłam prezentowaną tu dziś sesję, tylko i wyłącznie dzięki ogromnej pracy Ani- która uwijała się w kuchni przy przygotowaniu karczochowych potraw. Kiedy skończyłam ostatni kadr (którym było zdjęcie zupy karczochowej- przepysznej) najpierw padłam na twarz ale zaraz się podniosłam aby odtańczyć z Anią nasz wielki TANIEC RADOŚCI- oto po raz kolejny zrobiłyśmy razem coś co wydawało się niemożliwe. Aniu- dziękuję z całego serca za Twoją pomoc i wsparcie- gdyby nie Ty- nigdy nie dałabym rady. Ściskam Cię mocno- jesteś WIELKA!



Zupa z jarmużem i jarmużowa sesja dla magazynu Moje Gotowanie

Choć w Polsce jarmuż stał się popularny zaledwie parę lat temu moja znajomość z tym zielonym warzywem trwa już ponad 30 lat. Zaczęło się fatalnie, bo 20-letnią nienawiścią zapoczątkowaną półrocznym pobytem na pewnej ekologicznej farmie w Sudetach. Tam to, jako nastolatka najpierw ten jarmuż w wielkich ilościach musiałam sadzić, potem pielić a potem jeszcze, zimą, wygrzebywać zlodowaciałe liście spod śniegu.

      Oj nasłuchał się ode mnie wtedy jarmuż wiele niecenzuralnych słów 🙂 Podejrzewam, że gdyby na owej farmie znalazł się kucharz, który by te, pyszne przecież, zielone liście umiał podać we właściwy sposób to moje negatywne nastawienie zmieniłoby się dość szybko a tak, niestety, przetrwało 20 długich lat.  Na całe szczęście do czasu aż któregoś dnia zjadłam u moich holenderskich znajomych przepyszną, prostą zupę z liśćmi jarmużu (który to właśnie przepis dziś wam prezentuje). Pamiętam wyjechałam wtedy od nich z wielką torbą delikatnych młodych jarmużowych liści zerwanych w ich ogrodzie i … przepadłam. Tak mocno, że od tego czasu, uprawa jarmużu zajmuje co roku pokaźną grządkę w moim warzywniaku a co najważniejsze sadzę jarmuż przynajmniej parę razy w sezonie. 

Odkryłam, że nie trzeba czekać ze zbiorami do zimy (choć warto, bo jarmuż obok brukselki to jedyne warzywo, które może przetrwać w gruncie całą zimę, więc możemy mieć świeżą lokalną zieleninę nawet w grudniu czy styczniu) ale można jarmuż zjadać już od samego początku wegetacji. Tym którzy nie przepadają za twardymi “dorosłymi” liśćmi jarmużu proponuję zacząć znajomość z tym warzywem od małych listków ledwo wyrośnięty z ziemi. Można nawet posadzić je w skrzynkach na balkonie. Są pyszne i delikatne, idealnie nadają się do sałatek, kanapek i wszelkiego rodzaju smoothie.

Zdecydowanie uważam, że im młodsze liście jarmużu tym ich zastosowanie w kuchni jest szersze.Jeśli brakuje Wam wyobraźni to zacznijcie używać jarmużu wszędzie tam  gdzie pojawiłby się szpinak (warto zauważyć, że choć oba warzywa są wielka skarbnicą minerałów i witamin to jarmuż znacznie przerasta szpinak w zawartości wapnia, witaminy C i błonnika) lub zacznijcie używać obu rodzajów liści w potrawach pół na pół albo po prostu pójdźcie do kiosku gdzie właśnie można nabyć październikowy numer magazynu Moje Gotowanie a w nim moje propozycje dań z jarmużem prezentowane na dzisiejszych zdjęciach (w ich przygotowaniu sprawdzą się zarówno młodziutkie delikatne liście jarmużu jak i te bardziej twarde ciemnozielone okazy).  Jest jarmużowe pesto, zielone smoothie, kasza bulgur smażona z jarmużem i orzechami nerkowca są wreszcie moje ulubione liscie jarmużu smażone w pikantnej tempurze. Jest i zupa, na którą przepisem się dziś z Wami dzielę, dzięki uprzejmości redakcji magazynu. Życzę Wam więc jarmużowego smacznego!