Lody jogurtowo-agrestowe

lody z jogurtu       Przyznać się Wam muszę, że agrest nigdy nie należał do moich faworytów. Oczywiście lubiłam go podjadać prosto z krzaka, kiedy już był dojrzały i słodki. Jednak jakoś nie potrafiłam znaleźć na niego sposobu w kuchni. Dżem agrestowy- nie, czatnej agrestowy- jeszcze gorzej, kompot z agrestu- od biedy może być- ale gdzie mu tam np. do kompotu rabarbarowo-malinowego z nutką mięty? Ciasto z agrestem- porażka. Agrest w deserach- skrupulatnie wybierany i odkładamy na bok przez domowników. Impas i koniec.agrest        Miałam ostatnio parę dni wolnych. Moje chłopaki jak co roku pojechały „walczyć” na Grunwald- czyli oglądać coroczną inscenizacje bitwy pod Grunwaldem oraz szereg imprez rycerskich jej towarzyszących. A  ja w tym czasie szalałam w ogródku.

       Plewiłam chwasty, które już powoli zaczynały być wyższe niż moje plony w warzywniku, rozsadzałam sadzonki jarmużu, podwiązywałam pomidory, siałam nową porcję groszku zielonego, który mam nadzieję zaowocuje na początku września. Pozdejmowałam, już niepotrzebne, siatki przeciw-szpakowe z czereśni, obejrzałam gąszcz moich malin i okazało się, że w końcu owocuje posadzona 2 lata temu czarna malina (delicje!!). Znalazłam zapomniany krzaczek czarnych porzeczek, który wydał owoce po raz pierwszy odkąd się tu wprowadziliśmy, zebrałam wszystkiego może ze dwie garści ale jednak to już postęp. Odkryłam również ku mojej wielkiej rozpaczy, że jedyna sadzonka czereśni, (wśród ponad 20 drzewek sadzonych od 5 lat) która  w końcu się przyjęła, zakwitła i wydała owoce- to jednak nie czereśnia lecz WIŚNIA! No cóż, życie znowu mnie oszukało. Ale ja się nie poddaje- na jesieni próbuję znowu!
lody agrestowe

       Na końcu podeszłam na krzaków agrestu, zasadzonych jeszcze przez poprzednich właścicieli domu. „Jakiż tu urodzaj”- pomyślałam patrząc na uginające się od owoców krzaczki. Spróbowałam paru owoców- pysznie słodkie i dojrzałe. „No mój Drogi!” powiedziałam do krzaka agrestu (tak, tak!! czasami rozmawiam z roślinami!) „Jeśli ty jesteś dla mnie tak miły i dajesz takie wspaniałe plony to ja się też postaram żebyśmy w końcu Cię polubili”.

agrest lody

       Siadłam do internetu i zapytałam Google o „gooseberry recipie”. Okazało się, że w USA i Wielkiej Brytanii agrest najczęściej jest wykorzystywany do deseru zwanego Gosseberry Cobbler (czyli duszony agrest zapiekany pod pierzynką ze słodkiego maślanego ciasta- ta opcja zdecydowanie nie dla nas ) oraz Gooseberry Fool- czyli deseru z duszonego agrestu, słodkiego jogurtu i często również bitej śmietany. Druga wersja wykorzystania agrestu spodobała mi się bardziej. Nie podobało mi się tylko duszenie owoców- my po prostu lubimy tylko świeży agrest- gotowanie lub duszenie zabija to co w nim najlepsze- jego charakterystyczny świeży i lekko cierpki smak.

agrest

       Postanowiłam więc agrestu nie dusić tylko zamrozić i zrobić z niego sorbet  a ten dopiero dodać do deseru. W międzyczasie zmieniłam jednak zdanie (jak to ja w kuchni) i zamiast deseru zaczęłam robić lody. Sorbet agrestowy okazał się przepyszny. Prawdziwa kwintesencja agrestowego orzeźwienia. Szczególnie, że przecierając go przez sitko pozbyłam się wszystkich pestek i otrzymałam naprawdę aksamitny mus. Musiałam się bardzo powstrzymywać ,żeby go łyżką nie wyjadać cały czas z zamrażarki.

      Natomiast połączenie cierpkiego sorberu z jogurtowo-śmietankowymi lodami okazało się strzałem w dziesiątkę. Ja, która w dorosłym życiu nie lubię lodów, tak długo chodziłam po dokładkę do lodówki, że wyjadłam wszystko co miało starczyć dla całej rodziny. Jakoś mi te lody niebezpiecznie przypominały te z dzieciństwa, które jadłam tonami i wydawałam na nie całe swoje kieszonkowe. Wtedy w słynnej w moim mieście cukierni Pani Budzińskiej były tylko 3 smaki : śmietankowe, czekoladowe i …owocowe (właśnie tak bardzo podobne w smaku do moich agrestowych).

krzaki agrestu

       Z ostatnią porcją lodów nałożoną do rożka poszłam do ogrodu usiadłam na stołeczku obok krzaczka agrestu:  „No, Mój Drogi!  Będą z nas przyjaciele! „- powiedziałam i pogładziłam kolczaste gałązki . Potem wzięłam koszyczek, nazbierałam do niego cały dojrzały agrest, umyłam, poporcjowałam i włożyłam do zamrażalnika.

       Z jednej porcji zaczęłam od razu robić następne lody dla moich chłopaków. Trzeba w końcu czymś przywitać Rycerzy wracających ze zwycięskiej bitwy. Szczególnie jeśli to jedyna na tysiąc lat bitwa w której udało nam się tak spektakularnie pokonać Niemców. Czy lody agrestowe godne będą Zwycięskich Rycerzy? Moim zdaniem- jak najbardziej.

lody z agrestu



Jagodzianki

Pamięci Mojej Ukochanej Babci
jogodzianki        Czarne jagody i potrawy z nich gotowane to smak mojego dzieciństwa. Moja ukochana Babcia była człowiekiem lasu, szanowała go i kochała miłością odwzajemnioną. Przez całe wakacje, każdego roku zabierała mnie i moją siostrę „na jagody”. To zawsze były wielkie wyprawy. Wstawałyśmy wcześnie rano, ubierałyśmy kalosze, na głowę chusteczki, brałyśmy swoje małe koszyczki (pełne wiktuałów babci) i wyruszałyśmy na dworzec kolejowy. Tam wsiadałyśmy do pociągu pełnego podobnych nam „jagodowych turystów”. 5 stacji, 3 tunele i 2 mosty dalej wysiadałyśmy i szłyśmy parę kilometrów do wielkiego lasu. Choć nam wydawał się ogromny nasza babcia znała go jak swoją własną kieszeń. Wiedziała gdzie rosną najlepsze i największe jagody, gdzie można znaleźć poziomkowe polany, gdzie maliny są najsłodsze i gdzie rosną największe i najczarniejsze jeżyny na świecie.

czarne jagody

       Znała nazwy wszystkich ziół  i pokazywała nam jaki można zrobić z nich użytek. Wiedziała jak odróżnić jadowitą żmiję od nieszkodliwego zaskrońca, jak siedzieć cicho i nie ruszać się żeby zobaczyć dzikie leśne zwierzęta. Jak po słońcu określić, która jest godzina, jak rozpoznać kierunki świata, jak odróżniać grzyby jadalne od trujących. Znała wszystkie leśne tajemnice: jak nazywają się różne gatunki drzew, które kwiaty są jadalne i jaki urodzi się motyl ze znalezionej gąsienicy, które ptaki kiedy odlatują do ciepłych krajów, dlaczego jelenie zrzucają rogi i czym tak bardzo zajęte są mrówki. Dlaczego nie można śmiecić w lesie i dlaczego jagody zbiera się ręcznie a nie maszynkami, które kaleczą krzaczki. Tego wszystkiego uczyła również nas, właśnie na wyprawach jagodowych.

jagodzianki

       Kiedy wracałyśmy wieczorem do domu po takiej wyprawie do lasu, Babcia choć bardzo zmęczona zawsze  przygotowywała nam przepyszną kolację używając tego co akurat przywiozłyśmy z lasu. Jesienią był to smakowity sos grzybowy, w sezonie jagodowym były to jagodowe pierogi, naleśniki z jagodami, jagodowy placek lub jagodzianki.

       Jeśli w lesie byłyśmy pracowite i udało nam się uzbierać dużo jagód, babcia zabierała nasze zbiory następnego ranka na targ, gdzie sprzedawała je za ogromne wtedy dla nas pieniądze. Wrzucałyśmy je potem do naszych skarbonek i oszczędzałyśmy na „coś ważnego”. Pieniędzy „jagodowych” nie wydawało się na byle co, wiedziałyśmy jak ciężko trzeba było pracować, zbierając jagódkę po jagódce i wkładając do słoiczka przywiązanego w pasie, ile razy trzeba było się schylić, ile kilometrów przejść, ile nadźwigać ciężkiego koszyka. Szanowałyśmy swoją pracę. Kolejna bezcenna jagodowa lekcja Babci.jagodzianki       Kiedy kończyły się wakacje. My szłyśmy do szkoły a Babcia zaczynała jeździć do lasu na borówki. Wracała wieczorem bardzo zmęczona z koszami pełnymi tych czerwonych cierpkich jagód z których robiła potem przepyszne konfitury na zimę. Zaścielała piękny, wielki, secesyjny stół w salonie białym obrusem i wysypywała na niego zawartość koszyków. „Babciu! Babciu! Pamiętałaś o nas?” pytałyśmy ją z siostrą. „Oczywiście” -odpowiadała. Rozgarniała czerwone borówki i wtedy dostrzegałyśmy gdzieniegdzie, pieczołowicie wyszukane przez nią w lesie i specjalnie dla nas zebrane pojedyncze czarne jagódki.  Biegłyśmy do kuchni, każda po swoją szklaneczkę i cierpliwie wybierałyśmy „nasze” jagódki ze stosu borówek. Babcia potem ucierała je każdej z nas ze śmietaną i cukrem.

        Powiedzcie mi czy istnieje na tym świecie większa miłość od „Miłości Babcinej”???na jagody

       Babci nie ma już z nami , odeszła parę lat temu. Wiecie jak wygląda niebo do którego poszła?

       Pełno tam wielkich lasów gdzie sezon jagodowy trwa przez cały rok. Babcia codziennie wyprawia się do jednego z nich wracając z koszem pełnym dobroci. Wieczorami gotuje z nich przepyszne potrawy w swojej niebiańskiej kuchni. Stołują się u niej wszystkie okoliczne Anioły. Bardzo łatwo je rozpoznać- to te które mają najwięcej fioletowo-jagodowych plam na swoich niebiańskich szatach. Och i wiecie co jeszcze ?- nadali jej tam na pewno nowe imię. Teraz nazywa się Pani Jagoda!jagodzianki, drożdżówki z jagodami

       W takie dni jak dzisiaj, w środku sezonu jagodowego tęsknię za Babcią najbardziej. Patrzę na mojego syna i żałuję, że to Ona nie pokaże mu i nie nauczy tych wszystkich wspaniałych rzeczy. Jak wąchać wiatr, jak słuchać ptaków, jak nie bać się deszczu i chodzić boso po trawie, jak oglądać wschody i zachody słońca,  jak obejmować drzewa jak patrzeć w gwiazdy, jak pokochać las… jak być człowiekiem.

       -Synku wyłącz ten komputer- proszę- Pakuj się. Jedziemy do lasu!

       -Do lasu?? Po co mamo?- pyta moje dziecko.

       -Jak to „po co”? -Na jagody! – odpowiadam.
czarne jagody, krzaki jagód       Wy też spakujcie się, zabierzcie swoje dzieci i pojedźcie z nimi do najbliższego lasu. Pokażcie im norę zająca, żeremie bobra czy wielkie mrowisko. Nauczcie, że te ptaki z czerwonymi główkami to dzięcioły a te z niebieskimi piórkami na skrzydłach to sójki. Znajdźcie tropy zwierząt i napijcie się wody ze strumienia, poszukajcie leśnych skrzatów i polnych wróżek, uplećcie wianki i ponadziewajcie znalezione poziomki na źdźbła trawy. Nazbierajcie jagód do koszyka, wróćcie do domu i razem upieczcie jagodzianki. Usiądźcie na werandzie ze szklanką mleka,  jagodzianką w dłoni i opowiedzcie swoim dzieciom o waszym dzieciństwie. Koniecznie opowiedzcie im jak bardzo kochały Was wasze BABCIE!IMG_0414-horz



Zupa miętowo-groszkowa

zupa groszkowa       Zupa dla najprawdziwszej księżniczki na ziarnku grochu. Choć ma w sobie coś z pokornej prostoty to jednak jest kwintesencją świeżości i wytworności.  Subtelna a zarazem sycąca, idealna na letnie przyjęcia oraz nieśpieszny obiad jedzony na werandzie. Dla mnie : lato uosobione, pochwała prostoty w kuchni, jeden z tych przepisów gdzie „mniej znaczy więcej”.zupa z zielonego groszku       Dobra zarówno ze świeżego jak i mrożonego groszku. Jeśli użyjecie świeżego ważne, żeby był mięciutki, soczysty i słodki. Taki który z przyjemnością zjecie na surowo. Jeśli ziarenka są już twardawe a strąki nie mają soczyście zielonego koloru- to nie jest groszek do tego przepisu! Tu liczy się jakość i świeżość każdego składnika- ponieważ jest ich mało powinny być najlepsze. zielony groszek

       Jeśli przyszłoby Wam do głowy robienie tej zupy z groszku w puszce- to zdecydowanie odradzam. W ogóle odradzam groszek w puszce. Wydaje mi się, że konserwowanie i sprzedawanie groszku w tej formie wyrządziło mu wiele złego.  Większość ludzi która „nienawidzi zielonego groszku”- próbowała go właśnie TYLKO w tej puszkowej wersji.

zupa groszkowa z miętą

       To co świeże zawsze jest najlepsze -wiedzą o tym wszyscy, którzy uprawiają groszek w ogródku. Sezon na to warzywo trwa jednak zbyt krótko i właśnie się kończy. Poza sezonem jedynym dobrym rozwiązaniem jest groszek mrożony. Mrożone ziarenka zachowują swoją świeżość, są soczyste (nie mączne jak te z puszki), słodkie i obłędnie zielone. Swoją drogą, jak oni to robią? Gotowany, nawet najświeższy, groszek nie ma takiego intensywnego koloru. Czyżby go barwili?? (popatrzcie na  zdjęcie poniżej). Mam nadzieję, że nie!

       Mrożony groszek gotuje się tylko chwilę (po zalaniu wrzątkiem wystarczą 2-3 minuty) możecie używać go wszędzie tam gdzie do tej pory wykorzystywałyście groszek w puszce.  Np. wasza sałatka z majonezem nabierze zupełnie innego świeżego i lżejszego smaku – spróbujcie koniecznie.

zielony groszek

       Drugi ważny składnik tej zupy to liście mięty- one są nutą szlachetności w tym duecie. Powinny być delikatne, najlepsze te zrywane z samych czubków gałązek, jeszcze lepsze te uprawiane w domu w doniczkach (ich listki są zawsze delikatniejsze). Jeśli liście będą twarde zupa też będzie smaczna, jednak nie zmiksują się idealnie na krem i będziecie wyczuwać ich kawałeczki podczas jedzenia (a może nie warto się tym przejmować?, może przepuśćcie wszystkie moje uwagi na temat składników przez filtr informacji że pisze je chorobliwie perfekcyjna perfekcjonistka;-))  Mięty w przepisie ma być dużo, nie obawiajcie się jej.

zielony groszek zupa z miętą

       Przepis nie jest wegański ale można go łatwo zmodyfikować używając mleka lub śmietanki kokosowej zamiast kremówki a masło po prostu pominąć. Nigdy go nie robiłam w takiej wersji jednak wierzę, że zupa będzie OK. (robię np. szparagową zupę krem z mlekiem kokosowym i smakuje nieziemsko). Zupę można podawać z grzankami, prażonymi płatkami migdałów lub innymi dodatkami, np. z kwiatami rumianku jak na zdjęciach (są jadalne).
Teraz nie pozostaje mi już nic innego jak życzyć smacznego wszystkim księżniczkom i ich paziom;-)))



Witam-Poznajmy się!

Witam serdecznie na moim blogu. Jeszcze Was wszystkich zupełnie nie znam i czuję się trochę onieśmielona.

     Jak Was sobie wyobrażam? Myślę, że jesteście osobami podobnymi do mnie. Lubicie piękno zarówno to które Was otacza jak i to które nosicie w sobie. Lubicie mieć dookoła kochających Was ludzi i spędzać z nimi jak najwięcej czasu. Wasze ulubione miejsce w domu to kuchnia- to Wasze królestwo. Wierzycie, że gotowanie to trochę jak alchemia lub czary, że kiedy się bardzo postaracie to wasze potrawy smakować będą waszymi myślami i uczuciami.

Truskawki
Czasami jesteście perfekcjonistkami i nie odpuszczacie choćby nie wiem co. Potraficie spędzić parę godzin nad problemem, którego inni nawet nie zauważyli. Co z tego?- Wy widzicie, Was to denerwuje- wiec to zmieniacie. W ogóle lubicie zmieniać świat!!!  Lubicie jak coś jest zrobione dobrze- jeszcze lepiej- NAJLEPIEJ jak potraficie. Lubicie żyć pełnią życia, lubicie mieć pasje, lubicie uczyć się nowych rzeczy i spotykać nowych ludzi.polne kwiaty
Macie też jednak gorsze dni i wtedy sobie folgujecie. Siedzicie za długo przed komputerem, jecie za dużo czekolady, nie odbieracie służbowego telefonu, zamawiacie na obiad pizzę, odpuszczacie codzienną medytację, burczycie na dzieci i pozwalacie psu samemu wyprowadzić się na spacer. I choć wiecie, że macie do tego pełne prawo to jednak wyrzuty sumienia nie pozwalają Wam trwać zbyt długo w takim stanie.  Nauczono Was, że na wszelkie smutki najlepsza jest ciężka praca więc nie rozczulacie się nad sobą tylko wkładacie buty i idziecie biegać lub wyrywać chwasty w ogródku, ewentualnie wyprasujecie stertę ubrań (słuchając jakiegoś wykładu lub e-booka żeby nie marnować czasu) lub idziecie do kuchni i pieczecie ciasto. Uwielbiacie kiedy za oknem pada deszcz, cała rodzina w komplecie w domu a wy w kuchni pieczecie ciasto (to wg. Was- STAN IDEALNIE DOSKONAŁY).czerwone porzeczki
Jesteście namiętnymi czytelniczkami blogów kulinarnych. Robicie to dla czystej przyjemności, wcale nie chcecie ugotować tych wszystkich potraw (a może chcecie ale ostatecznie i tak wam brakuje na to czasu). Już dawno zamieniłyście czas spędzany przed telewizorem na ten przesiedziany w sieci. Gromadzicie przepisy i zdjęcia kulinarne tak jak inne kobiety torebki i buty. Czytacie książki kulinarne jak najlepsze kryminały. Wierzycie, że gotowanie może być sztuką. lato
A może należycie do kategorii tych „szalejących z aparatem”? A fotografia to Wasza życiowa pasja? Odkryłyście już wielką tajemnicę, że świat widziany przez obiektyw aparatu wygląda zupełnie inaczej: piękniej, magiczniej. Dostrzegacie piękno tam gdzie inni go nie zauważają i potraficie zaczarować świat tak aby na waszych fotografiach wyglądał jak z bajki. winorośl      A może jesteście do mnie zupełnie niepodobne? Może macie w życiu inne wartości, inne pasje, może myślicie zupełnie inaczej niż ja? Może nasze drogi zawsze biegłyby sobie, gdzieś obok, równolegle a dzięki temu miejscu skrzyżują się. Może spotkamy się na tym skrzyżowaniu i okaże się, że bardzo nas ciekawi co mamy sobie nawzajem do powiedzenia? wiśnie     Bardzo jestem Was ciekawa! Kim jesteście moje czytelniczki,(i czytelnicy?)?? Czy się zaprzyjaźnimy? Czy będziecie mnie tu często odwiedzać, wpadać na kawałek dobrego ciasta, na pogaduchy do północy? Już nie mogę się doczekać, żeby Was wszystkich poznać bo przecież powierzam Wam właśnie owoc mojej ciężkiej kilkumiesięcznej pracy.  (Błagam nie pytajcie dlaczego tytuł Green Morning- sama nie do końca wiem dlaczego! Wiem za to, że wielkie podziękowania należą się Przemkowi Chojnickiemu, który wytrzymał ze mną te parę miesięcy i pomagał przy stworzeniu bloga od strony informatycznej.). Umieściłam dla Was już parę wpisów abyście mogły poczytać czego po tym miejscu się spodziewać. Każdy z nich będzie zawierał dużo zdjęć, często jakąś historię lub problem o którym chcę wam opowiedzieć oraz na samym końcu przepis- w osobnej ramce (można go wygodnie wydrukować i zabrać ze sobą do kuchni).  Będą też wpisy jak ten nie do końca kulinarne, będą wpisy o fotografii. Tak przynajmniej planuję Ale któż to wie? Może życie i Wasze oczekiwania zupełnie zweryfikuje moje plany?zboże      Zajrzyjcie koniecznie również na podstrony: w „Przepisy” znajdziecie indeks kulinarny podzielony na działy. Wyszukiwać przepisy możecie także używając „Znajdź” (ta wyszukiwarka szuka również po tagach i produktach użytych do przygotowania danego przepisu). W „Kursy” zapraszam na organizowane przeze mnie szkolenia fotografii kulinarnej, w „Foto” znajdziecie moje portfolio (strasznie długo się otwiera ale chyba warto poczekać) w „Kontakt” są wszystkie linki do moich kont na portalach społecznościowych. W „Subskrybuj” można zapisać się do newslettera- czyli otrzymywać powiadomienie ma mail za każdym razem kiedy na blogu pojawi się nowy wpis. Subskrybować możecie też komentarze w danym wątku, kiedy chcecie śledzić czy odpowiedziałam na Wasze pytania. Opcja pisania i czytania komentarzy pojawia się kiedy w dany wpis wejdziecie (robi się to klikając na tytuł) jeśli tego nie zrobicie jesteście na stornie głównej („Blog”) i widzicie wszystkie wpisy jeden pod drugim ale bez komentarzy. Jest też strona „O mnie” gdzie piszę trochę o historii swojego gotowania. Może się tak zdarzyć, że przeglądarka której używacie wyświetla ten blog inaczej niż go zaprojektowałam. Dzieje się to najczęściej przy starych wersjach Internet Expolera lub Firefoxa (Mozilli). Jeśli zaktualizujecie przeglądarki problem zniknie. truskawki      Tyle przewodnika po stronie. Teraz zamykam oczy i …publikuję w końcu ten blog (jeśli nie zrobię tego teraz to będę go doskonalić przez następne parę miesięcy). Mam nadzieję, że zajrzy tu chociaż parę osób. Jeśli będziesz to właśnie Ty, proszę napisz jakiś krótki komentarz. Napisz o sobie- bardzo jestem ciekawa kim jesteś? Napisz o tym jak Ci się podoba (lub nie podoba) blog. Jeśli widzisz lub spotykasz jakiś problem(z przepisem lub informatyczny) napisz również- postaram się pomóc. W ogóle postaram się „być tu dla Was”! Do zobaczenia więc na GreenMorning!

pozdrawiam serdecznie Kinga



Bezy bez jajek. Niemożliwe?

bez jajek, bezy, vegańskie bezy, vegan meringue

Niemożliwe to termin ze słownika głupców, w twoim słowniku nie istnieje” – tak zwykł tysiące razy mówić do mnie mój Guru. A żeby za słowami podążały czyny jeszcze częściej słyszałam „Niemożliwe? Dajcie to Cintamani (czyli mnie) do załatwienia, wtedy przestanie być niemożliwe”.

        Za pierwszym, drugim, dziesiątym razem powtarzasz sobie „nie, to nie do zrobienia, to się nie uda, nikt tego jeszcze nie zrobił, to NIEMOŻLIWE” ale jakimś cudem jeśli włożysz w to całe swoje serce, determinację, nie poddasz się kiedy przyjdą pierwsze komplikacje i brniesz dalej- to okazuje się, że za pierwszym, drugim i nawet dziesiątym razem udaje się. Większość naszych ograniczeń siedzi w nas samych a z mojego skromnego doświadczenia życiowego w 90% przypadków CHCIEĆ to MÓC. Oczywiście droga od chcieć do móc jest dużo dłuższa niż krótkie słówko „to” pomiędzy dwoma wyrazami. Aby ją przebyć najczęściej potrzebne są: czas, pot, łzy, ciężka praca, nieprzespane noce i dużo, dużo, dużo samozaparcia. Jednak to nie wszystko.

believe

        Tak jak każda podróż zaczyna się od pierwszego kroku tak podróż od CHCIEĆ do MÓC zaczyna się od WIARY. Wiary, że damy radę. Bez niej prędzej czy później pobłądzimy w podróży. Jeśli nasza wiara jest słaba to i my słabniemy po drodze do MÓC. Wtedy wspaniale jest (jeśli jeszcze go nie mamy) znaleźć kogoś kto w nas uwierzy. Taka „wiara drugiego człowieka” jest jak zapasowa para butów a częściej nawet jak para skrzydeł. Dar takiej wiary to największy skarb w plecaku wędrowca od CHCIEĆ do MÓC.Jest jak błogosławieństwo.Jeśli rodzice mogliby ofiarowywać swojemu dziecku tylko jedno błogosławieństwo na całe życie- te byłoby (wg. mnie) najodpowiedniejsze.

W średniowiecznym Bengalu, wśród elokwentnych mówców popularna była taka oto modlitwa:

mūkaṁ karoti vācālaṁ paṅguṁ laṅghayate girim

yat-kṛpā tam aham vande śrī guruṁ dina tāriṇam

Ten przepiękny XIV-wieczny cytat towarzyszy mi często w drodze z CHCIEĆ do MÓC. Powtarzam go jak mantrę, szczególnie w chwilach kiedy droga prowadzi pod górkę.  Moje tłumaczenie brzmi mniej więcej tak:

„Kłaniam się Guru gdyż dzięki Jego błogosławieństwom,
nawet chromy może przejść góry a niemowa elokwentnie recytować poezję”.

impossible

         Dzięki błogosławieństwu Guru, który przez całe lata ogromnej wiary we mnie, pakował do mojego plecaka, niezliczoną ilość zapasowych skrzydeł, powstało w moim życiu tak wiele rzeczy wielkich i małych. Tak wiele niemożliwych stało się możliwymi (jak choćby bezy bez jajek;-). Wśród setek lekcji, które od Niego w życiu dostałam ta jest jedną z najcenniejszych-  „Impossible is nothing”.

Kłaniam Ci się Guru i dziękuję bardzo.

             Z pewnością to wielka wiara we własne możliwości pomaga nam przejść od CHCIEĆ do MÓC…ale kiedy już do celu dotrzemy: rozpakujmy nasz plecak i policzmy błogosławieństwa. Pomyślmy o wszystkich wspaniałych ludziach którzy nam na tej trudnej drodze pomogli. Jeśli wtedy nie przyjdzie zrozumienie,że sukces zawdzięczamy również IM a nie wyłącznie sobie- to niestety wracamy do punktu wyjścia- czyli „słownika głupców”. Na nieszczęście oprócz „niemożliwe” dużo więcej tam haseł. Pomówimy o nich jednak innym razem. Bo przecież miało być o BEZACH!

           Bezy bez jajek- brzmi niemożliwie? A jeśli  jeszcze dodam, że wychodzą bez żadnych substytutów jajek w proszku, żadnej modyfikowanej soi, żadnych ulepszaczy, żadnych E z numerkiem? No więc z czego?! Z SIEMIENIA LNIANEGO. Cudownie zdrowego, napakowanego kwasami tłuszczowymi omega 3 i 6 .

IMG_6085-tile

           Ci którzy maja doświadczenia z piciem wywaru z nasion lnu (idealny na wrzody żołądka) kręcą teraz nosem- to okropne w smaku- mówią. Maja rację, kisiel lniany jest okropny (wierzcie mi piłam go nie raz). Jednak zamieniony na słodką piankę wysuszony w piekarniku przechodzi transformację niebywałą. Polecam spróbować nie tylko wrzodowcom;-))

IMG_5993left-tile

          Moja droga z CHCIEĆ do MÓC aby stworzyć przepis na bezy bez jajek trwała ponad miesiąc. Eksperymentowałam z siemieniem lnianym, złotym i brązowym (złote jest zdecydowanie lepsze w tym przepisie), próbowałam różnych proporcji i gęstości kisielu (wcale nie lepszy im gęściejszy), prawie zatarłam swój ręczny mikser (do tego przepisu zdecydowanie polecam stojący robot kuchenny, jeśli nie macie pożyczcie od przyjaciółki- ja tak zrobiłam- Aldono, wielkie dzięki!), próbowałam różnych dodatków smakowych (wszystkie niestety wpływały niekorzystnie na strukturę bezy), próbowałam dodatków wzmacniających strukturę bezy (odrobina zamiennika jajek w proszku, powodowała, że bezy wyrastały trochę wyższe ale dla mnie i bez tego były OK).

bezy bez jajek, vegan meringue



Akacja w tempurze

kwiaty akacji w tempurze Jakie kwiaty lubię?-wszystkie.  Najbardziej jednak te jadalne: fiołki, bratki, róże, nasturcje, nagietki, jaśmin, kwiaty dyni, cukinii, brokułów, ogórecznika. Lecz najbardziej-najbardziej KWIATY AKACJI. Miód akacjowy to mój ulubiony a kwiaty akacji w najlepszej fazie kwitnienia smakują właśnie jak on. Z kwiatów akacji można robić konfiturę jak z płatków róż, można urozmaicać nimi sałatki. Moja serdeczna przyjaciółka robi z ich dodatkiem racuchy. Ja smażę całe kwiaty w tempurze i wychodzi z tego wykwintna i oryginalna przekąska.  akacja w tempurze
Akacja kwitnie z reguły około 10-14 dni, z czego 3-4 dla zbiorów są najważniejsze. Kiedy kwiaty akacji są najsmaczniejsze wiedzą najlepiej pszczoły. Jeśli spojrzysz na drzewo i widzisz wokoło mnóstwo uwijających się owadów znaczy to, że na ciebie również nadszedł czas. Pszczoły zbierają nektar i pyłek, ty zbierasz całe gałązki kwiatów jednak wszystkim nam chodzi o to samo o słodycz i aromat. Jeśli przechodząc obok kwitnącego drzewa (szczególnie wieczorem) musisz się zatrzymać- bo zapach jest tak intensywny i upajający- znaczy to że,  właśnie jest odpowiedni czas aby zrywać kwiaty do tego przepisu.
kwitnąca akacja
Tak samo ważne jak pora jest miejsce zbiorów. Akacji jak wszystkich jadalnych kwiatów nie można zbierać byle gdzie. Kwiaty idealnie chłoną i zbierają z powietrza wszystkie zanieczyszczenia. Dlatego po kwiaty akacji chodzi się do lasu lub na dzikie łąki. Zdecydowanie odradzam zbieranie kwiatów przy drogach czy parkingach. Nie polecam również parków gdzie drzewa mogą być opryskiwane środkami ochrony roślin. Najlepiej posadzić akację we własnym ogrodzie, rośnie bardzo szybko i nie wymaga zbyt wiele pielęgnacji. Wręcz przeciwnie, trzeba przed jej ekspansją chronić inne rośliny.
akacja w tempurze