Mus jabłkowy

  • Pinterest
  • Facebook
  • Twitter
  • Google Plus
  • Email

Zostaną po nas tylko drzewa…

  Znacie historię Johnego Appleseed?

  Wydaje się, że legendę tego ” Jabłkowego Pioniera”- zna każde amerykańskie dziecko. I choć dla wielu Johny Appleseed pozostaje tylko bohaterem tej disneyowskiej kreskówki  -człowiek taki istniał naprawdę i był bardzo interesującą postacią.

jabłka

        Nazywał się Jony Chapman i żył 200 lat temu na terenie Stanów Zjednoczonych. Legenda głosi, że był wędrowcem, którego współcześni mu postrzegali jak „niespełna rozumu”, podczas gdy on wędrował po całych Stanach i wszędzie gdzie tylko mógł sadził jabłonie. Używał do tego pestek jabłek, pieczołowicie przechowywanych w małej torbie na ramię- jedynym bagażu i majątku jaki posiadał.

       W rzeczywistości Chapman działał nieco inaczej. Na terenach jeszcze nie zaludnionych przez osadników- wykupywał nieduże działki, które ogradzał, uprzątał i zakładał na nich szkółki sadownicze. Kiedy jeden teren został zagospodarowany, Johny przenosił się do następnego miejsca i robił to samo. Po paru latach, był już właścicielem wielu szkółek, które odwiedzał regularnie, dbając o drzewa i sprzedając sadzonki okolicznym osadnikom. Zbierał nasiona z jednego sadu aby posadzić je w innym miejscu, podróżował wszędzie pieszo i żył na łonie natury.  O ile sposób sadzenia drzew i organizacji biznesu w rzeczywistości różnił się od legendy o tyle wiele innych informacji o Johnym Appelseed znajdują potwierdzenie w faktach.

mus jabłkowy       Johny Chapman żył ponad 70 lat i większość tego czasu spędził podróżując. Jak na swoje czasy był osobą bardzo ekstrawagancką (żeby nie powiedzieć dziwaczną). Po pierwsze jego wygląd- większość świadków zgadzała się co do tego, że Chapman prawie zawsze (nawet zimą) chodził boso, za swoje jedyne ubranie mając często worek po kawie przepasany sznurkiem. Za jedyny bagaż w licznych dalekich podróżach Chapman miał skórzaną mała torbę, zawsze pełną nasion, rondel (który najczęściej nosił na głowie zamiast kapelusza)  i … Biblię.

      Był wspaniałym mówcą (kimś nawet w rodzaju kaznodziei), kochały go dzieci i osadnicy z wielką chęcią przyjmowali pod swój dach. On jednak wolał nocleg w lesie pod gołym niebem, gdzie spał zawsze przy malutkim ognisku. Był niesamowicie wrażliwy na los zwierząt i wszystko na to wskazuje, ze był wegetarianinem. Zachowały się relacje, o tym jak Chapman gasił ogniska w miejscach gdzie mogły one spowodować śmierć owadów lecących do ognia. Podobno odmawiał jedzenia mięsa jak i np. jeżdżenia konno- gdyż uważał, że koniom jak i innym zwierzętom należy się wolność. Parę razy wykupił stare „bezużyteczne” konie, ratując zwierzętom tym życie i płacąc właścicielom za ich dalsze utrzymanie.

       Wielkim szacunkiem darzył rdzennych mieszkańców Ameryki. Znał podobno wiele indiańskich dialektów na tyle dobrze by móc porozumiewać się z Indianami w paru Stanach- robił to często i z wielką przyjemnością.  Pomagał finansowo ubogim. Rozdawał swoje sadzonki za darmo tam gdzie osoby potrzebujące nie miały czym zapłacić lub jako zapłatę przyjmował cokolwiek- jedzenie, ubrania, przedmioty codziennego użytku- którymi potem i tak dzielił się z  ubogimi.

       Bosy, w podartym ubraniu, za braci i siostry posiadający zwierzęta, wykluczonych i ubogich. Przez współczesnych sobie uważany za osobę niespełna rozumu.  Z  Biblią jako jedynym bagażem…. Czy on Wam KOGOŚ nie przypomina???

jabłka zielone       Miałam Wam dziś napisać o zupełnie innym aspekcie tej historii-  jak wielu znałam tylko LEGENDĘ Johnego Appleseed (jakby to przetłumaczyć? Jaś Ziarenko?)- kiedy zaczęłam szukać głębiej poznałam prawdziwego, niesamowitego człowieka- no i się rozpisałam. A ten post miał być o czymś zupełnie innym- o tym, że warto sadzić drzewa- szczególnie owocowe. Są niezwykle pożyteczne i mogą być pięknym śladem, który pozostawimy po sobie dla potomnych. W Indiach sadzenie drzew jest zaliczane do kategorii dobrych uczynków na równi ze spełnianiem wielu rytuałów religijnych. Dlaczego? Bo błogosławić będą cię za to całe pokolenia ludzi nawet już po twojej śmierci.  Ile razy w dzieciństwie wspinaliście się na drzewa owocowe? Do ilu sadów się zakradaliście, żeby posmakować zakazanych owoców? Ile było z tego frajdy i pyszności? Z ilu drzew w swoim życiu jedliście owoce?

 Czy kiedykolwiek pomyśleliście o osobach, które te drzewa posadziły?
Ja robię to odkąd sięgam pamięcią.

mus jabłkowy

        Widok z okien mojego rodzinnego mieszkania wychodził na drzewo czereśniowe. Tak ogromne, że wielkością dorównujące 3 piętrowej kamienicy. Kiedy moi dziadkowie sprowadzili się tu po wojnie i wraz z innymi mieszkańcami osiedlili w tej wielkiej poniemieckiej kamienicy, podzielili ziemię wokoło na malutkie ogródeczki gdzie uprawiali swoje warzywa. Drzewo czereśniowe pyszniące się za domem było tak wielkie i piękne, że postanowiono aby „zostało wspólne”. Każdego sezonu, kiedy dojrzewały czereśnie, wszyscy „tatusiowie”  wchodzili na drzewo i zrywali pełne torby owoców. Wysypywano to wszystko potem do skrzynek i dzielono po równo pomiędzy rodziny.  Wszystkie „mamusie” przez następne parę dni robiły setki kompotów a wszystkie dzieci przez te parę dni bolał brzuch od „czereśniowego obżarstwa”- tak przynajmniej głosi podwórkowa legenda i opowieści starszego pokolenia sąsiadów. Za naszych czasów, była już tylko „wolna amerykanka” czyli wszystkie dzieciaki przez cały czerwiec i lipiec godzinami przesiadywały na tym drzewie. Tam zawiązywaliśmy wakacyjne przyjaźnie, tam dyskutowaliśmy do ciemnej nocy, tam całowaliśmy się po raz pierwszy.  Na naszym podwórku przestawałeś być maluchem, nie wtedy kiedy nauczyłeś się palić zapałki czy robić inne zakazane rzeczy- lecz wtedy kiedy samodzielnie nauczyłeś wspinać się na CZEREŚNIĘ.

       Całe swoje dzieciństwo budziłam się i zasypiałam z widokiem na to piękne drzewo i od kiedy dojrzałam do świadomości, że moi dziadkowie nie mieszkali w tym miejscu od zawsze lecz przesiedlili się tutaj z Kresów- od tej pory zaczęłam sobie wyobrażać ludzi, którzy to drzewo mogli zasadzić. Zostało mi tak do tej pory. Gdziekolwiek widzę opuszczony stary sad, lub owocowe drzewa rosnące na skraju wsi- przystaję i myślę o ludziach, którzy te drzewa posadzili. Kim byli? Dlaczego to zrobili? Czy mieli okazję doczekać czasu kiedy drzewa wydały owoce? Jakie przetwory z tych owoców na zimę robili? Czy ich dzieci budowały domki na tych drzewach?? Czy zasiadali do obiadu w cieniu tych drzew?  Czy byli szczęśliwą rodziną? Jaki los ich stąd przegnał? Dlaczego nie pozostało po nich już nic- tylko te drzewa?

jabłka w sadzie       Historia bywa przewrotna i często okazuje się, że „zostają po nas tylko drzewa”. Dlatego sadźmy je, tak jak robił to Johny Appleseed, tak jak robili to nasi dziadkowie i rodzice. Nie sadźmy tylko modnych tui czy innych zaprojektowanych przez architektów krajobrazu krzewów. Sadźmy drzewa owocowe! Uprawiajmy warzywa zamiast trawników! Przekażmy tą wiedzę naszym dzieciom, niech rozumieją, że jabłka rosną na drzewie, nie w supermarkecie i że to wielka frajda takie drzewo zasadzić  i własnoręcznie pielęgnować, że to projekt na lata, dekady, że to ślad który pozostawimy po sobie na ziemi.

       Wszystko to pisze Wam siedząc otulona kocem pod wielką i piękną jabłonią w moim ogrodzie. Odkąd się tu sprowadziłam błogosławię osobę, która to drzewo zasadziła. Wyobrażam sobie, ze była to Hrabina, której przed wojną mój dom służył jako domek letniskowy. Wiem o niej tylko tyle, że nazywała się Krystyna i podczas II wojny światowej ukrywała w naszej piwnicy rodziny żydowskie. Czy posadziła to drzewo własnoręcznie? Czy zleciła to swojemu ogrodnikowi? Nie wiem i pewnie już się nie dowiem. Jednak za każdym razem, kiedy jem pyszną szarlotkę lub mus jabłkowy z owoców tego drzewa myślę o Hrabinie-Krystynie bardzo ciepło. Może legenda o niej nie urośnie jak ta o  Johnym Appleseed ale nasza rodzina zapamięta ją na pewno i błogosławić będzie każdej jesieni. Miejmy nadzieję, ze nas kiedyś również wspomną i pobłogosławią. Wszyscy Ci, jedzący owoce z jabłoni, wiśni, grusz i moreli które zasadziliśmy w naszym ogrodzie.

A Was? Będzie ktoś wspominał? Zostaną po Was jakieś drzewa??

jabłka przetwory

PIEŚŃ O OSTATECZNOŚCI
*
Zostaną po nas tylko drzewa
Milczenie chmur które odchodzą w dal
Tylko śpiew ptaków nie zaginie
A czym jest miłość – nadal nie wiem.
*
I wciąż przeżywam ją od nowa
Jak gdybym jej nie miał już dosyć
A gdy odchodzi znów bez słowa
Zostawia dziwny krąg tęsknoty.
*
Wszystko przeminie – pozostaniesz
Świetlistą smugą na ekranie
I nikt nie znajdzie twego cienia
Kiedy ustanie migotanie, mi-go-ta-nie.
*
I nie rozpoznasz siebie nigdy
Nikt Ci niczego nie podpowie
Czym genialność, czym prostota
Czym jest istnienie i czym człowiek.
*
I znowu chmury ponad nami
Księżyc i gwiazdy jak sen złoty
Który pozwala nam odpocząć
I wejść w kolejny dzień tęsknoty.
*
Zostaną po nas tylko drzewa
Milczenie chmur, które odchodzą w dal
Tylko śpiew ptaków nie zaginie
A czym jest miłość??? – NADAL NIE WIEM.

 

29 Komentarzy Mus jabłkowy

  1. favcook

    Piękny jesienny kosz z jabłkami! Wygląda naprawdę cudownie, zresztą jak cały Twój blog, dziwne, że dopiero teraz go odkryłam! 🙂

    Swoją drogą na jakie przetwory domowe, to miałabym ochotę ale jak to ja, nie umiem się za nie zabrać.

    Odpowiedz
    1. Kinga GreenMorning.pl

      Favcook- witaj na Greenmorning!

      Wiesz na te przetwory jest jeden dobry sposób, trzeba skrzyknąć bandę i robić to w towarzystwie. Wtedy to nabiera innego fajnego wymiaru. Po prostu zapraszasz znajomych na wspólne robienie przetworów (tak jak na grilla np). Każdy na odchodnym dostaje po słoiku lub dwóch w prezencie i jest cały szczęśliwy, że ciekawie, przyjemnie i pożytecznie spędził czas. Spróbuj- pokochasz robienie przetworów.

      Odpowiedz
  2. monika

    niezwykle przyjemnie było tutaj dziś odwiedzić Twój pełen klimatu ogród,fotografie malutkich czerwonych i zielonkawych jabłoni są po prostu piękne.
    szkoda,że wiele dzieci Naszych czasów nie wie,tak naprawdę ,co to znacz smak prawdziwego owocu z drzewa,nie zna widoku pachnącego sadu i tylko w rodzicach nadzieja,że może jeszcze nasiąkną tym naturalnym rytmem.tak ważnym w dzisiejszej rzeczywistości konsumpcjonizmu.

    pozdrawiam!
    m.

    Odpowiedz
    1. Kinga GreenMorning.pl

      Hej Monika,
      Niestety w takich czasach przyszło nam żyć. Ratujmy więc co się da i nie dawajmy się.
      Pozdrawiam ciepło.

      Odpowiedz
  3. Staszka

    Jak zwykle piękne zdjęcia i bardzo ciepły post. Historii Johnego Appleseed nie znałam, w obu wersjach jest piękna, dotychczas nie zasadziłam też żadnego drzewa – czas to zrobić. Tuż po wejściu do mojego domu czuje się zapach pysznych jabłek z sadu, mam ich ogromną ilość i właśnie zastanawiałam się co z nimi zrobić. Teraz już wiem, taki mus będzie idealny na jesienne śniadania, podobiadki, podwieczorki i kolacje:)
    Pozdrawiam serdecznie

    Odpowiedz
    1. Kinga GreenMorning.pl

      Staszka,
      „Jak zwykle piękne zdjęcia”- to znaczy, że byłaś już tu wcześniej a ja nic o tym nie wiedziałam. Cieszę się, że się przywitałaś i mogłyśmy się poznać. Zrób mus koniecznie- będzie pysznie. Pierwszy raz słyszę termin „podobiadek” ale podoba mi się bardzo- jest taki Kubusiowo-Puchatkowy. pozdrawiam.

      Odpowiedz
    2. Kinga GreenMorning.pl

      Staszka byłam na Waszym pięknym potrójno-siostrowym blogu. Ale u Was tam fajnie! Którą z sióstr jesteś? Zgaduję, że Salome.

      Odpowiedz
      1. Staszka

        Si, Staszka Maria Salome do usług 🙂
        Podobiadek jest bardzo puchatkowy, kiedy pierwszy raz usłyszałam to określenie od razu zgłodniałam. Tak mówiło się kiedyś na wsi na II śniadanie.
        Bardzo mi miło, że Ci się u nas podoba 😉

      2. Kinga GreenMorning.pl

        Jeśli Salome, to Salome pamiętam- to taka szalona dziewczyna co uwielbia tańczyć w deszczu. Trochę mnie ta Staszka zmyliła.
        pozdrawiam
        Kinga

  4. zu

    powędrowałam po świecie za panem Appleseed’em, widziałam sady; byłam dzieckiem na wielkiej czereśni obok 3 piętrowej kamienicy, wspomniałam wspinaczki na drzewa; zobaczyłam wreszcie ogród ze starą jabłonią , gdzie usiadłam i przeczytałam ‚pieśń o ostateczności’…
    bardzo dziękuję!
    uwielbiam mus jabłkowy i mus gruszkowy najchętniej taki niesłodzony…

    Odpowiedz
    1. Kinga GreenMorning.pl

      Zuza, no to tylko szkoda, że nie mogłaś się poczęstować moim musem jabłkowym- wyszedł przepyszny. Pozdrawiam Cię BARDZO serdecznie.

      Odpowiedz
  5. Divya

    Chcesz być szczęśliwy przez 10 min – zjedz posiłek, przez 3 miesiące – ożeń się, przez całe życie – uprawiaj ogród. stare wschodnie ludowe powiedzenie

    Odpowiedz
    1. Kinga GreenMorning.pl

      Divya,
      No z tymi 3 miesiącami w małżeństwie to chyba przesadzili (Ty i ja jesteśmy tego najlepszym przykładem). Ale rozumiem intencje przysłowia i zgadzam się z nim.
      Lubię jeszcze to powiedzenie:
      „Gardening is cheaper than any therapy and you get tomatoes.”
      pozdrawiam i dziękuję za komentarz.

      Odpowiedz
  6. Joanna

    Witam często czytam blogi kulinarne ale nie o wszystkich moge powiedzieć że są ciekawe, owszem są w nich przepisy, zdjęcia, ale twój wpis mnie zachwycił, opis interesującej osoby, wiersz, to był strzał w dziesiątke. Pozdrawiam i czekam na kolejne wpisy.

    Odpowiedz
    1. Kinga GreenMorning.pl

      Joanno, dziękuję za piękny komentarz.
      Zdradzę Ci pewną tajemnicę. „Kulinarność” tego bloga to tylko „przykrywka”. Najchętniej to bym tu zamieszczała same zdjęcia i teksty. Mam ten blog, żeby pokazać innym moje spojrzenie na świat. Wybrałam kulinaria bo to potrafię robić, ale przepisy tutaj naprawdę nie zawsze są najważniejsze.
      Cieszę się, że ty to dostrzegłaś.
      Jeśli jesteś tu po raz pierwszy to zachęcam jeszcze do lektury przy przepisie na Biała pizzę, Bezy bez Jajek, Mocno majerankową zupę fasolową i Jagodzianki. Tam pisze o czymś więcej niż tylko jak zagnieść ciasto.
      pozdrawiam
      Kinga

      Odpowiedz
  7. Zosia

    Tak właśnie się domyśliłam,że kulinaria nie są tutaj najważniejsze.Ale mnie właśnie podobają się Twoje teksty,przemyślenia,obserwacje,wszystko co dotyczy Ciebie.Ja to określam „pożywka dla ducha”Dzięki!

    Odpowiedz
    1. Kinga GreenMorning.pl

      Zosia, dziękuję Ci serdecznie za wszystkie Twoje piękne komentarze!
      Cieszę się, że moja przemyślenia Cię inspirują.
      pozdrawiam.

      Odpowiedz
  8. Konwalie w kuchni

    Będąc dzieckiem mieszkałam przy ulicy,
    przy której rosły czereśniowe drzewa,
    a moja droga do szkoły prowadziła przez sad owocowy.
    Dziś już nie ma ani czereśni, ani sadu,
    a dla mnie to dość przykry widok.
    Mam nadzieję, że drzewa, które posadziłam
    i te które mam zamiar jeszcze posadzić,
    przetrwają dłużej i będą cieszyć kogoś tak,
    jak Ciebie jabłoń Hrabiny:)

    Odpowiedz
    1. Kinga GreenMorning.pl

      Konwalie w Kuchni,
      (dziewczyny możecie się podpisywać imionami? Będzie mi niezmiernie miło poznać Wasze imiona- często nawet ich szukam na Waszych blogach- ale to nie jest taka prosta sprawa).
      Niestety „moją” czereśnie też wycieli. Parę lat temu, sąsiedzi z parteru stwierdzili, że mają za dużo cienia w domu i szast-prast wycieli. Jeżdżę do domu rodzinnego rzadko (raz do roku). Jak przyjechałam to nie mogłam uwierzyć własnym oczom! Poczułam się tak jakby mi ktoś amputował część dzieciństwa.
      Często mi się jednak to drzewo śni. A więc przetrwało gdzieś dalej, przynajmniej w mojej świadomości. Teraz opowiedziałam Wam o nim i Jego historia zostanie też w Was.
      Pozdrawiam Cię serdecznie

      Odpowiedz
  9. Dorota

    Nie mogę się oderwać (a miałam iść do kuchni, bo jutro „puszysty” czwartek)… to magia jakaś? Niewiarygodne…

    Odpowiedz
  10. ziołowa

    Też mam szczęście korzystać z wielkich drzew zasadzonych przez przodków mojego męża. I nie przyjmuję doradców w rodzaju: „Pani, ja to bym ten cały sad wyciął, korzenie ładnie wyrwał i zasiał trawkę, to by pięknie wyglądało”. Jestem wdzięczna za istnienie ludzi kochających stare drzewa i czerpiących z nich radość, njie tylko w postaci pysznych owoców, ale i chociażby cienia, brzęku pszczół. Czy odkryłaś już urok kwitnącej lipy? Mam starą, ponad 100-letnią lipę z wielką, rozłożystą koroną. Gdy stanę pod nią w czasie jej kwitnienia, to oprócz zapachu dociera do mnie brzęk pszczół – to czerwcowy raj. Zbieram kwiaty lipy na zimową herbatkę i wiem, że jestem w innym świecie, cichutko z nim współgram, tylko zapełniam koszyk kwiatami – w tym momencie nic więcej.

    Odpowiedz
    1. Kinga GreenMorning.pl

      Małgosiu,
      Dziękuję za piękne komentarze.
      Byłam dziś na Twoim blogu i … spotkałam bratnią duszę. Odbieramy na tych samych falach- cieszę się, że się znalazłyśmy choć tak wirtualnie.
      Uwielbiam kwitnące lipy, choć nie mam ich w swoim ogrodzie. Za to po drodze z naszego domu do szkoły mojego dziecka rośnie ich cała aleja. Uwielbiam tamtędy chodzić kiedy kwitną, szczególnie wieczorem zapach jest nieziemski.
      Pozdrawiam serdecznie i mam nadzieję do przeczytania jeszcze nie raz.

      Odpowiedz
  11. Dorota

    Niesamowity artykuł wśród mnóstwa bezsensownych treści ogólnie nam wciskanych na co dzień. Cieszę się ogromnie, że natrafiłam na Twój blog szukając przepisu na mus jabłkowy. To jest mój pierwszy rok jako „zaprawiacza” przetworów wszelakich- przyniósł mi on wiele radości oprócz pożytków wiadomych :). Wczoraj właśnie wracając z działki zobaczyłam dwie stare, ogromne śliwy mirabelki i też się zastanowiłam nad ich początkiem i nad końcem, bo jest ich coraz mniej. Pozdrawiam wszystkich miłośników drzew, także owocowych. Ja czuję się oczarowana tym inspirującym artykułem i właśnie podjęłam decyzję o posadzeniu jakiegoś owocowego drzewka i u mnie, pozdrawiam serdecznie. Dorota

    Odpowiedz
    1. Kinga GreenMorning.pl

      Dziękuję Doroto,

      Taki jest cel tego bloga- prezentuje tu nie tylko przepisy ale przede wszystkim moją filozofię życiową. Cieszę się, że uznałaś ją za cenną. Jeśli wejdziesz w zakładkę przepisy (główne menu na górze strony) ostatnim działem tam prezentowanym będzie „Do poczytania”- tam zgromadziłam wpisy gdzie oprócz przepisu piszę o czymś więcej- to zdecydowanie dział dla Ciebie 🙂
      Cieszę się, że jestem Matką Chrzestną- Twojego owocowego drzewka 🙂
      pozdrawiam
      Kinga

      Odpowiedz
  12. AgaP

    Mój syn rzekłby, że jest tutaj EPICKO!! Gratulacje 🙂 zabiorę się za jabłka, po raz pierwszy w życiu, dlatego najpierw zapytam – po wrzuceniu jabłek do garnka dolewam wody, aby zakryć je wszystkie i wtedy nastawiam? przepraszam za indolencję…

    Odpowiedz
    1. Kinga GreenMorning.pl

      Aga – Broń Boże NIE!. Nie zalewasz ich wodą. Wrzucasz jabłka i gotujesz (a raczej dusisz) je bez wody. One same po chwili puszczą sok i będą się gotować w tym soku.
      Wody dodajesz dopiero wtedy kiedy chcesz miksować jabłka na mus- patrz pkt. 7 i 8.

      Odpowiedz
      1. AgaP

        Pani Kingo, absolutna rewelacja!!! Pierwszy raz zrobiłam swój osobisty własny przetwór i to na dodatek, rzec by można zainspirowany przypadkowo. Jak to w tym pędzie wiele się dzieje przypadkiem… Aż by się chciało żyć piosenkowe sto lat, co by takich przypadków było pod korek 🙂 pozdrowienia z Gdyni! Nowa przypadkowa fanka. P.s. trochę się nad tym garnkiem nastałam w niewierze i nieprzekonaniu, że to tak po prostu suche wydawałoby się jabłka się wrzuca do garnka…

  13. ELZBIETA

    Czy można prosić o przepisy z owoców pigwowca,
    Jego aromat zachwycił mnie tak bardzo,że ,zasadziłąm go bardzo dużo,Teraz zachwyca słonecznym kolorem i zapachem.

    Odpowiedz
  14. tula

    Witam serdecznie.Jestem tutaj po raz pierwszy i nie mogę stąd odejść nie wyraziwszy słów zachwytu.Jestem oczarowana poezją zawartą w każdym słowie i każdym zdjęciu.Zaintrygowana poszarogęsiłam się po całości.Tak sobie Ciebie Kinga wyobrażałam,rudowłosa,piegowata,cudna.Współczesna Ania z Zielonego Wzgórza.Twoje zdjęcia i teksty,to uczta .Bardzo się cieszę,że Cię znalazłam.Pomyśleć,że tylko mus jabłkowy chciałam zrobić,coby darowane jabłuszka utrwalić,a taką perełkę znalazłam.Pozdrawiam cieplutko.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *