Wegańskie muffiny z chia i żurawiną

Moi Drodzy, uprzejmie informuję, że w lutowym numerze magazynu Moje Gotowanie znajdziecie w mojej autorskiej rubryce garść przepisów z użyciem żurawiny. Jeden z nich na pyszne wegańskie babeczki z dodatkiem nasion chia zamieszczam poniżej (dzięki uprzejmości redakcji). Po resztę zapraszam do kiosków lub po mobilna wersję magazynu. Znajdziecie tam przepis na żurawinową salsę (z awokado, czerwoną cebulą i ogórkiem), pyszny mus jabłkowo-gruszkowo-żurawinowy, wykwintne smoothie różano-żurawinowe i cudne drożdżowo- żurawinowe zawijańce  w kształcie serc (to przecież wydanie walentynkowe!).  Staram się w nim przekonać, że żurawina pomimo swojej cierpkości może być pyszna, nie tylko w dżemach czy jako dodatek do smażonego camembera. Warto poeksperymentować z nią w ciastach, deserach, koktajlach, owsiankach czy nawet lodach.
Zdecydowanie uważam, że żurawinę nie tylko warto ale powinno się włączyć obowiązkowo do zimowej diety. Pełno w niej witaminy E i C (więcej niż w cytrusach!) dużo błonnika i witamin z grupy B, mnóstwo żelaza, jodu, potasu wapnia i magnezu. A co chyba najważniejsze żurawina jest bogatym źródłem bioflawonoidów- nazywanych często naturalnymi antybiotykami- które dzięki swoim właściwością przeciwutleniającym i przeciwbakteryjnym zapobiegają wielu chorobom i infekcjom z którymi borykamy się zimową porą. Warto więc zrobić sobie zapas tego owocu i jeść regularnie od grudnia do marca. Chociażby w poniższych muffinach.



Książka “Słodka Kuchnia Roślinna” – rozstrzygnięcie konkursu

Wegański jogurtowiec z truskawkami

Witam Was Moi Drodzy i od razu najserdeczniej dziękuję za tak liczny odzew i udział w konkursie. Najchętniej przyznałabym książki wszystkim 40 osobom ale niestety mam do dyspozycji tylko jeden egzemplarz :((

Wegański jagielnik z limonką, galaretką i owocami

Po wielkich deliberacjach i rozważaniach postanowiłam przyznać nagrodę w postaci książki Hajduczkowi za komentarz:
“Twoje zdjęcia skrzą się jak klejnoty,
Książka bardzo by mi się przydała, bo choć radzę sobie z wegańską kuchnią i słodyczami, to świetnych inspiracji nigdy za wiele.
Pysznymi słodyczami w pierwszej kolejności chciałabym uraczyć męża i syna – wszyscy jesteśmy wegetarianami, ale nie weganami. Może czas zrobić krok naprzód? Kto wie…
W drugiej i chyba nawet ważniejszej kolejności robiłabym pyszne desery z książki dla Dag, dziewczyny mojego syna. Gdy poznaliśmy się cztery lata temu – Dag jadła „normalnie”, czyli tradycyjnie z dużym udziałem mięsa. Przy nas popróbowała kuchni wegetariańskiej, a później drogi młodych ludzi sie rozeszły. Dag powtórnie odwiedziła nas po dwóch latach „niebycia”, bo ścieżki jej i naszego syna znów sie skrzyżowały – może to coś w rodzaju przeznaczenia? Nie wiem. Ale dziś Dag jest weganką i dla niej chciałabym przyrządzać pyszności opisane w książce Idy Kulawik. A Twoje fotografie dodatkowo mnie do tego skłaniają. Pozdrawiam! “

Blodie z ciecierzycy

Z jednej strony zauroczyła mnie historia Dag a z drugiej wiem także, że Hajduczek jest wieloletnią czytelniczką mojego bloga, często widzę ją w komentarzach i uwielbiam je czytać i to przeważyło nad innymi pięknymi historiami z komentarzy. A więc tym razem książka powędruje do Hajduczka,poproszę cię Moja Droga o wiadomość na greenmorning.pl@gmail.com z adresem do wysyłki i serdecznie gratuluję. Pozdrów ode mnie Dag, choć jej nie znam już ją lubię :)))

Zielony mus z nasionami chia z kiwi i awokado

Chciałam również napisać, że bardzo spodobały mi się komentarze DianyK, Małgorzaty, Liski, Majki i DorotyD. Dziewczyny bardzo dziękuję za piękne teksty. Mam nadzieję, że książka trafi do Waszych rąk w jakiś inny sposób i będziecie miały okazję ugotować coś pysznego, słodkiego i wegańskego dla swoich bliskich. Wiem, że można ją znaleźć w sieciach empik i bezpośrednio na stronie wydawnictwa.

Puchar pełen wegańskiego tiramisu

A teraz jeszcze parę słów o książce i wykonaniu zdjęć do niej. Do projektu zatrudniło mnie wydawnictwo Galaktyka, które jest wydawcą książki. Miałam okazję współpracować tam z przesympatycznym Panem Markiem Janiakiem, którego serdecznie pozdrawiam.

Torcik kokosowo- szpinakowy

Autorką wszystkich przepisów i samej książki jest Ida Kulawik z bloga veganbanda.pl ja tylko robiłam zdjęcia, przy dużej pomocy mojej asystentki Ani Simon, która przygotowywała i piekła desery do fotografii. Bardzo Was to zdziwiło, że nie pracowałam z samą autorką książki. Więc już tłumaczę dlaczego.

Surowe wegańskie “rafaello”

Ida na stałe mieszka w Holandii, nie w Polsce (gdzie mieszkam ja) a na dodatek jest mamą dwójki małych dzieci. Ani ja nie miałam możliwości pojechać na miesiąc do Holandii ani Ida przyjechać do Polski na tak długo abyśmy mogły nad zdjęciami pracować razem (czyli, abym mogła fotografować dania bezpośrednio przyrządzone przez Idę).

Ciasto pinacolada

Ida więc wykazała się dużą odwagą i dała mi kredyt zaufania pozwalając samej przyrządzić słodycze do sesji. Dziękuję Ido, mam nadzieję, że się nie rozczarowałaś i że było warto.

Mini Tofurnicznki z cytrusami

Zostawiam Was więc z tymi pięknymi wegańskimi słodyczami, nacieszcie oczy i wyobraźnię a jeśli to nie wystarczy pędźcie do księgarni lub na blog Idy i wypróbujcie jeden z jej pomysłów. Smacznego!

Idealny sernik wegański

Torcik lodowy z orzechów nerkowca

Wegański budyń jaglany z syripem malinowym

Wegańska bezglutenowa babka kukurydziana

Najprostsze wegańskie lody owocowo-kokosowe

 



Książka “Słodka Kuchnia Roślinna”

Wegański jagielnik z czekoladą i owocami

      Moi Drodzy, ten post powinien ukazać się już w zeszłym roku bo wtedy miała premierę książka Idy Kulawik “Słodka Kuchnia Roślinna”, do której miałam zaszczyt wykonać większość fotografii. Jednak druga połowa 2017 roku była najtrudniejszym okresem mojego życia (z którego mam nadzieję powoli, powoli wychodzę) więc niektóre sprawy po prostu musiały nieco dłużej poczekać na swoją kolej. Dziś swojej kolejki doczekała publikacja części zdjęć  z książki oraz konkurs w którym jest do wygrania egzemplarz tejże. Mam nadzieję, że zaprezentowane zdjęcia zachęcą Was do sięgnięcia po książkę (dostępna jest w sprzedaży sieci empik) lub do wzięcia udziału w moim konkursie.

Wegański torcik truflowy

     Jeśli nie znacie autorki książki i jej bloga to zdecydowanie zachęcam aby to nadrobić. Ida i jej VEGANBANDA.PL słynie z prostych, szybkich i zdrowych przepisów wegańskich.Na blogu znajdziecie nie tylko pomysły na wegańskie słodkości ale także wiele prostych i smacznych dań obiadowych, szczególnie dla dzieci.

Wegańskie muffiny z jabłkami, orzechami i żurawiną

     Książkę opublikowało wydawnictwo Galaktyka, które to właśnie zatrudniło mnie do tego projektu. To było moje pierwsze i zarazem bardzo dobre doświadczenie z tą firmą więc mam nadzieję, że uda nam się jeszcze kiedyś popracować nad jakimś projektem. A tak przy okazji spójrzcie na stronę Galaktyki bo to jedno z czołowych polskich wydawnictw zajmujących się poradnikami fotograficznymi i ma w swojej ofercie kilka ciekawych pozycji dotyczących fotografii kulinarnej.

Wegańskie tartaletki a’la toffifee

      Praca nad zdjęciami do książki trwała cały miesiąc i w tym czasie powstało około 80 fotografii. Warto zauważyć, że to była już druga książka, którą ukazała się 2017 roku z moimi fotografiami. (o pierwszej więcej tutaj) Przygotowywać ciasta, desery i pralinki do sesji pomagała mi nieoceniona Ania Simon bez której nie dałabym rady skończyć pracy nad tym projektem tak szybko. Bo to było tempo naprawdę ekspresowe. Aniu dziękuję Ci serdecznie, praca z Tobą to wielka przyjemność- jesteś profesjonalistką we wszystkim co robisz.

Zdrowe lody owocowe

    Koniecznie również muszę napisać, że ciasto na zdjęcie okładkowe (oraz 3 inne torty z książki) wykonała Kasia Kwiatkowska z bloga słodko-wytrawnie. Polecam Kasię wszystkim, którzy potrzebuj pięknych ciast do sesji a sami nie mają czasu ich zrobić. Kasia wyczaruje dla Was wszystko co sobie zamarzycie.

Wegański blok czekoladowy a’la snickers

     Wracając do samej książki- pełna jest nie tylko moich zdjęć ale przede wszystkim pomysłów Idy na proste w wykonaniu słodycze wegańskie. Wiele z nich to również propozycje bezglutenowe i bezcukrowe. 124 receptury podzielone zostały na 5 działów: 1/desery, 2/trufle,pralinki i batony, 3/lody, 4/ciasta bez pieczenia, 5/wypieki.

Batony daktylowo- kukurydziane

    Mam nadzieję, że dzisiejsze zdjęcia wystarczająco zachęcają aby po książkę sięgnąć i wypróbować wszystkie 124 przepisy. Jeśli ktoś zapałam wielką chęcią a jeszcze książki nie nabył może spróbować wygrać ją w dzisiejszym konkursie.

Domowa Wegańska Czekolada z orzechami i jagodami goji

     Co należy zrobić? Wystarczy w komentarzu pod tym postem opisać dla kogo lub z jakiej okazji chcielibyście wykonać słodycze z wygranej książki i w krótkich (lub dłuższych) słowach to uzasadnić. Macie na to czas do 10.02.2018 do godz. 12.00.

Wegański biszkopt czekoladowy z kremem jaglanym i owocami

   A ja w następnym poście, w którym pokażę więcej zdjęć z książki (bo dziś tylko tych parę wybranych z ciemniejszych kadrów) ogłoszę zwycięzcę. Mam nadzieję, że książka trafi do kogoś, kto zrobi z niej wspaniały użytek i wniesie słodką radość do czyjegoś domu.

Czekoladowy piernik bożonarodzeniowy

    Mam nadzieję, również, że pociekła Wam ślinka podczas oglądania dzisiejszych zdjęć i właśnie pędzicie do kuchni aby w ten weekend wyczarować coś słodkiego dla Waszych bliskich. Ja właśnie przymierzam się do tarty z musem z kumkwatów (bo jestem w samym środku sesji z tymi aromatycznymi i pięknymi owocami). Jeśli wyjdzie to na pewno przepis na nią znajdziecie już w marcu w miesięczniku Moje Gotowanie. Ściskam Was mocno, życzę słodkiego weekendu i czekam na komentarze odnośnie książki. A książka, już spakowana nie może się doczekać aby opuścić moje studio i “wyruszyć w podróż swojego życia”. Ktoś gotowy ją przygarnąć???



Mirabelkowa sesja dla magazynu Moje Gotowanie i gniazdka z ciasta philo

      Jeśli się pospieszycie to w kioskach znajdziecie jeszcze lipcowy numer magazynu Moje Gotowanie a w nim aż 16 stron z moimi zdjęciami i przepisami. Miedzy innymi piękną okładkę z mirabelkowym plackiem. Można powiedzieć że, historia tego zwykłego placka to istne ” od zera do bohatera”.
       W ogóle nie było go w planie sesji. Powstał dzięki mojej asystentce Asikundzie ( serdecznie pozdrawiam Asi!), która nie mogła patrzeć na pozostałe po sesji produkty walające się w różnych częściach mojego studia i mojej kuchni.  Alternatywą dla nich byłby pewnie, kosz na śmieci lub ewentualnie mój kompostownik-gdzie staną się ucztą dla wiewiórek (a wiewiórki jeśli będę nieostrożne staną się niestety ucztą mojego kota!!!  Czy Wasze koty też z taką zawziętością polują na wiewiórki???).         Asi więc postanowiła zlitować się nad wiewiórkami i zapobiec marnowaniu jedzenia. I kiedy ja próbowałam prostować plecy po całym dniu nachylania się nad aparatem leżąc plackiem na kuchennej podłodze- Asi zakasała rękawy pozbierała bałagan i wyczarowała z niego pięknie pachnące ciasto. I już, już… miałyśmy je pokroić i zjeść ze szklanką zimnego mleka kiedy jak zwykle okazało się, że mój instynkt fotografa jest silniejszy niż głód i zmęczenie. Tylko siłą woli zwlekłam się więc z podłogi, poszłam na górę do studia i obfotografowałam ciasto (tak dla świętego spokoju). Trwało to dokładnie 5 minut bo na więcej mnie po prostu nie było tego dnia już stać.       Sesja powędrowała do szuflady na ponad 10 miesięcy.  Coraz częściej pracuje w takim systemie i dziękuję Bogu, że mogę sobie na to pozwolić. Uwierzcie, nie ma nic gorszego niż próba stwarzania pozorów sezonowości na zdjęciach. Taką sesję mirabelkową, żeby ukazała się w lipcowym numerze musiałabym wykonać w kwietniu. Skąd ja na Boga w kwietniu mam wziąć mirabelki?! Albo poziomki w marcu? Albo czereśnie w lutym? No skąd??? Witajcie w świecie dylematów fotografów kulinarnych pracujących dla magazynów 🙂

      Dlatego większość z nas prędzej czy później dochodzi do wniosku, że najlepiej robić sesję zgodnie z rytmem przyrody i pór roku. Tak po bożemu :  szparagi w maju, truskawki w czerwcu, jagody w lipcu, mirabelki w sierpniu, grzyby we wrześniu. Trzeba znaleźć tylko w sobie tyle determinacji i czasu aby jeden rok zrobić na zakładkę. Tzn. obok sesji robionych w normalnym rytmie zrobić te do szuflady na następny rok. Ja taki niewykonalny plan zrealizowałam w 2016 roku. Oprócz normalnej stałej comiesięcznej pracy przy sesjach, oprócz dziesiątków prowadzonych kursów, oprócz sfotografowania dużej książki kucharskiej przez cały rok systematycznie tworzyłam sesje do szuflady “na za rok”. Opłaciło się- wszystkie sprzedałam polskim lub zagranicznym magazynom kulinarnym i dzięki temu tego roku w większości pracuję bez stresu (nie szukając poziomek w śniegu) lecz fotografując spokojniej na sezon 2018. A wy możecie na moich zdjęciach oglądać prawdziwe owoce i warzywa w ich najlepszej wersji- bo zerwanej prosto z mojego ogródka.

       A wracając do mirabelkowego placka, kiedy wysyłałam zdjęcia i przepisy do redakcji Mojego Gotowania, zdjęcie placka (którego nawet do sesji nie planowałam dołączać ani nie napisałam do niego przepisu) zaplątało się w wysyłanym zestawie przez zupełny przypadek.  Dowiedziałam się o tym po paru dniach, kiedy przyszła informacja, ze brakuje jednego przepisu w zestawie i to akurat na ciasto, które właśnie wylądowało na okładce magazynu :)!!! Szybko sięgnęłam więc do magicznego zeszytu, gdzie zapisuję wszystkie przepisy na dania fotografowane w studio i dziękowałam Bogu a raczej Asikundzie za jej skrupulatność i zanotowanie przepisu na mirabelkowy placek.

      Jaki morał tej historii? Nawet jeśli bardzo Ci się nie chce, jeśli wydaje Ci się, że już nie dasz zupełnie rady, kiedy wszyscy dawno już odpuścili i Tobie radzą to samo- znajdź w sobie siłę, znajdź w sobie odwagę i zrób jeszcze ten jeden krok naprzód, zrób o ten jeden wysiłek więcej, pochyl się nad czymś po raz tysięczny pierwszy- kto wie może to jest właśnie ten raz, który coś zmieni w Twoim życiu. Bo życie naprawdę potrafi zaskakiwać- i to w najmniej oczekiwanym momencie.



Babka z jagodami i jogodowa sesja dla magazynu Moje Gotowanie

     Prezentowana dziś sesja powstała podczas moich zeszłorocznych wakacji w Karkonoszach. Po bardzo długiej przerwie odwiedziliśmy moją ukochaną Szklarską Porębę i mieliśmy plan spędzić dwa tygodnie chodząc po okolicznych górach.        Pogoda miała jednak zupełnie inny plan i prawie cały czas padało lub było okropnie zimno. Nasza najwyższa temperatura podczas tych 2 tygodni wakacji to było 18’C a średnio termometr oscylował w okolicach 10-13’C.  Dlatego pełna empatii solidaryzuję się z wszystkimi, którzy właśnie spędzają swoje wyczekane przez cały rok wakacje nad polskim morzem. Śle Wam jak najwięcej słońca, trzymajcie się ciepło.      Kiedy więc nasze plany wakacyjne nie za bardzo miały szansę na powodzenie co zrobiła fotografka kulinarna na wakacjach?? To co zwykle- po prostu zabrała się do pracy 🙂 Mieszkaliśmy w starej leśniczówce, położonej wśród lasów pełnych jagód a nasza kuchnia wyposażona była w rewelacyjnie pieczący piekarnik i zamrażarkę. Po prostu żal było nie zrobić tam jagodowej sesji.
      Z takiego obrotu sprawy najbardziej cieszyły się dzieci pochłaniając nadprogramowe domowe lody, ciasta, serniki czy koktajle. Więc ostatecznie z wakacji wróciłam zadowolona bo dzięki złej pogodzie wtedy mam trochę wolnego tego roku sprzedając magazynom sesje powstałe ubiegłego czerwca, lipca i sierpnia.

     Przepisy na prezentowane dziś dania znajdziecie w najnowszym lipcowym numerze magazynu Moje Gotowanie. Są lody lawendowo-jagodowe, mrożone rozetki musowo-jagodowe, sernik limonkowy z jagodami, moje popisowe jagodzianki bez jajek i najprostsza na świecie babka z jagodami. Ostatni przepis dzięki uprzejmości magazynu prezentuje Wam dziś na blogu. Po resztę zapraszam do kiosku. Smacznego!



Bułeczki orzechowe- sesja dla magazynu Moje Gotowanie

IMG_9881-tile          Moi Drodzy, w kioskach znajdziecie już piękny marcowy numer Mojego Gotowania a w nim moje przepisy na słodkości z orzechami włoskimi. Zima cały czas nie odpuszcza i tak naprawdę jej święte prawo trzymać jeszcze do 21 marca- kiedy to dopiero oficjalnie zaczyna się wiosna. IMG_9861v-tile       Może więc warto w oczekiwaniu, na przednówku wygrzebać ze spiżarni ostatnie jesienne zbiory. Np. orzechy włoskie właśnie. Są nieocenionym źródłem tłuszczów wielonienasyconych omega 3 , fosforu, żelaza, wapnia, potasu, magnezu, cynku, witaminy E i B6 oraz kwasu foliowego. I dobrze, że aż tyle tych wartości odżywczych bo choć trochę rekompensują wysoką kaloryczność tych orzechów. 5 dorodnych orzechów włoskich ma tyle samo kalorii co 1 poczciwy pączek (sic!).

IMG_1383-tile     Dlatego moja teoria jest następująca- niech tegoroczny tłusty czwartek- będzie orzechowy. Zamiast pączków zróbcie sobie zawijane pyszne bułeczki z orzechowym nadzieniem i syropem klonowym, na które przepis dzięki uprzejmości magazynu Moje Gotowanie znajdziecie poniżej.  IMG_985dd-tile      Jeśli natomiast zainteresowały Was inne prezentowane na dzisiejszych zdjęciach słodkości zapraszam do kiosku po marcowy numer. Znajdziecie tam moją sentymentalna podróż do dzieciństwa z przepisem na ciastka w kształcie orzeszków oraz pyszny przepis na orzechowca z miodem- (oba w wersji bez jajek). Do tego sposób jak zrobić domową mąkę z orzechów włoskich oraz włoskie mleko orzechowe i jak potem z niego wyczarować pyszną ciepła rozgrzewającą czekoladę- taką, której nikt nie jest się w stanie oprzeć. A na deser orzechy w kardamonowo- cynamonowych  karmelowych skorupkach. Mniam!

 ps. W orzechowej sesji dzielnie pomagała mi Renata, której to piękne dłonie i nogi (!!) widzicie na zdjęciach. Renato- dziękuję bardzo!

IMG_1535-horz