Granaty i Wegańska Panna Cotta

      Witam Moi Drodzy Stali Czytelnicy! (bo są tu jeszcze tacy???, Prawda???). Bardzo mnie mało ostatnio- tutaj na blogu i w mediach społecznościowych i pewnie jeszcze chwilę mnie tu regularnie nie zobaczycie więc uznałam, że należy Wam się krótkie wyjaśnienie.

     2018 rok był najtrudniejszym rokiem mojego życia z dużą życiową traumą, która zmusiła mnie do zatrzymania się i zajęcia trochę innymi obszarami życia. Nie przypuszczałam, że istnieje coś, co jest mnie w stanie tak życiowo zatrzymać i przewrócić. Skoro nie przypuszczałam to … dostałam… życiowe doświadczenie, które mnie mocno przerosło. Odrabiam więc powoli swoją życiową lekcję, twardo trzymając się zasady, że ” Sometimes to get what you need- you have to go thru things you never wanted”. Jeszcze się w pełni nie podniosłam, dopiero czasami sobie siadam (ale to zawsze już lepiej niż tylko leżeć ;)))  Staram się oswajać z życiem w którym zdarzają się porażki (bo to dla mnie nowość) i z tym, że kiedy się upada to choć głowa mówi “wstawaj, natychmiast, zrób coś, otrzep się, idź dalej” to ciało protestuje i odmawia współpracy. Doświadczam drugiego bieguna mojej dotychczasowej rzeczywistości, moje wahadło wychyliło się mocno w przeciwległą stronę.  Już wiem po co- żebym nauczyła się w życiu łapać lepszy balans i żyć gdzieś pomiędzy tymi dwoma biegunami.  Staram się więc nie oporować przed tym co jest i … odpuszczać. Dla mnie- sprawczej kobiety sukcesu- to przerażające doświadczenie i wielkie wyzwanie. Ale jak twierdzi moja terapeutka- “silne osobowości potrzebują mocnych życiowych lekcji – na innych się nie potrafią nauczyć”. Uczę się więc z oporami i bardzo powoli- zabiera to często większość mojego czasu i energii, których nie starcza już na inne rzeczy…i właśnie z takiego powodu mnie tutaj dla Was ostatnio mniej.  A teraz już tylko o granatach!!!

      Będąc w październiku na Sycylii, podczas mojego corocznego Fotograficznego SPA, (którego cały czas jeszcze nie zdążyłam zrelacjonować na blogu, z powodów wyżej opisanych, więc wklejam link z zeszłorocznej relacji 🙂 ) odwiedziłam z moimi kursantkami farmę na której uprawia się granaty. Co roku podczas organizowanych przeze mnie wyjazdów dla ekskluzywnego grona osób, które uczestniczyły w moich kursach fotografii kulinarnej odwiedzamy ciekawe farmy i uprawy aby móc fotografować egzotyczne owoce i warzywa. I choć tegoroczny wyjazd kręcił się bardziej wokół fotografowania oliwek (ich zbiorów i tłoczenia oliwy) to znalazłyśmy również czas aby odwiedzić inne jesienno-sezonowe uprawy.     Takim miejscem z pewnością była położona pół godziny drogi od Katanii- farma Gaetano Tirro gdzie uprawianych jest paręnaście odmian granatów. Jej właściciel- zakręcony, młody (przystojny!) włoski agronom- krzyżuje, eksperymentuje i tworzy nowe odmiany tego owocu.      Bo nie wiem czy zauważyliście, że granaty (zresztą jak każde obecnie owoce) można kupić w paru różnych odmianach. Różnią się one nie tylko gabarytami czy barwą skórki ale głównie wielkością i kolorem ziaren, o które przecież nam w granatach chodzi. Im ciemniejszy kolor purpury tym smak ziarenek bardziej kwaśny i cierpki, im ziarna większe i jaśniejsze (niektóre potrafią być nawet różowe, żółte czy prawie przezroczyste) tym smak słodszy- a twarda pestka w środku ziarenka mniejsza.       Próbowałyśmy na farmie paru odmian prosto z nagrzanych słońcem drzew i czułyśmy wielką różnicę. Oczywiście na pewno nie taką jak właściciel farmy, który jest wielkim smakoszem tego owocu oraz poszukiwaczem “granatowego Graala” –  odmiany doskonałej, nie za cierpkiej, nia za słodkiej z wielkimi soczystymi pestkami w środku, takiej która będzie odporna na choroby, nie będą lubiły jej mrówki (oj bo mrówki uwielbiają granaty, chodzą całymi tabunami po drzewach i nadgryzają owoce) a jej gałęzie będą w stanie same utrzymać ciężkie owoce bez specjalnego systemu rusztowań.      Bo granaty na farmie rosły na nie za wysokich drzewach podobnych do naszych jabłoni. Trochę się czułam na farmie Gaetano Tirro jakbym była w podwarszawskim Grójcu, które jest naszym zagłębiem jabłkowym. Choć przyznać muszę i myślę, że zgodzą się ze mną wszystkie moje fotograficzne kursantki, które brały udział w wyjeździe, że wbrew naszym wielkim oczekiwaniom granaty okazały się być owocami BARDZO trudnymi do fotografowania (w przeciwieństwie do oliwek i oliwnych drzew, które są chyba najfotogeniczniejszymi drzewami na świecie).
     Podjęłyśmy jednak wyzwanie i spędziłyśmy cały dzień najpierw fotografując owoce w sadach na drzewach a potem stylizując przywiezione plony w naszym hotelu. Ja uparłam się fotografować granaty na pięknych, starych piaskowych schodach prowadzących do biura właścicielki naszego hotelu (Pani wykazała się ogromną cierpliwością przeskakując za każdym razem przez moje kompozycje kiedy chciała wejść lub wyjść ze swojego biura- za co jestem jej niezmiernie wdzięczna).       Tak powstała prezentowana Wam dziś sesja, która opublikowana została w mojej stałej autorskiej rubryce w styczniowym wydaniu magazynu Moje Gotowanie.  Znajdziecie tam przepisy na pyszne śródziemnomorskie smakołyki okraszone ziarnami granatu z których najbardziej chyba polecam pieczone plastry bakłażana  z serem labneh i oliwkami- (granat komponuje się z tym daniem idealnie).  Jest też domowy hummus, tabbouleh, bruschetta która zamiast pomidorów ma ziarna granatów (pycha!) oraz wegańska panna cotta na mleku migdałowym (równie pyszna jak klasyczna jej wersja). I właśnie przepisem na taką panna cottę, dzięki uprzejmości redakcji Mojego Gotowania, dzielę się z Wami dzisiaj. Wam życzę smacznego a sama wracam do odrabiania swoich życiowych lekcji.

Ściskam Was mocno.

ps. W prezentowanej dziś sesji pomagała mi nieoceniona Dorotka Ryniewicz z Lipkowego Domku. Dorotko dziękuję Ci serdecznie- bez twojego entuzjazmu i twoich pięknych dłoni- nie dałabym rady 🙂



Pałac Kamieniec -rozstrzygnięcie konkursu


Moi Drodzy, chciałam Wam serdecznie w imieniu Kasi Hutnej (właścicielki Pałacu Kamieniec) i swoim – bardzo serdecznie podziękować za tak liczny udział w konkursie. Wszystkie nadesłane prace obejrzałyśmy z przyjemnością i niezwykle uważnie. Bardzo szybko okazało się również, że byłyśmy jednomyślne w werdykcie.

     Zanim jednak o tym kto wygrał, chciałam się z Wami podzielić pewnym dylematem, który mnie spotkał w związku z pałacowym konkursem. Otóż okazało się, że najbardziej spodobały się nam (zarówno mi jak i Kasi Hutnej) zdjęcia osoby, którą znam. I zamiast po prostu się nie zastanawiać i przyznać nagrodę osobie, która na to najbardziej wg. mnie zasłużyła zaczęłam kombinować i myśleć ” ale czy to wypada?” , “a pewnie sobie ludzie pomyślą że nagroda przyznana po znajomości”, “a zrobi się niepotrzebny ferment i pożywka dla heiterów”, “a będę się musiała tłumaczyć niepotrzebnie” itp. itd. Tak się od tych swoich myśli nakręciłam, że stwierdziłam, że nagrodę główną w konkursie przyznamy komuś innemu.

   Kasia Hutna za szczęśliwa z moich dylematów nie była ale pochyliła się ze mną znowu nad zdjęciami i wybrała ze mną kogoś innego. Uznałyśmy sprawę za załatwioną i rozstałyśmy się w zgodzie. Wróciłam jednak do domu i nie czułam się zbyt dobrze z tym co zrobiłam, coś mnie cały wieczór uwierało. W końcu zrozumiałam co.

    I tu pozwolę sobie na mała prywatę. Ostatni rok to najcięższy rok mojego życia. Z dużą życiową traumą, którą powoli z wielkim trudem staram się zamienić w życiową lekcję przy pomocy dwóch terapeutów. Jeden z nich od miesięcy męczy mnie prostym ćwicieczniem, które daje niezwykły wgląd w siebie. Najprościej opisałabym je tak: jeśli masz podjąć w życiu jakąś decyzję, przyglądnij się swoim motywacjom: z jakiego powodu chcesz podjąć dane działanie, czy kieruje Tobą miłość- wtedy idź w tą stronę, czy kieruje Tobą strach- wtedy koniecznie się zatrzymaj i przyjrzyj się czego się tak naprawdę boisz i czy strachy te są realne a nawet jeśli są to czy warto aby twoim życiem i motywacją kierowała akurat ta emocja.

   No więc, cóż, kiedy przyjrzałam się mojemu “naprawionemu” werdyktowi konkursowemu- stwierdziłam w całej rozciągłości, że moja decyzja była podyktowana wyłącznie strachem. Zatrzymałam się więc, pomyślałam jeszcze raz, włączyłam racjonalizm, zadzwoniłam do paru znajomych i  zapytałam co oni zrobiliby w mojej sytuacji i zrozumiałam, że –  i co z tego, że konkurs wygra osoba, którą znam, połowa zgłoszeń wpłynęła od osób, które znam (ponieważ, np. były moimi kursantkami), co z tego, że komuś może się nie spodobać mój werdykt- jakikolwiek by nie był -zawsze znajdzie się ktoś komu się będzie nie podobał i najważniejsze- jakim prawem, w ogóle, mogę zabierać nagrodę komuś, komu się ona zdecydowanie należy bo bardzo się postarał i zrobił (wg mnie i drugiego jurora) najlepsze zdjęcia na ten konkurs.  I TYLKO dlatego ma tego konkursu nie wygrać, ponieważ mnie zna?!!! Ależ pokraczne myślenie!!!

     Otrząsnęłam się więc z niego szybko, zadzwoniłam następnego ranka do Kasi Hutnej, przeprosiłam bardzo za moją panikę i wróciłam do pierwotnego i jedynego wg. nas obu, słusznego werdyktu.

    Więc, nagrodę główną w konkursie jury jednogłośnie zdecydowało się przyznać Katarzynie Łaski za serię zdjęć śniadania z kozim twarożkiem. Przekonała nas piękna pałacowa stylistyka, kolorystyka zdjęć idealnie dopasowana do wnętrz Pałacu Kamieniec oraz dbałość o szczegóły kompozycyjne. Bonusem było piękne światło na zdjęciach oraz to, że sesja została wykonana specjalnie na konkurs (co nie było warunkiem koniecznym jednak bardzo dobrze świadczyło o determinacji zgłaszającej). Poniżej nagrodzone zdjęcie a TUTAJ (click) możecie obejrzeć całą sesje zamieszczoną na stronie FB Kasi. Kasiu- bardzo gratuluję zasłużonej nagrody- twoje śniadanie wygląda królewsko- obie z właścicielką pałacu- stwierdziłyśmy, że bardzo chciałybyśmy siedzieć przy tym stole i jeść te pyszności. 
Nagroda główna więc rozdana i to mógłby być już koniec ale nie jest 🙂 Ponieważ postanowiłam przyznać jeszcze dwa wyróżnienia i nagrodzić je kuponami rabatowymi na moje kursy fotografii kulinarnej. A wędrują one do:

1. Darii z mysweetworld.pl za cudne i słodkie zdjęcia bez

2. Ani Poławskiej za piękne i proste zdjęcia babeczki czekoladowej

I tym razem to już wszystko, jeszcze raz dziękuję za wspaniała zabawę i liczne zgłoszenia oraz mocno gratuluję wygranej i wyróżnień. Osoby nagrodzone proszę o kontakt pod adresem greenmorning.pl@gmail.com abym mogła Wam wysłać mailowo nagrody.



Pałac Kamieniec- uwaga KONKURS!

                    Miałam okazję odwiedzić ostatnio przepiękne miejsce. Jak to się stało??? Może zacznijmy od samego  początku.

     A początkiem był mój kurs fotografii kulinarnej, na który zapisała się Kasia Hutna – właścicielka Pałacu Kamieniec. Wielu moich znajomych fotografów często pyta mnie po co ja tak właściwie robię te kursy “tylko sobie i nam konkurencję szkolisz”- mówią. Odpowiadam wtedy zupełnie spokojnie, że po pierwsze robię kursy bo tak sobie obiecałam, kiedy sama byłam na początku tej drogi i wtedy nikt nie chciał mnie uczuć (rozumując właśnie podobnie do moich kolegów po fachu). Wtedy to właśnie złożyłam sobie solenną obietnicę, że kiedy  już w końcu się tej fotografii nauczę będę pomagać innym i organizować takie kursy na które sama chciałabym jeździć.       Po drugie moje kursy to dla mnie wspaniała możliwość spotykania ciekawych ludzi dzielących tą samą pasje i zainteresowania. Przez ostatnie 4 lata dzięki organizowaniu warsztatów spotkałam więcej takich osób niż przez cała swoje życie. Jedną z nich jest właśnie Kasia Hutna, która przyjechała na mój kurs aby nauczyć się lepiej fotografować dania z jej pałacowej restauracji.     Wiosną, spędziłyśmy z Kasią 2 dni w moim studio pod Warszawą, po których szybko doszłyśmy do wniosku, że powtórzymy kurs w samym pałacu. Tam łatwiej pomogę Kasi znaleźć właściwe miejsce, światło, czas i elementy stylizacji potrzebne jej do fotografowania jedzenia.      Tak oto znalazłam się jesienią, na drugim końcu Polski, robiąc to co lubię najbardziej – ucząc, stylizując i fotografując jedzenie. W pięknym miejscu, z ciekawymi ludźmi i pyszną kuchnią… czy można chcieć czegoś więcej od życia? 🙂 Pałac zauroczył mnie od pierwszego wejrzenia. Pięknie odrestaurowany budynek, z uroczym parkowym ogrodem i niesamowitymi widokami na góry. (Wszak jesteśmy w Kotlinie Kłodzkiej!!!).

     Jednak to co stanowi o największym uroku tego miejsca to zdecydowanie wystrój wnętrz. Pałac Kamieniec to mały kameralny butikowy hotel-  jest tu tylko 10 pokoi.  Ale za to jakich!!!

      Każdy urządzony z żelazną konsekwencją w stonowanej beżowej prowansalskiej kolorystyce z dbałością o najdrobniejszy szczegół. Wszystko tutaj -począwszy od bryloczka do pokojowego klucza, na starych rycinach zdobiących ściany łazienki skończywszy-może zachwycić gości. Tak samo jest w częściach wspólnych budynku. Ja przez pierwszy dzień wizyty w pałacu dostałam “syndromu japońskiego turysty”- tzn. wszędzie chodziłam z aparatem i co parę kroków zatrzymywałam się by robić zdjęcia: pięknych miejsc, subtelnych detali, oryginalnych przedmiotów. Moje poczucie piękna czuło się w tym miejscu – mocno usatysfakcjonowane.     Tak samo było na zewnątrz, przepadłam w parku eksplorując różne jego zakamarki a kiedy dotarłam do pałacowego warzywnego ogrodu, nie można mnie było stamtąd wyciągnąć. Tu Pani Maryla uprawia większość kwiatów, które potem pysznią się w pięknych bukietach w całym hotelu, stąd też pochodzi część warzyw i owoców która trafia do pałacowej restauracji i kawiarni. Bo pałac oprócz gastronomicznej obsługi swoich gości, prowadzi też pałacową kawiarnię,dostępną dla gości z zewnątrz, z czego chętnie korzystają okoliczni mieszkańcy Kotliny Kłodzkiej.

     A jest z czego korzystać. Przez te kilka dni fotografowania dań z karty restauracyjnej spróbowałam i spałaszowałam z wielką przyjemnością większość z nich- oczywiście tylko tych wegetariańskich- ale ku mojej wielkiej radości było ich w karcie całkiem sporo.      Pałac to miejsce bardzo nastrojowe, pełne spokoju, harmonii i pięknej kameralnej muzyki sączącej się w tle. Pachnie tu świeżo ciętymi kwiatami, ciepłą szarlotką i olejkiem piżmowym. Idealne warunki na romantyczny niespieszny weekend dla dwojga lub na wyjazd z najlepszymi przyjaciółkami.     Niedaleko stąd do wszystkich atrakcji regionu a Kotlina Kłodzka to wg. mnie jedno z najpiękniejszych miejsc na mapie Polski. Stare uzdrowiska, poniemieckie pałace, kopalnie złota, jaskinie i wodospady, pijalnie wód, trasy narciarskie, stare sztolnie, kapliczki i bunkry oraz góry, góry, góry… bo jeśli nigdy jeszcze nie odwiedziliście Szczelińca to jak mawiała moja babcia “połowa waszego życia jest stracona”. 
Jeśli już zapałaliście ochotą do odwiedzenia Kotliny Kłodzkiej oraz Pałacu Kamieniec to bardzo dobrze się składa gdyż mam dla Was dziś WYJĄTKOWY PREZENT. Kiedy wracałam do Warszawy z kartą pamięci zapchaną setkami zdjęć zrobionymi w pałacu postanowiłam, że choć część z nich muszę Wam pokazać aby opowiedzieć o tym pięknym miejscu. Wtedy też podczas dyskusji z Kasią zrodził się pomysł, aby ufundować voucher  na pobyt w pałacu dla jednego z czytelników GreenMorning.pl
     No i mam dla Was, wspaniałą nagrodę, Moi Drodzy. Oto voucher, który obejmuje  2 x nocleg dla 2 osób w Pałacu Kamieniec, zakwaterowanie w pokoju deluxe, 2 x śniadanie, słodki poczęstunek  w pałacowej kawiarence, seans w  saunie oraz darmowe wi-fi i parking. I przyznam szczerze, już zazdroszczę temu, kto tą nagrodę wygra!!! A jakby ten szczęśliwiec nie miał kogo ze sobą do pałacu zabrać- to ja jestem chętna jak najbardziej ;)))     Długo się zastanawiałam jaki konkurs byłby wart TAKIEJ nagrody?? I nie mogłam NIC wymyślić. Aż zrobiły to za mnie moje kursantki podczas tegorocznego wyjazdowego Fotograficznego SPA, które co roku organizuję na Sycylii, dla absolwentek moich kursów fotografii kulinarnej.
Oczywiście pierwsze propozycje brzmiały “napisz, że trzeba być szczupła brunetką lat 42, na imię mieć Magda, mieszkać w Szczecinie na ul. Wojska Polskiego i właśnie siedzieć z Tobą przy stole pod oliwnym drzewem” , “napisz, że był konkurs ale już nieaktualny bo ja go właśnie wygrałam” itd, itp. Ale kiedy w końcu żarty poszły na bok. Doszłyśmy do wspólnego wniosku, że jeśli u mnie, to ten konkurs musi być fotograficzny. A że TAKA wspaniała nagroda to i trudność powinna być szacowna.  A więc….
     Poproszę Was o jedno lub serię zdjęć kulinarnych, które stylizacją pasowałyby do Pałacu Kamieniec. Mam nadzieję, że moje dzisiejsze kadry dają Wam dość jasny obraz co to za miejsce, jeśli nie ,to wejdźcie proszę na stronę pałacową i tam sprawdźcie.  Pozostawiam Wam całkowitą dowolność co do tematu i formy zdjęć, narzucam tylko jedno osobiste ograniczenie- poproszę o zdjęcia tylko wegetariańskie (bez mięsa, ryb i owoców morza)- bo jako ideowa wegetarianka z 30-letnim stażem, wobec innych będę mało obiektywna. Więcej o konkursie i jego zasadach w ramce na końcu tego posta.  To jak? Ktoś ma ochotę na pałacowy weekend????
ps. Dodać jeszcze muszę koniecznie, że kulinarne zdjęcia widoczne w dzisiejszym poście wykonałam razem z Kasią Hutną podczas naszego kursu fotografii kulinarnej zorganizowanego w pałacu.

ps.1 To już kolejne moje doświadczenie uczenia kogoś fotografii w jego środowisku i przyznam szczerze, że każde z nich było wielką przygodą. Więc jeśli jesteś właścicielem pięknego miejsca (wcale nie musi to być pałac, czasami wystarczy piękny ogród warzywny, sad czy plantacja na których uwielbiam fotografować) i przy okazji chcesz nauczyć się fotografii kulinarnej to ja z wielką uwagą rozpatrzę każdą taką propozycję wyjazdowych indywidualnych warsztatów fotograficznych dla Ciebie, wystarczy zgłosić to w formularzu na dole TEJ (click) strony.

—————————————————————————————————————————————————-

REGULAMIN KONKURSU:

Organizatorem konkursu jest autorka bloga GreenMorning.pl- Kinga Błaszczyk-Wójcicka

1. Nagrodę konkursową ufundował  Pałac Kamieniec a jest nią voucher , który obejmuje: 2 x nocleg dla 2 osób w Pałacu Kamieniec, zakwaterowanie w pokoju deluxe, 2 x śniadanie, słodki poczęstunek  w pałacowej kawiarence, seans w  saunie oraz darmowe wi-fi i parking.  Voucher nie podlega wymianie na gotówkę.  W przypadku częściowego wykorzystania wartości vouchera, pozostała kwota nie podlega zwrotowi. Voucher musi być zrealizowany podczas jednej wizyty w hotelu. Voucher ważny jest  do 19.04.2019  z  wyłączeniem okresu świąteczno – sylwestrowego i Wielkanocy.

2. Zgłoszenia do konkursu przyjmowane będę  do dnia 10.12.2018 do godz. 24.00

3. Uczestnikami konkursu mogą być tylko osoby pełnoletnie.

4. Aby wziąć udział w konkursie należy spełnić następujące warunki:

a. wykonać lub znaleźć w swoim portfolio zdjęcie lub serię zdjęć kulinarnych stylizacją jak najbardziej odpowiadające charakterowi wnętrz Pałacu Kamieniec (prosimy o zdjęcia potraw wegetariańskich, bez mięsa, ryb i owoców morza)

b. zdjęcia/zdjęcia wraz z krótkim opisem, że bierze ono udział w konkursie, należy umieścić na swoim blogu i/lub w mediach społecznościowych (trzeba pamiętać o opcji upublicznienia jeśli jest to prywatny profil, np. na Fb) w opisie zdjęcia należy wkleić link do tego wpisu konkursowego (https://www.greenmorning.pl/palac-kamieniec/)

c. Link do miejsc gdzie zamieszczone są zdjęcia należy umieścić poniżej (w komentarzach pod tym wpisem)  oraz  w komentarzu pod wpisem na moim funpageu informującym o konkursie- tutaj link CLICK

d. Osoby, które nie posiadają żadnych kont w mediach społecznościowych ani blogów mogą przesłać zdjęcia na adres mailowy: greenmorning.pl@gmail.com (w formacie jpg, dłuższy bok minimum 640 pikseli)

5. Ogłoszenie wyników konkursu nastąpi nie później niż 2 tygodnie od daty zakończenia konkursu na łamach bloga GreenMorning.pl.  Zwycięzca powinien w ciągu 7 dni od ogłoszenia wyników skontaktować się mailowo z organizatorem (pod adresem: greenmorning.pl@gmail.com)- jeśli tego nie zrobi, na jego miejsce wybrana zostanie druga osoba.  Zwycięzca nie może przekazać ani odsprzedać nagrody innej osobie.

6. Jurorami w konkursie są Katarzyna Hutna (właścicielka Pałacu Kamieniec) oraz Kinga Błaszczyk-Wójcicka

7. Organizator konkursu zastrzega sobie prawo do opublikowania nadesłanych na konkurs zdjęć na swoim blogu. w ramach promocji konkursu oraz w mediach społecznościowych zarówno swoich jak i tych należących do sponsora nagrody.

———————————————————————————————————————————————————



Kurkuma- Złote Mleko i sesja dla Magazynu Moje Gotowanie

     Witam Moi Drodzy, dziś mam dla Was parę listopadowych kadrów z sesji obsypanej kurkumą. Zdecydowanie muszę napisać Wam również, że to był nie najmądrzejszy z mojej strony pomysł aby robić plany zdjęciowe z tak dużą ilością tak mocno farbującej przyprawy. Wszystkie moje tła fotograficzne, moja śliczna jasna podłoga w studio, moje ubrania, fartuszki, ścierki a nawet ręce i paznokcie były w żółte plamy. A co jeszcze gorsze niektóre pozostały takie do dziś!!! :(((((     No ale czego się podobno nie robi dla “dobra sztuki” i kto powiedział ,że praca fotografa kulinarnego jest zawsze łatwa, miła i przyjemna. Chyba tylko ten kto nigdy jej nie wykonywał ;))

    No więc załóżmy bardzo optymistycznie, że moje żólte poświęcenie na coś się przydało i dzisiejsze kadry zachęcą Was po sięgnięcie do listopadowego numery magazynu Moje Gotowanie, gdzie w mojej autorskiej rubryce znajdziecie przepisy na wszystkie prezentowane dziś żółte dania: “Złote Mleko”- wg medycyny ajurwedyjskiej jeden z najbardziej leczniczych gorących napojów, warzywa pieczone w kurkumowej otoczce, pyszny pilaw z ryżu basmati z kokosem i nasionami gorczycy, poranne egzotyczne smoothie ze świeżo tartym korzeniem kurkumy oraz alu patry- czyli zawijańce drożdżowe z ziemniaczanym nadzieniem mocno doprawionym po indyjsku. 

     Nie wiem czy wiecie, że kurkuma uznawana jest za jedną z najzdrowszych przypraw i zaliczona została niedawno do szacownego grona super-food.

    Od parudziesięciu lat trwa spór naukowców, czy zawarty w kurkumie związek chemiczny zwany kurkuminą ma faktycznie tak duże działanie lecznicze (jakie nadawała mu medycyna chińska i indyjska). A przypisuje się mu właściwości: przeciwutleniające, antynowotworowe, wzmacniające pracę mózgu i zatrzymujące procesy starzenia się komórek. Kurkumina ma pomagać w pracy jelit i leczniczo działać na cały układ żółciowy oraz wspomagać pracę serca.

     Jeśli nawet tylko połowa tych informacji jest prawdziwa to zdecydowanie, wg. mnie, warto wprowadzić kurkumę do swojej diety. Ja zaprzyjaźniłam się z nią już dobrych 30 lat temu i nie wyobrażam sobie mojej przyprawowej półki bez tego magicznego żółtego proszku.

A Wy? Używacie kurkumy w waszych kuchniach? Do jakich dań? Bardzo jestem tego ciekawa???? Może jakieś linki do waszych blogów?



Kursant pilnie poszukiwany!


Moi Drodzy, mamy sytuację kryzysową. Jedna z moich kursantek, która miała zarezerwowany termin na kurs dwudniowy/w grupie dwuosobowej właśnie poinformowała nas że z przyczyn losowych nie będzie mogła dojechać z drugiego końca Polski.

     Mamy więc jedno wolne miejsce na kurs fotografii kulinarnej, odbywający się pod Warszawą w najbliższy wtorek i środę (6/7 listopad, godz. 10.00-16.00). Więcej szczegółów dotyczących zajęć i cennik(ten kurs za dwudniowe zajęcia kosztuje 1250zł) znajdziecie na TEJ STRONIE, tam też na samym dole formularz zgłoszeniowy, który trzeba wypełnić aby na ten kurs się zapisać, jak tylko to zrobicie skontaktuje się z wami telefonicznie aby wszystko doprecyzować. (więc nawet jeśli potrzebujecie zadać pytania bo nie jesteście czegoś pewni warto wypełnić formularz a ja się szybko odezwę :). Można też napisać w tej sprawie na adres greenmorning.pl@gmail.com lub przez formularz zgłoszeniowy na blogu.

    Wasza współkursantka jest zupełnym amatorem więc poszukujemy dla niej do pary osoby niezaawansowanej w fotografii, czyli mamy KURS DLA POCZĄTKUJĄCYCH- mocno intensywny w bardzo kameralnym dwuosobowym gronie.  Weźcie więc, proszę, to pod uwagę przy zapisach.

     Na koniec dodam, że to nie lada gratka, trafić na moje zajęcia tak z marszu, bo w normalnym trybie niestety trzeba czekać po parę miesięcy więc serdecznie ZAPRASZAM.



Zupa z jarmużem i jarmużowa sesja dla magazynu Moje Gotowanie

Choć w Polsce jarmuż stał się popularny zaledwie parę lat temu moja znajomość z tym zielonym warzywem trwa już ponad 30 lat. Zaczęło się fatalnie, bo 20-letnią nienawiścią zapoczątkowaną półrocznym pobytem na pewnej ekologicznej farmie w Sudetach. Tam to, jako nastolatka najpierw ten jarmuż w wielkich ilościach musiałam sadzić, potem pielić a potem jeszcze, zimą, wygrzebywać zlodowaciałe liście spod śniegu.

      Oj nasłuchał się ode mnie wtedy jarmuż wiele niecenzuralnych słów 🙂 Podejrzewam, że gdyby na owej farmie znalazł się kucharz, który by te, pyszne przecież, zielone liście umiał podać we właściwy sposób to moje negatywne nastawienie zmieniłoby się dość szybko a tak, niestety, przetrwało 20 długich lat.  Na całe szczęście do czasu aż któregoś dnia zjadłam u moich holenderskich znajomych przepyszną, prostą zupę z liśćmi jarmużu (który to właśnie przepis dziś wam prezentuje). Pamiętam wyjechałam wtedy od nich z wielką torbą delikatnych młodych jarmużowych liści zerwanych w ich ogrodzie i … przepadłam. Tak mocno, że od tego czasu, uprawa jarmużu zajmuje co roku pokaźną grządkę w moim warzywniaku a co najważniejsze sadzę jarmuż przynajmniej parę razy w sezonie. 

Odkryłam, że nie trzeba czekać ze zbiorami do zimy (choć warto, bo jarmuż obok brukselki to jedyne warzywo, które może przetrwać w gruncie całą zimę, więc możemy mieć świeżą lokalną zieleninę nawet w grudniu czy styczniu) ale można jarmuż zjadać już od samego początku wegetacji. Tym którzy nie przepadają za twardymi “dorosłymi” liśćmi jarmużu proponuję zacząć znajomość z tym warzywem od małych listków ledwo wyrośnięty z ziemi. Można nawet posadzić je w skrzynkach na balkonie. Są pyszne i delikatne, idealnie nadają się do sałatek, kanapek i wszelkiego rodzaju smoothie.

Zdecydowanie uważam, że im młodsze liście jarmużu tym ich zastosowanie w kuchni jest szersze.Jeśli brakuje Wam wyobraźni to zacznijcie używać jarmużu wszędzie tam  gdzie pojawiłby się szpinak (warto zauważyć, że choć oba warzywa są wielka skarbnicą minerałów i witamin to jarmuż znacznie przerasta szpinak w zawartości wapnia, witaminy C i błonnika) lub zacznijcie używać obu rodzajów liści w potrawach pół na pół albo po prostu pójdźcie do kiosku gdzie właśnie można nabyć październikowy numer magazynu Moje Gotowanie a w nim moje propozycje dań z jarmużem prezentowane na dzisiejszych zdjęciach (w ich przygotowaniu sprawdzą się zarówno młodziutkie delikatne liście jarmużu jak i te bardziej twarde ciemnozielone okazy).  Jest jarmużowe pesto, zielone smoothie, kasza bulgur smażona z jarmużem i orzechami nerkowca są wreszcie moje ulubione liscie jarmużu smażone w pikantnej tempurze. Jest i zupa, na którą przepisem się dziś z Wami dzielę, dzięki uprzejmości redakcji magazynu. Życzę Wam więc jarmużowego smacznego!