Spacery fotograficzne

Dzień Dobry, Moi Drodzy! Dziś mam dla Was garść kadrów, które powstały podczas moich licznych ostatnio spacerów fotograficznych. Do “wyjścia w miasto z aparatem” zainspirował mnie brother in photography- Marcin -wielkie dzięki!.
Kiedy zamieniasz swoją fotograficzną pasję na zawód i zaczynasz naprawdę dużo pracować, najczęściej, prędzej czy później przydarza Ci się coś co nazwano bardzo trafnie “wypaleniem zawodowym”.    Póki wypalenie dotyka tylko pracy zawodowej- najlepszą metodą jest- równoważenie pracy zawodowej innymi przyjemnymi aktywnościami. Np. znalezienie sobie hobby, które stanie się naszą pasją, doda energii, powodując, że znowu nam się “zechce chcieć”.
    Gorzej, jeśli wypalenie zawodowe dopada nas kiedy nasza praca i pasja to jedno i to samo. Wtedy naprawdę zaczyna być niewesoło. Uwierzcie, wiem co mówię.
    Fotografia kulinarna nigdy nie miała być moim zawodem. Od początku miała być raczej hobby, które, mnie, nałogowej pracoholiczce, pozwoli pracować mniej. Da odskocznię i pozwoli zaangażować się w zajęcie twórcze bez stresu i napięć.
    Ale jak to u mnie bywa “miało być tak pięknie a wyszło jak zwykle”- czyli znalazłam sobie hobby fotograficzne po to żeby pracować mniej a… ostatecznie zrobiłam sobie z hobby nową pracę, w której zaczęłam pracować DUŻO więcej.
     Do jakiego stanu się doprowadziłam zrozumiałam ostatecznie, kiedy w 2017 roku jedna z marek fotograficznych, zaproponowała abym stała się jej ambasadorem i koniecznie chcieli mi przysłać jeden ze swoich aparat do testów. Dzielnie i uprzejmie odmawiałam ale Pani nie dawała za wygraną.
   W końcu, żeby dać sobie odrobinę czasu, napisałam do przemiłej Pani z działu promocji, że właśnie jadę na urlop i nie będę miała jak testować sprzętu. Na co Pani z wielkim entuzjazmem odpisałam, że przecież wakacje to najwspanialszy czas z aparatem, tyle możliwości na robienie zdjęć, etc.
    Wtedy ja, nie zapomnę tego do dziś, siadłam do maila i odpisałam: “Droga Pani Magdo, jestem obecnie na takim etapie moje pracy zawodowej, że kiedy przyjeżdżamy na wakacje, pierwszą rzeczą jaka oznajmiam wszem i wobec jest “Niech mi się tylko nikt nie waży wyciągać przy mnie aparatu fotograficznego!!!”.
   I wtedy w końcu do mnie dotarło, że “coś jest tutaj nie tak”, że to nie tak miało być, że dużo przez te wszystkie lata się nauczyłam i osiągnęłam ale… chyba nieopatrznie też parę rzeczy  zgubiłam.
    Od tamtej pory zaczął się mój żmudny proces odzyskiwania mojej pierwotnej radości z robienia zdjęć. Wracania do równowagi, walki o odzyskanie utraconej (lub może bardziej zagubionej) gdzieś pasji.
   Zaczęłam od porządnych wakacji i odpoczynku- pomogło na chwilę. Potem znacznie zredukowałam ilość przyjmowanych zamówień na sesje- znowu malutki kroczek w dobrą stronę.
Jednak cały czas miałam takie momenty, że musiałam się zmuszać żeby wejść do studia. A fotografia to zawód, jak każdy gdzie w grę wchodzi kreacja- bardzo wymagający. Przez jakiś czas oczywiście możesz pracować na tzw. rezerwie ale kiedy wyczerpują Ci się zasoby po prostu kończy się kreatywność. Nie masz z czego nalać. Pustka.
Wyobraźcie sobie, że “u szczytu mojej kariery” był taki czas, kiedy chciałam powiesić aparat na gwoździu w piwnicy i zapomnieć o tym, że kiedykolwiek byłam fotografem. Był czas, że na gwałt szukałam nowego hobby, które mogłoby być odskocznią od fotografii.
   Potem nadszedł tragiczny sierpień 2017 roku i moje życie wywróciło się do góry nogami (ale to zupełnie inna historia, na pewno nie na dziś) i sprawy fotograficznego wypalenia na dwa lata stały się najmniejszym problemem mojego życia.
  Kiedy jednak posprzątałam trochę po trzęsieniu ziemi w moim życiu i zaczęłam wracać do równowagi- jak bumerang wrócił problem satysfakcji z fotograficznego procesu kreacji.

Znowu zaczęłam szukać sposobu aby to co robię robić z radością. I jak do tej pory największą pomocą okazały się spacery fotograficzne. Takie niespieszne, bez przymusu, bez presji, bez oczekiwań, bez deathline’ów. Po prostu ja, przyroda i aparat przewieszony przez ramię. (no dobra, żeby nie było, że oszukuję, czasami też ktoś fajny u boku na tym spacerze  się znalazł 🙂 ).
Na nowo odkrywam frajdę z patrzenia na świat przez zaczarowany kalejdoskop obiektywu oraz z odkrywania piękna w rzeczach zwykłych i prostych. Znów zaczęło mi się chcieć, przestałam patrzeć na aparat jak na wroga, nawet zaczęłam się zastanawiać jak tego mojego olbrzyma zabrać ze sobą w podróż do Indii, w którą wyruszam już w tą niedzielę. Postaramy się Wam przywieźć stamtąd parę pięknych chwil ale nic nie obiecujemy… bo wiecie “bez przymusu, bez oczekiwań, bez spinania się…”. Czego i Wam w fotografii życzę. Amen.



Zielone gnocchi i bobowa sesja dla Weranda Country

         Witam serdecznie Moi Drodzy i przedstawiam piękną letnią sesję z młodym bobem w roli głównej wykonaną na zlecenie magazynu Weranda Country. Sesja powstała pod koniec lutego na Sycylii, gdzie pracowałam w pocie czoła aby w środku polskiej zimy wyczarować na zdjęciach piękne lato. Wydaje mi się, że w przypadku tej sesji mi się udało. Co sądzicie???   Przepisy na wszystkie prezentowane dziś na zdjęciach dania znajdziecie w sierpniowym numerze magazynu Weranda Country dostępnym w kioskach już w połowie lipca.
             Zapraszam więc na wege-burgery z bobu, warzywną letnią, “jak u mamy” zupę z bobem, treściwą i orzeźwiającą sałatkę z bobem, pęczakiem i cytrusami, hummus z bobu, spaghetti primavera z młodym bobem i szparagami oraz przepyszne zielone gnocchi.      Przepisem na te ostatnie danie- dzięki uprzejmości magazynu- dzielę się dziś z Wami. Gnocchi (lub kopytka- jak kto woli) z bobu z dodatkiem parmezanu są przepyszne- to moja ulubiona forma jedzenia bobu. W smaku są podobne trochę do tych pierogów  choć moim zdaniem jednak dużo lepsze.      Ważne aby dobrze odcedzić jak najwięcej wody z bobu, wtedy ciasto nie potrzebuje zbyt dużo mąki i jest bardzo delikatne, wręcz rozpływa się w ustach. Jeśli na dodatek pomieszamy bób z zielonym groszkiem kluseczki zyskają nowy wymiar smaku i delikatności. Polecam bardzo. Wiem, że z obieraniem bobu jest trochę pracy ale zapewniam Was- te gnocchi są warte całego tego wysiłku.
    No i na koniec bezwzględnie muszę oddać hołd mojej asystentce Ani Simon, która pomagała mi w pracy nad tą sesją- przygotowując i gotując wszystkie potrawy (oraz pozując!!!). Aniu- bez Ciebie nie dałabym rady- dziękuję.



Zapisy na letnie kursy fotografii kulinarnej

       Witam serdecznie, Moi Drodzy i uprzejmie donoszę, że właśnie otworzyłam zapisy na moje wakacyjne kursy fotografii kulinarnej. Zapisywać można się jak zwykle na stronie kursowej TUTAJ wypełniając formularz zgłoszeniowy na samym dole strony. Do każdej osoby która wypełni formularz odezwę się osobiście i zaproponuję wolne terminy oraz będę dobierać w pary te osoby które chcą odbyć zajęcia w grupach dwuosobowych.
Ależ już się cieszę na spotkania z Wami, lato to taka piękna pora roku na fotografię kulinarną. Właśnie przygotowuję mój warzywniak i sadzę w nim różne warzywa, zioła i owoce. Mam nadzieję, że wyrosną do czasu kiedy odwiedzicie moje studio i będziemy je mogli sfotografować razem. To jak ? Do zobaczenia niebawem?



Mój mały-duży sukces

         Moim Drodzy, dziś chcę się Wam pochwalić. Właśnie się dowiedziałam, że moja kapuściana sesja została wyróżniona i wpisana na tzw. “shortlistę” w największym konkursie fotografii kulinarnej w Europie, Pink Lady Food Photographer Of The Year.  Zostałam wyróżniona w prestiżowej kategorii “food stylist”.

      Na konkurs nadesłano prawie 10 tys. zdjęć z aż 77 krajów z czego jury wybrało paręset na tzw shortlistę we wszystkich parunastu kategoriach. To wielki sukces i docenienie, znaleźć się wśród wybrańców. Całą galerię wyróżnionych zdjęć możecie zobaczyć TUTAJ.

    A na koniec, że swojej strony chciałam bardzo pogratulować Gabrysi Sowie i Joli Balickiej- dwóm innym Polkom, które zostały wyróżnione w tej samej kategorii co ja. Dziewczyny- trzymam za Was kciuki.



Pozdrawiam z Sycylii

      Witam Was serdecznie i pozdrawiam ze słonecznej Sycylii gdzie właśnie jestem- tym razem nie z grupą kursantek tylko w pracy. Co tu robię? To co zawsze – gotuję, stylizuję i fotografuję. Dlaczego aż tak daleko od domu? A dlaczego nie?

    Luty i marzec to dla fotografa kulinarnego współpracującego z czasopismami najtrudniejsze miesiące w roku. Dla niektórych wydawnictw pracuje się z 3 miesięcznym wyprzedzeniem. Łatwo więc policzyć, że w lutym muszę wyczarować na zdjęciach- maj a w marcu- czerwiec. I na dodatek dla magazynów, które chcą widzieć na zdjęciach lokalne i sezonowe produkty.
    Kto mnie zna wie, że ja naprawdę potrafię być kreatywna w swojej pracy ale cudotwórcą nie jestem. Nie zrobię pięknych zdjęć o poziomkach w lutym w Polsce bo po prostu nie mam poziomek, nie mówiąc już o poziomkowych listkach, kwiatkach etc. Nie mam też dobrego światła za oknem – a dla Waszego dobra odpuszczę sobie używania niecenzuralnych słów opisujących co czasami sądzę o zimowym świetle za oknem mojego studia.
   Bardzo szybko więc w swojej pracy fotografa zorientowałam się, że żeby nie zwariować w tym zawodzie trzeba pracować “na zapas”, tzn. fotografować sezonowo. Poziomki w czerwcu, jabłka we wrześniu, szparagi w maju a grzyby we wrześniu. Wtedy wszystko wychodzi na zdjęciach lokalnie, sezonowo i naturalnie.
     Oznacza to, że fotografuję najczęściej w systemie “rok do przodu”- aby wykonane sesje w następnym sezonie zaproponować współpracującym ze mną magazynom i agencjom. Wielu fotografów twierdzi, że to hazard bo nie wiadomo co magazyny zamówią w następnym roku ale mnie osobiście jeszcze się nigdy nie zdarzyło abym nie sprzedała wyprodukowanych w takim systemie sesji. Z reguły schodzą na pniu bo prezentowane na nich produkty nie pochodzą z supermarketu lecz z mojego ogródka i to na zdjęciach zawsze się obroni:)      2018 rok był jednak bardzo szczególny w moim życiu (powinnam raczej napisać bardzo trudny) i nie miałam w nim przestrzeni do fotografowania na zapas- tak naprawdę ograniczyłam swoją pracę zawodową do niezbędnego minimum i zajmowałam się zupełnie czymś innym.
Niestety wszystko w życiu ma swoje konsekwencje- moje są takie, że przyszedł felerny luty i marzec a ja nie mam sesji zrobionych poprzedniego lata i jestem zupełnie do miesięcy letnich nieprzygotowana. A zakontraktowaną pracę trzeba wykonać i materiał wysłać do magazynów i agencji. A tu za oknem ciemno, ogródek pod śniegiem, w sklepach “plastikowe” warzywa i inspiracji brak.

    Długo się więc nie zastanawiałam tylko spakowałam walizkę pełną gratów do stylizacji i poleciałam w stronę słońca- czyli na moją ukochaną Sycylię. Mam tu wszystko czego mi trzeba- cudowne miejsce gdzie wynajmuje mały pokoik z wielką kuchnią. Lokalny targ warzywny- na którym pełno świeżej zieleniny, warzyw, owoców. Mam słońce i światło jak marzenie, mam widok na dymiącą Etnę za oknem a przed tym oknem drzewo całe obwieszone cytrynami.

        No i tak to ja mogę pracować!!!

     A oprócz tych wszystkich wspaniałości mam u boku moją ukochaną pysznie gotującą asystentkę- Anie Simon. W zaledwie tydzień zrobiłyśmy tu 5 dużych sesji magazynowych, przerobiłyśmy chyba tonę warzyw i umyłyśmy chyba ze 150 garnków, albo raczej wszystkie 3 sztuki, które tu mamy umyłyśmy po 50 razy. Nie ma znaczenia -ważne, że od wschodu do zachodu słońca pracowałyśmy dzielnie i udało nam się skończyć pracę przed czasem- tak że dzisiaj już tylko odpoczywamy. Wyjadamy to co zostało po tych wszystkich pysznych sesjach, wystawiamy twarze do słońca, sokujemy kilogramy czerwonych pomarańczy zrywanych w lokalnym sadzie i łapiemy aparatami sycylijską złotą godzinę (bo co robią fotografki po pracy dla przyjemności??- no przecież, że fotografują). A u Was w Polsce, jaka pogoda?? Warto wracać??

 



Moje kolejne piękne Fotograficzne SPA, Sycylia 2018

Turnus I- Drużyna Kalosza, od lewej stoją, Justyna, Kamila, miedzianowłosa Aurelia, Marta, Magda, Joanna, Dominika , Ja, Monika, Elżbieta,
na dole od lewej Joanna, Kasia, Renata a fotografuje nas Magda Wasiczek.

     Witam Was serdecznie. Od mojego zeszłorocznego Fotograficznego SPA minęło już ponad 3 miesiące a ja niestety nie znalazłam przestrzeni życiowej aby o nim na blogu napisać (więcej o tym dlaczego tutaj). Powoli  jednak wychodzę na prostą, dochodzę do siebie i nadrabiam zaległości, przyszła więc i kolej na tą- długo oczekiwaną relację.  Mam nadzieję, że Wam się spodoba i zainspiruje aby w przyszłym (bądź w obecnym bo mamy już przecież 2019!) roku wybrać się ze mną na Sycylię. To jak kto jedzie? Tylko uwaga bo to jazda bez trzymanki! 

Turnus II, stare weteranki, wystrzałowe babki, które były już ze mną na niejednym wyjeździe (stąd zdecydowanie dziwnie widoczny stan zbiorowej niepoczytalności. Zdjęcie robi mocno wystraszony naszym stanem kierowca- stąd jego kiepska jakość (nie kierowcy, tylko zdjęcia 🙂
Od lewej górny rząd Kasia, Iwona, Dorotka, Kasia, Magda, Magda, Ola, Magda, Ania, na dole od lewej, Magda, Dorotka, Marzena, Ja, Ania.

     Otóż, jak wszyscy stali czytelnicy mojego bloga wiedzą- co roku organizuję fotograficzno-kulinarne wyjazdy dla moich najlepszych kursantek fotografii kulinarnej (więcej o kursach tutaj). Zawsze są to wyjazdy w 100% babskie, niegdzie nieogłaszane bo to swoiste i specyficzne połączenie “studiów podyplomowych” po moim kursie i wyjazdu integracyjnego dla moich kursantek. Tutaj i tutaj macie relacje z wcześniejszych wyjazdów. A TUTAJ film z ostatniego wyjazdu z I turnusu, który nakręciła telefonem Dominika Rybicka- jedna z uczestniczek widoczna na poniższym zdjęciu.

Po lewej Dominika w obiektywie Magdy Wasiczek, po prawej zdjęcie autorstwa Dominiki pokazujący stół na naszym hotelowym patio podczas porannej kawy i NIE, niestety Canon nie był sponsorem naszego wyjazdu

     Ucząc stale i nieprzerwanie fotografii kulinarnej od ponad 5 lat, spotykam w moim studio wiele niesamowitych, zakręconych na punkcie tej pasji kobiet. Z wieloma mam okazję się zaprzyjaźnić bo spędzamy w swoim towarzystwie (często w systemie nauki jeden do jeden) wiele godzin. Kiedyś zapragnęłam aby te najciekawsze, najzdolniejsze i najfajniejsze kursantki jakoś ze sobą połączyć i poznać. Bo mocno wierzę w synergię, w to że kiedy spotykają się odpowiedni ludzie i robią coś wspólnie to mają 10 razy większe możliwości niż suma ich pojedynczych potencjałów. Poza tym wierzę też w solidarność kobiet, sisterhood i przyjaźń, która rodzi się ze wspólnej pasji.

Po prawej Justyna a po lewej zdjęcie, które właśnie robi na najbardziej fotogenicznych schodach świata.

       I wszystkie te moje przekonania stały się bazą do organizowania tych pięknych corocznych wyjazdów, którym nadałam nazwę Fotograficzne SPA. Bo takie te wyjazdy właśnie są- to nie są stricte warsztaty czy wyjazdowe kursy- to raczej jest wspólne doświadczanie i fotografowanie w cudownych miejscach oraz możliwość poznania osób o takiej samej pasji życiowej.

Jak zwykle mamy wielkie szczęście do przystojnych i cierpliwych modeli, na zdjęciu jeden z lokalnych robotników prezentuje specjalnie dla nas ręczny zbiór oliwek starą tradycyjną metodą. Zdjęcie lewe GreenMorning.pl, zdjęcie prawe Dorota Tyszka

     Są kobiety, które lubią jeździć do kurortów, pięciogwiazdkowych hoteli, robić zakupy odzieżowe w Mediolanie i wylegiwać się na plaży. My do nich nie należymy- wolimy oglądać wschody słońca chodząc po łąkach pełnych rosy, zbierać pomarańcze,cytryny i granaty prosto z drzew, polować na złotą godzinę w oliwnych gajach, własnoręcznie wałkować ravioli czy buszować po lokalnych targach warzywno-owocowych. To jest nasze SPA.

Magda Wasiczek- my sister in photography- pokazuje dziewczynom jak fotografować oliwki.

     Tegoroczne było szczególne. Po raz pierwszy zdecydowałam się na organizację aż 2 turnusów gdyż jedna cała grupa zebrała się właściwie od razu z weteranek moich wcześniejszych wyjazdów. Taki komplet bardzo dobrze świadczył o mnie jako organizatorce ale nie dawał możliwości zabrania na wyjazd nowych dziewczyn, które pojawiły się u mnie na kursach w ostatnim roku. I tak suma sumarum udało mi się zabrać na Sycylię aż 25 osób!!!

     Tegoroczny wyjazd był też szczególny ze względu na porę roku (z reguły latamy na Sycylię w zimie w środku sezonu cytrusowego) tym razem postanowiłyśmy odwiedzić wyspę jesienią pod koniec października aby zdążyć fotografować zbiory oliwek, uprawy granatów i plantacje opuncji figowej.

Buszujące w granatach Ania, Marzena i Dorotka, fot. Dorota Tyszka

W planie 5 dniowego wyjazdu było: fotografowanie na 4 farmach (oliwnej, cytrusowej, granatowej i opuncji figowej), wizyta w lokalnej tłoczni oliwy z oliwek, spotkanie i degustacja oliwy z najlepszym znawcą tego produktu na Sycylii. Oprócz tego fotografowanie na zabytkowym pięknym targu warzywno-owocowym w Katanii oraz wizyty w lokalnych restauracjach.

Nauki i rozkminiania sprzętu ciąg dalszy.

W dalszej kolejności- wspólne fotografowanie,komponowanie i stylizowanie kulinarne oraz możliwość plenerowej sesji fotograficznej z najsłynniejszą polską fotografką macro- Magdą Wasiczek- która co roku jest honorowym gościem naszych wyjazdów.

Stylizuję i fotografuję granatową sesję dla magazynu Moje Gotowanie, obok mnie nieoceniona i zawsze pomocna Dorotka Ryniewicz

Wszystko to w najpiękniejszym miejscu na świecie- Pietre di Gelo -małych hoteliku położonym w samym środku bio-plantacji cytrusowej (znanej w Polsce dzięki możliwości zamawiania od nich przesyłek ze świeżymi ekologicznymi cytrusami- zerknijcie TUTAJ). Paręnaście hektarów sadów pomarańczowych dookoła i widok przez okno na dymiącą Etnę poza tym pogoda bardziej letnia niż późnojesienna. Czego można chcieć więcej?

Czekamy na pyszny obiad a pogoda nas rozpieszcza.

No oczywiście dobrego włoskiego jedzenia! I tego na moich wyjazdach nigdy nie brakuje. Zawsze jemy, lokalnie, pysznie i wegetariańsko, najczęściej również zupełnie ekologicznie.

Zawsze zasiadałyśmy do pięknie zastawionego stołu i jak to blogerki kulinarne nie mogłyśmy się oprzeć, żeby nie stanąć na krzesełku. Na całe szczęście tu każdy rozumiał tą potrzebę i niczemu się nie dziwił. Fot. lewa Dorota Tyszka, fot. prawa GreenMorning.pl

Zawsze też poznajemy ciekawych ludzi, najczęściej rolników z pasją, którzy w swoją pracę wkładają całe serce i starają się coś zrobić dla swojej małej sycylijskiej ojczyzny.  To często ludzie nietuzinkowi z szerokimi horyzontami i życiową misją.

Poranny fotograficzny fitness w wykonaniu Moni, Renatki i Kasi

   Jak choćby Andrea Valenziani, który od lat promuje na wyspie ekologiczne rolnictwo i ideą kooperatyw rolniczych. W tym roku było też nam niesamowicie zobaczyć wśród jego robotników paru młodych chłopców- uchodźców z ogarniętej wojną Afryki. Farma nie tylko daje tym młodym ludziom pracę ale i bierze udział w ich edukacji i asymilacji w społeczności lokalnej.

A to już ktoś bardzo szczególny- jeden z uchodźców pracujących na farmie naszych gospodarzy i jego oszołamiająco piękne i fotogeniczne dłonie. Fot. lewa GreenMorning.pl fot.prawa Dorota Tyszka

Pierwszy turnus przypadł nam na bardzo ulewne deszcze (najczęściej padające nocą), które niestety wywołały lokalne podtopienia i powodzie na całej wyspie- my jednak jakoś uniknęłyśmy skutków tego kataklizmu- jedynie wszędzie wędrowałyśmy po prostu w kaloszkach (stąd nazwałyśmy się Drużyną Kalosza).

Po lewej Joanna lewitująca w starym oliwnym gaju, po prawej widok dla którego kazałyśmy się zatrzymać naszym kierowcom “tu, natychmiast, tak, na tym zakręcie!!!”. Po 2 dniach przestali się dziwić już czemukolwiek i zatrzymywali się tam gdzie chciałyśmy.

Co one tutaj fotografują, nie mam pojęcia ale na pewno jest to coś pięknego i godnego uwiecznienia.

“Jezu co te kobiety tu wyprawiają!! Ile zamieszania! Już by sobie poszły bo pospać na słońcu nie dają.” Fot. lewa GreenMorning.pl, fot.prawa Dorota Tyszka

Pogoda podczas drugiego turnusu rozpieściła nas za to i miałyśmy przez cały pobyt wspaniałe słońce i przyjazną temperaturę. Co widać po strojach dziewczyn.

Strasznie trudno być i modelką i nauczycielką w jednej osobie ale “ja nie dam rady?!”

Tegoroczną nowością było fotografowanie granatów i opuncji figowej. Zarówno te pierwsze i jak i drugie owoce okazały się być wielkim wyzwaniem fotograficznym.

Zagubiona na plantacji opuncji figowej, gdzie czułam się zupełnie jak w muzeum rzeźby nowoczesnej. Fot. Magda Wasiczek

Owoce opuncji figowej to jadalne “wypustki” wielkich kaktusów, które wyginają się we wszystkie możliwe strony i kształty. Smakiem przypominają trochę melona i są przepyszne, trudno się je obiera bo mają malusieńkie prawie niewidoczne gołym okiem kolce, które jeśli nie użyjesz rękawiczek wbiją się w twoje dłonie i zostaną tam na długie tygodnie. Wizyta na takiej plantacji to zupełnie surrealistyczne przeżycie- ja czułam się tam zupełnie jak w muzeum rzeźby nowoczesnej.

Telefonem też można, Kasia prezentuje nam uchwycone właśnie piękne widoki, które znalazła za rogiem a chwilę w kadrze chwyta Dorota Tyszka

Granaty też okazały się niełatwym modelem do uwieczniania na zdjęciach. Plantacja była zupełnie nowoczesna a więc wyposażona w specjalne rusztowania podtrzymujące drzewa oraz folie ochronne pod drzewami ,które chronią rośliny przed szkodnikami (ależ to niefotogeniczne było!) a same owoce bardzo wyświecały się w ostrych promieniach sycylijskiego słońca- ale przecież my się nigdy nie poddajemy i jakoś dałyśmy sobie radę aby przywieźć na kartach pamięci tysiące wspaniałych kadrów z każdej odwiedzonej plantacji.

Nie mogłyśmy się oderwać od tych pięknie obwieszonych owocami drzew.

     Zabrałyśmy również do domu w walizkach kilogramy owoców i hektolitry świeżo wyciskanej oliwy z oliwek (wiecie takiej która pachnie skoszoną trawą) . Bo jakże mogłybyśmy zrobić inaczej skoro to była oliwa z oliwek, których zbiory obserwowałyśmy i w której wyciskaniu brałyśmy czynny udział w lokalnej tłoczni.

W miejscowej tłoczni oliwy z oliwek też robimy zamieszanie fotograficzne. Tyle kontenerów ze świeżymi oliwkami aż grzech byłoby nie fotografować.

      Zapakowałyśmy też oczywiście walizki wszystkimi pysznościami, które co roku nabywamy na lokalnym targu w Katanii- to moim zdaniem jeden z bardziej fotogenicznych targów warzywnych we Włoszech.

Jak zwykle obowiązkowa na moich wyjazdach fotograficznych wyprawa na lokalny targ warzywny- ten w Katanii nie ma sobie równych.

Fot. lewa GreenMorning.pl fot. prawa Magda Wasiczek uwiecznia fotografującą Magdę Rus

Justyna Porowa w akcji stylizuje kompozycje z oliwkami. Fot. Magda Wasiczek

A to już pożegnalna kolacja, przy pięknie zastawionym stole, gdzie dla każdej z nas czeka puszka oliwy z oliwek, świeżo tłoczonej na naszych oczach z oliwek, których zbiory miałyśmy okazję oglądać i fotografować. A na zdjęciu prawym, Franceska Valenziani, właścicielka hotelu, przygotowuje okazałe bukiety które ozdobią nasz stół.

W hotelu, w którym mieszkamy fotogeniczny jest praktycznie każdy zaułek i szczegół.

A cały ten wyjazd nigdy by się nie odbył i nie byłby taki świetnie zorganizowany, gdyby nie ta piękna kobieta widziana na poniższym zdjęciu. Justyna Podlaska- właścicielka Incampagna.pl– Polka, która zamieszkała na Sycylii parę dobrych lat temu i od tamtej pory sprzedaje i promuje sycylijską żywność w Polsce. Tego roku choć w całkiem widocznej ciąży i z drugim małym dzieckiem u boku jak zwykle zorganizowała cały nasz przyjazd i wszystkie atrakcje na tip-top. Justyno- jesteś profesjonalistką w każdym calu- dziękujemy z całego serca!

A to już ktoś, bez kogo wszystkie fotograficzne SPA na Sycylii nie mogłyby zaistnieć-Justyna Podlaska z Incampagna.pl – nasza nieoceniona gospodyni i organizatorka wszystkich wypraw na zewnętrzne plantacje

I choć przyjechałyśmy w tym roku poza sezonem cytrusowym to i tak udało nam się fotografować w pomarańczowych sadach- co prawda owoce jeszcze nie dojrzały ale my się tym i tak nie przejmowałyśmy. Na zdjęciu przyjaciółki z jednego pokoju Kasia i Renata.

      To był bardzo udany wyjazd (w bardzo mało udanym dla mnie 2018 roku). Tym bardziej się cieszę, że mogłam spędzić te piękne beztroskie chwile w tak zacnym towarzystwie. Dziękuję Magdzie Wasiczek za “honorowe obywatelstwo” podczas naszych wyjazdów dziękuję też wszystkim dziewczynom z tegorocznego SPA:  aż czterem kolejnym Magdom, dwóm Aniom, trzem Kasiom, dwóm Joannom, dwóm Dorotkom, Renacie, Aureli, Kamili, Justynie, Dominice, Marzenie, Oli, Monice, Marcie, Iwonie i Elżbiecie. Mam nadzieję, że spotkam się przynajmniej z niektórymi z Was również za rok i że jak zwykle dołączy do nas ktoś nowy.

    Kto wie- może będziesz to właśnie TY, KTÓRA akurat czytasz ten post. Chciałabyś z nami wybrać się w przyszłym roku na Fotograficzne SPA?? Jeśli tak- koniecznie zostaw swój ślad w komentarzu poniżej!!!