Moi Drodzy- jest jeszcze jedno wolne miejsce na kurs fotografii kulinarnej w te wakacje. Termin to 21, 22 sierpnia godz. 10.00-16.30. Kurs jest dwuosobowy i jedna osoba już na ten kurs jest zapisana- poszukujemy drugiej 🙂 To jest ostatnia szansa aby przyjechać na kurs do mnie w najbliższych paru miesiącach. Wszystko na wakacje już dawno zarezerwowane, cały wrzesień jestem poza normalnym kalendarzem szkoleń bo fotografuję książkę (nie, nie moją!) a na październik stoi już kolejka na zapisy (ale mi się klaruje dwutygodniowy wyjazd do RPA i dopóki się nie wyklaruje to nie otwieram jeszcze rezerwacji).
Tylko jakoś ten 21,22 sierpnia nikomu dotąd nie podpasował. Może ktoś jest chętny? Super współkursantka czeka. Solidna dawka wiedzy i praktyki fotograficznej czeka, moje domowe studio czeka. Więcej informacji na temat samego kursu i jego ceny znajdziecie TUTAJ click . Jeśli jesteście chętne/chętni trzeba po prostu wypełnić formularz w tym samym linku na dole strony a w uwagach wpisać datę 21,22 sierpnia. To jak? – do zobaczenia niebawem?
Ps. Na wszystkie pytania i wątpliwości odpowiem w komentarzach poniżej lub mailowo greenmorning.pl@gmail.com lub przez kontakt na blogu- zapraszam.
Witam serdecznie, trochę pod prąd z tymi zdjęciami pełnymi słońca. W nastroju mało świątecznym za to z przepisem na pyszną, orzeźwiającą, zdrową, dietetyczną salsę z mango. Coś w sam raz do wypróbowania po świątecznym obżarstwie 🙂 Jak pewnie pamiętacie na przełomie października i listopada odwiedziłam hiszpańską Andaluzję gdzie fotografowałam lokalne uprawy- głównie mango, awokado i oliwki. To był piękny czas, w bardzo uroczym miejscu, we wspaniałym towarzystwie (postaram się napisać o tym osobny wpis i pokazać trochę więcej zdjęć z tego miejsca). Spełniłam kolejne swoje marzenie by móc fotografować na drzewie jeden z moich ukochanych owoców- MANGO.
Nie wiem czy wiecie ale w wielu krajach naszego globu mango uważane jest za najwspanialszy owoc świata. Oryginalnie pochodzi z Indii ale mangowe drzewa uprawia się obecnie w wielu zakątkach globu. M.in na południu Europy (hiszpańska Andaluzja gdzie byłam to zagłębie mangowe),na Filipinach, Florydzie, w Tajlandii, Pakistanie, Australii, Meksyku i wielu krajach Ameryki Południowej. Istnieje ponad 100 odmian mango o skórce w wielu kolorach od intensywnej żółci, poprzez pomarańcz, ciemną zieleń, głęboką czerwień aż do fioletowej czy różowej purpury. Miąższ jednak zawsze pozostaje żółto- pomarańczowy (przynajmniej u tych odmian które widziałam i jadłam). Drzewa mango są duże z podłużnymi grubymi liśćmi, bardzo żywotne (owocują nawet do 300 lat) bardzo przypominają drzewa awokado i mnie osobiście trudno rozróżnić je od siebie kiedy nie owocują. Nawet owoce rosną podobnie jak u awokado na długich często nawet półmetrowych ogonkach.
Są różnych kształtów i rozmiarów- od wielkości zaciśniętej dziecięcej piąstki począwszy na olbrzymich nawet kilogramowych owocach skończywszy. Za najlepszą odmianę w świecie uchodzi indyjskie Alphonso Mango(choć uważajcie z wygłaszaniem publicznie takich opinii w innych krajach produkujących ten owoc!) jest bardzo niepozorne, malutkie, z plamami na pomarańczowej skórce, miąższ ma jednak niesamowicie słodki,soczysty i orzeźwiający. W Indiach Hindusi porównują go do amrity- legendarnej ambrozji indyjskich Bogów. Jeśli kiedykolwiek będziecie mieli okazję je spróbować- polecam! W Warszawie w sezonie na indyjskie mango (czyli od kwietnia do końca lata) można kupić je w tym prowadzonym przez hindusów sklepie. Sprowadzają je co poniedziałek całymi kartonami z Londynu, ustawiają się po nie kolejki a czasami trzeba się nawet zapisywać na specjalna listę.
W pierwszej trójce najbardziej polecanych do spróbowania odmian umieściłabym jeszcze pochodzącą z Florydy odmianę Glenn (ma cudowny aromat, parę owoców umieszczonych w kuchni może posłużyć jak najlepszy odświeżacz powietrza) i Ataulfo. To tą odmianę można w Meksyku zjeść nadzianą na patyk, finezyjnie ponacinaną w kształt róży i obficie posypaną (!!!)… ostrą papryką (kto był w Meksyku ten wie o czym mówię). Słodkość owocu mango często w kuchniach świata przełamywana jest nietypowo- np. czosnkiem, chili czy cebulą. Wiem,wiem, brzmi dziwnie ale zapewniam- smakuje genialnie- przekonacie się jeśli tylko spróbujecie dzisiejszego przepisu na salsę. Pochodzi on (wraz z wszystkimi dzisiejszymi zdjęciami) z sesji wykonanej do styczniowego numeru Magazynu Moje Gotowanie. Można już go znaleźć w kioskach wraz z innymi moimi przepisami na wykorzystanie mango. Oprócz salsy, znajdziecie tam pyszny sernik na zimno z mango, oryginalną sałatkę z marynowanymi w mango i grillowanymi warzywami, mango lassi- słynny indyjski słodki napój i mango sushi (na słodko, z pysznym mleczno-kokosowym ryżem).
W Polsce niełatwo jest dostać dobre mango– to co oferuje większość sklepów w żaden sposób nie przypomina króla owoców. Tym którzy nie mieli doświadczenia z dobrym mango tłumaczę, że jest to taka różnica jak pomiędzy pysznymi polskimi czerwcowymi truskawkami a tymi plastikowymi niewiadomego pochodzenia sprzedawanymi w zimie w supermarketach.
Najlepsze mango sprzedawane powszechnie w Polsce można kupić w Biedronce (i nie, to nie jest pseudo-reklama albo lokowanie produktu). Pochodzi najczęściej z Ameryki Południowej lub z Hiszpanii i jest dojrzałe- czego nie można powiedzieć o owocach sprzedawanych w innych sklepach. Bo mango jest dobre dopiero wtedy kiedy dojrzeje, jak to sprawdzić -owoc powinien być miękki- nie kupujcie twardego mango– większość z nich nigdy nie dojrzeje a co za tym idzie nie nabierze słodyczy. Dojrzałość owocu sprawdza się dokładnie tak samo jak u awokado. Należy lekko nacisnąć skórkę, miąższ powinien ustąpić ale z lekkim oporem. Nie kupujcie również bardzo miękkich owoców będą najczęściej przejrzałe i lekko sfermentowane. Mango sprzedawane jest w Polsce jeszcze w dwóch formach – jako suszone owoce (są przepyszne- polecam spróbować) i w puszce- rzadziej jako kawałki owoców częściej jako owocowa pulpa. Jest ona dobrym substytutem puree ze świeżych owoców, idealnie nadaje się do deserów, lodów, lassi, smootie i koktajli. Poeksperymentujcie z mango- jest tego warte- nie bez przyczyny to przecież „król owców”. Zacznijcie od tego prostego przepisu na salsę- jestem pewna, że Wam posmakuje.
ORZEŹWIAJĄCA SALSA Z MANGO
(jedna z lepszych sals jaką jadłam!)
1 duże dojrzałe mango
1 małe dojrzałe awokado
1/2 krótkiego ogórka szklarniowego
1 mała czerwona cebula
1/2 małej czerwonej papryki
świeże chili lub różowy pieprz (dla tych, którzy lubią)
parę gałązek mięty lub świeżej kolendry
sok z limonki lub cytryny około 3-4 łyżek
Mango, awokado i cebulę obrać, drobno posiekać razem z ogórkiem, papryką i listkami ziół. Doprawić sokiem z cytryny i ewentualnie posiekanym świeżym chili czy utłuczonym w moździerzu różowym pieprzem. Pozostawić w lodówce na godzinę aby smaki się przegryzły. Podawać samą lub jako dodatek do ryżu i curry.
Jeśli ktoś lubi można salsą lekko posolić ale warto to zrobić dopiero po wyjęciu z lodówki i spróbowaniu- z reguły jej smak jest kompletny bez soli a jeśli salsa wydaje nam się niedoprawiona to naszym pierwszym wyborem powinien być sok z cytryny.
Moi Drodzy,
po długiej przerwie przyjmuję znowu zapisy na moje kursy fotografii kulinarnej. Trochę zmieniam zasady i chcę dać pierwszeństwo osobom, które zgodzą się uczestniczyć w kursach dwuosobowych zamiast indywidualnych. Mam nadzieję, że ten zabieg znacznie skróci czas oczekiwania na warsztaty ze mną- bo teraz potrafił on wynosić nawet do 3 miesięcy.
Zaczęłam uczyć fotografii kulinarnej w określonym celu- chciałam pomagać tym, którzy zaczynają przygodę z tą trudną sztuką. Dobrze pamiętałam jakie to uczucie, kiedy na początku drogi tak bardzo pragniesz zdobyć wiedzę a nie znajdujesz nikogo, kto chciałby się nią z Tobą w uczciwy, prosty i rzetelny sposób podzielić.
Sama swoją wiedzę zdobywałam żmudną metodą prób i błędów oraz nauki na własnych porażkach. Dobrze pamiętam do jakiej frustracji i straty czasu potrafi to zaprowadzić. Dlatego obiecałam sobie, że kiedy już dojdę do etapu w którym tą wiedzę w końcu zdobędę- postaram się nią podzielić z innymi. Wiem też, że jeśli na tym początkowym etapie bardzo wiedzy potrzebujesz – to pragniesz ją dostać „tu i teraz” a nie czekać aż 3 miesiące.
Dlatego po długich przemyśleniach postanowiłam zmienić trochę system szkoleń u mnie i spróbować zastąpić kursy indywidualne- dwuosobowymi. Pozwoli mi to skrócić kolejkę oczekujących bez straty na kameralności i efektywności zajęć. Przez ostatnie miesiące testowałam takie rozwiązanie wielokrotnie i z całą odpowiedzialnością stwierdzam, że dobrze się sprawdza i ma nawet wiele plusów.
Bez wątpienia należą do nich znajomości, które kursanci u mnie zawierają- wielu z nich zaprzyjaźnia się a potem wspiera i inspiruje w swojej drodze fotograficznej. Jeśli jest to kurs „zaawansowany” – kursanci uczą się nie tylko ode mnie ale i od siebie nawzajem, wymieniają poglądy oraz zdobyte wcześniej doświadczenia.
I choć organizacja takich kursów wymagać będzie ode mnie dużo więcej pracy logistycznej:
a/. dobierania zgłaszających się osób w pary na odpowiednim poziomie wiedzy
b/. dopasowania im odpowiedniego terminu.
Uważam, ze jest to warte świeczki i zamierzam spróbować.
Właśnie udostępniłam trochę terminów wakacyjnych i jeszcze nie wszystkie są zajęte. Starałam się wysłać informację do wszystkich oczekujących w kolejce, jeśli jednak kogoś pominęłam to bardzo przepraszam i piszcie na mail lub ponawiajcie zgłoszenie przez formularz na dole tej strony.
Więc jak? Do zobaczenia w te wakacje? Będzie mi bardzo miło gościć Was w moim studio!
To był wspaniały rok. Trudno go opisać bo tyle się działo, że musiałabym tu opublikować 20 stron aby wszystko zmieścić. Wiem jednak, że podsumowania są w życiu ważne. Pozwalają popatrzeć na nasze życie z perspektywy, zatrzymać się, spojrzeć wstecz i powiedzieć sobie „ciężko pracowałam i dużo osiągnęłam, dałam radę i zasłużyłam na te wszystkie dobre rzeczy, które mnie spotkały”. Wiem, że to trudne i wielką sztuką jest zrozumieć , że MY I TYLKO MY SAMI jesteśmy kowalem własnego losu i tylko my i nikt inny odpowiadamy za to jak ono wygląda. I dopóki sami nie damy sobie prawa do tego aby przydarzały nam się w życiu piękne rzeczy dopóty one nie przyjdą, dopóki odpowiednio nie doceniły tych które się już pojawiły- dopóty pozostaniemy w dziwnym uczuciu niespełnienia które podszeptuje nam, że „nie masz wpływu na swoje życie, nic już nie zmieni się na lepsze”. Otóż to nieprawda!! Wszystko się może zmienić- trzeba tylko dać sobie szansę i dostrzec, że „przecież tak wiele już osiągnęłam”. Dlatego podsumowania są ważne, zróbcie je a zobaczycie, że Was pozytywnie zaskoczy. Oto moje (w bardzo dużym skrócie).
2015 rok zaczęłam wielką cytrusową przygodą na Sycylii. Pamiętacie? Tutaj i tutaj. Z cytrusowego raju nie tylko przywiozłam wiele pięknych zdjęć ale i wspaniałe nowe znajomości, które owocują do dziś. Między innymi tym, że na początku 2016 roku wracam na Sycylię znowu. Tym razem organizuje tam wyjazd fotograficzny dla grupy moich 11 wspaniałych kursantek. Oj będzie się działo!
W kwietniu odwiedziłam Dublin aby (po wielkich wahaniach czy dam radę) po raz pierwszy uczyć fotografii kulinarnej PO ANGIELSKU i to w dużej grupie. To było ogromne wyzwanie i wydawało mi się, że pokonałam Golita do czasu aż na tym właśnie kursie poznałam głucho-niemą dziewczynę, która przyszła do mnie z dwójką tłumaczy języka migowego aby spełniać swoje marzenia i uczyć się fotografii kulinarnej. Pomyślałam sobie wtedy -Wójcicka- gdybyś miała choć trochę determinacji i odwagi tej wspaniałej dziewczyny- zawojowałabyś świat. Jeśli kiedykolwiek jeszcze powiesz sobie, „to dla mnie za trudne” lub „nie dam rady” – urwę Ci ten rudy łeb!
I… poskutkowało:)
Wiosną nawiązałam współpracę z magazynem Weranda Country i wydaje się, że będzie to romans na dłużej. Moje zdjęcia i przepisy ukazały w marcowym, sierpniowym i grudniowym numerze. A już w następnym lutowym wydaniu będzie ich tam cała masa- (prawie 20 na 9 stronach!!!). Już od 2 lat stale współpracuje także z Magazynem Voyage, tutaj moja sesja do listopadowego numeru a tutaj do grudniowego, moje zdjęcia z przepisami ukazały się też w lutowym i kwietniowym wydaniu. Po raz kolejny kupiły też ode mnie zdjęcia: niemiecki magazyn Burdy- „Sweet Dreams”, oraz francuski „Plantes & Sante”. Pracowałam też dla moich wspaniałych klientów z kanadyjskiej agencji reklamowej.
Cały maj fotografowałam przecudny projekt społeczny dla Fundacji Rozwoju Obywatelskiego. Spotkałam wielu wspaniałych ludzi, którzy poprzez jedzenie pomagają innym. Np. fundacja Kisz-Misz w której gotują uchodźcy. Kobiety z Senegalu, Syrii, Czeczenii znalazły tu nowy start i pracę gotując w firmie kateringowej serwującej ich narodowe specjały na przyjęciach zamawianych przez klientów. Lub tutaj gdzie „trudna” młodzież „wzięła się sama za siebie” i stworzyła sobie miejsca pracy a przy okazji jedno z najlepszych wegańskich bistro w Warszawie. Do pomocy w projekcie zaprosiłam Magdę Klimczak z bloga Daretocook, która wyobraźcie sobie była moją pierwszą kursantką, kiedy rozpoczynałam moją przygodę z uczeniem innych. Teraz Magda jest cudnym fotografem kulinarnym i pracuje m.in. dla Magazynu KUKBUK. Nasze wspólne zdjęcia posłużyły do zilustrowania specjalnego katalogu opisującego 10 cudnych społecznych inicjatyw na terenie całej Polski. Niedawno dowiedziałam się, że publikacją jako wyjątkową zainteresowało się prestiżowe wydawnictwo Delicious Book Design- zbierające najciekawsze publikacje kulinarne 2015 roku do swojej specjalnej książki.
W wakacje po raz pierwszy odwiedziłam Chorwację i zakochałam się bez reszty w tym kraju. Lato były też dla mnie bardzo intensywne po względem prowadzonych kursów fotografii kulinarnej. . W tym roku z moich kursów skorzystało szalenie dużo osób (mój mąż niezmiennie jest zadziwiony – „Naprawdę tyle osób w Polsce chce uczyć się fotografii kulinarnej?!).
Były u mnie wielkie sławy jak Dominika Wójciak (zwyciężczyni ostatniej edycji Master Chef), Kinga Paruzel, Tomasz Deker czy Iga Sarzyńska (z którą się bardzo polubiłyśmy i na pewno jeszcze zrobimy bardzo wiele dobrych rzeczy razem). Były też dziesiątki innych osób profesjonalnych fotografów i zupełnych amatorów, każdą z nich polubiłam, każdą pamiętam, każdej kibicuję, i za każdą trzymam kciuki. Wiele osób przyjechało z zagranicy (Turcji, Niemiec, Luksemburga, Islandii, Belgii, Anglii, Litwy) Z wieloma osobami zawarłam przyjaźnie, bliższe znajomości, angażuję je w swoje projekty, pomagam jak potrafię. Wiele osób wraca do mnie po roku lub dwóch aby nauczyć się czegoś nowego. Niektórzy z moich kursantów robią kariery fotograficzne i zaczynają zarabiać na fotografii kulinarnej. Wiedzieć, że miałam w tym swój malutki udział- jest jednym z najwspanialszych uczuć w moim życiu. Pozdrawiam Was wszystkich moi kursanci! Zaczyna mi się z Was robić wielka fotograficzna rodzina. Tak wielka, że powoli wydaje mi się, że mnie lekko to wszystko przerasta. I wtedy sobie powtarzam „Wójcicka jeśli kiedykolwiek….. to w…. łeb!…” I….wyobraźcie sobie … cały czas skutkuje :)))
Jesienią moje życie fotograficzne bardzo przyspieszyło. Dzięki jednej z moich niemieckich kursantek pojechałam pod Hamburg fotografować dla cudownej rodziny Ellenbergów ich wielką ziemniaczaną bio-farmę. Uprawia się tam ponad 100 odmian ziemniaków we wszystkich kolorach tęczy. I tu powinien być link do wpisu o tej wyprawie ale niestety cały czas czeka aż się nad nim do końca pochylę. Zupełnie nie miałam na to czasu… gdyż w październiku okazało się, że dostałam dotację unijną na zakup nowego sprzętu fotograficznego i założenie swojej własnej firmy fotograficznej. Wszystko potoczyło się tak szybko, ze aż trochę zakręciło mi się od tego w głowie. Mam więc teraz w pełni profesjonalny sprzęt oraz własną firmę i mogę się tytułować „Panią Fotograf”. Ale co dla mnie najważniejsze w końcu dostałam bodziec aby kupić wyposażenie studia fotograficznego i pójść krok do przodu i spróbować pracy ze światłem studyjnym. Dopiero się uczę i jeszcze długa droga przede mną ale jak zwykle okazało się to nie być takie trudne jak mi się na początku wydawało. „Wszystko jest skomplikowane dopóki nie zacznie być proste”- tam mawiał mój dziadek i miał zupełna rację. Powoli więc widzę już światełko w tunelu a co najważniejsze jestem dumna bo nauka fotografowania przy sztucznym świetle- była jednym z moich noworocznych postanowień na 2015 rok. Udało mi się je zrealizować dzięki -nomen-omen- jednemu z moich kursantów. Tomku– dziękuję bardzo!
Koniec roku przyniósł kolejne wyzwania. Moimi zdjęciami zainteresowały się dwie prestiżowe europejskie agencje fotograficzne. To był zupełny szok- chcą mnie w miejscach, gdzie swoje prace sprzedają wszystkie „moje guru fotografii kulinarnej”! Co ciekawsze bardzo szybko okazało się, że nie tylko chcą ale i sprawnie sprzedają moje fotografie. Dostałam też pierwszą na tyle zachwycającą propozycję sfotografowania książki kulinarnej, że zdecydowałam się na odważny i trudny projekt przełożenia na język fotografii czyichś wizji kulinarnych. To będzie parę miesięcy ciężkiej i odpowiedzialnej pracy za to już wiem, że w cudnym towarzystwie. Trzymajcie kciuki, żeby wszystko się udało- ruszam pełną parą w marcu.
2016 roku- mam nadzieję, że mnie nie zawiedziesz i będziesz dla mnie tak samo dobry jak twój poprzednik. Życzę tego sobie i Wam też życzę samych spełnionych marzeń, wykorzystanych szans i zrealizowanych postanowień w 2016 roku. Bo po podsumowaniach przeszłości warto przecież przejść do postanowień na przyszłość. Macie jakieś postanowienia na 2016 rok? Pochwalicie się? Bardzo jestem ich ciekawa! Moja lista cały czas powstaje…
Witam serdecznie moi Drodzy Czytelnicy. Wróciłam już z Sycylii gdzie fotografowałam dla In Campagna ale o tym innym razem (niebawem). Teraz mam dla Was małe zaproszenie, szczególnie dla tych ,którzy mieszkają na Wyspach Brytyjskich. Jakiś czas temu Lukas z PhotoWalkExpedition zaproponował mi zrobienie warsztatów fotografii kulinarnej w Dublinie. Ich firma organizuje fotograficzne wyjazdy do naprawdę ciekawych zakątków świata, zajrzyjcie tam koniecznie. Tym razem postanowili zorganizować jednak nie ekspedycję a warsztaty fotograficzne na miejscu (ze mną!).
W pierwszej chwili zawahałam się czy dam radę poprowadzić warsztaty po angielsku, bo to naprawdę duże wyzwanie nauczać w obcym języku. Ale po telekonferencji na skype okazało się, ze mój angielski jest wystarczająco dobry dla Irlandczyków więc… zamknęłam oczy, zatkałam nos i … skoczyłam na głęboką wodę. Irladio- Przybywam!
Jeśli ktoś z was ma ochotę na moje warsztaty w Dublinie 22 i 23 marca- serdecznie zapraszam, cały czas zbiera się grupa (nie będzie duża, maximum 12 osób). Zapowiadają się 2 dni bardzo intensywnego szkolenia. Pierwszego dnia teoria, drugiego fotografujemy w znanej dublińskiej restauracji „SoulFull Bistro”. Warsztatom patronuje Vegetarian Society of Ireland.
Wg. mnie kurs jest odpowiedni zarówno dla profesjonalistów jak i dla amatorów. Moja wiedza o kompozycji i stylizacji przyda się każdemu bez względu na jakim etapie swojej przygody z fotografią się znajduje. Zajęcia praktyczne będą wykonywane w małych podgrupach a to pozwala na dużą elastyczność i indywidualne podejście. Nie trzeba mieć nie wiadomo jak drogiego sprzętu fotograficznego- za to trzeba mieć wiele chęci i determinacji a wyjedziecie z tych warsztatów bogatsi nie tylko o wiedzę ale przede wszystkim zainspirowani aby praktykować jedną z najtrudniejszych a zarazem najbardziej fascynujących dziedzin fotografii- fotografię kulinarną.
Warsztaty mają bardzo przyzwoitą cenę, jeśli zdecydujecie się do końca lutego- zapłacicie tylko 332 Euro (za dwa dni). Wszystkie informacje nt. jak się zapisać i więcej szczegółów o warsztatach ZNAJDZIECIE TUTAJ.
To jak? Do zobaczenia w Dublinie???
ps. Dzisiejsze zdjęcia to ulotka PhotoWalkExpedition reklamująca warsztaty.
Dokładne informacje o warsztatach fotograficznych, które prowadzę, a które są nagrodą w dzisiejszym konkursie znajdziecie tutaj.
Od tygodnia świętuje z Wami pierwsze urodziny GreenMorning. Dziękuję serdecznie za wszystkie miłe słowa, życzenia i serdeczności słane w komentarzach i listach. Każdy przeczytałam uważnie i na każdy starałam się odpisać, jeśli jeszcze tego nie zrobiłam uczynię to niebawem-obiecuje! W mojej tradycji religijnej w dniu urodzin solenizant nie tylko dostaje prezenty ale przede wszystkim powinien obdarowywać nimi innych. Tradycyjnie dzień urodzin to czas w którym należy odwiedzić świątynię, rozdawać jałmużnę, karmić ubogich, służyć świętym osobom, robić coś bezinteresownego, charytatywnego. Nie tylko samemu odbierać przyjemności ale przede wszystkim zabiegać o błogosławieństwa płynące od innych. Wierna tej tradycji postanowiłam ofiarować Wam coś dzisiaj.
Nie mogę obdarować i uszczęśliwić wszystkich (choć przez cały rok staram się to robić publikując dla Was na blogu). Za to jednej osobie mogę pomóc na pewno! W czym ? W tym co sama robię najlepiej – w fotografii kulinarnej. Wiem, że jest sporo blogerek, które choć bardzo by chciały nie stać ich na kurs u mnie (albo z jakiś innych względów mają problemy z wybraniem się do mnie). Wiem też, ze wśród nich jest wiele które naprawdę zasługują na to aby pomóc im w rozwoju. Właśnie dla nich jest ten konkurs.
Jeśli jesteś jedną (lub jednym) z nich czytaj dalej uważnie…
Według mnie ofiarowuje Wam coś bardzo cennego- swoje doświadczenie, wiedzę i czas. Dlatego nie chcę oddać tego pierwszej lepszej osobie, która napiszę w komentarzu „wybierz mnie!”. Chcę obdarować kogoś kto doceni taki prezent, kogoś- komu naprawdę zależy, komu faktycznie potrafię pomóc, kto wykorzysta tą wiedzę w swoim blogowaniu i kto autentycznie pasjonuje się fotografią. To nie jest zwykły upominek jak kosz produktów kulinarnych ,ani nawet wypasiony robot kuchenny. Wg mnie ofiarowuję coś bezcennego- autentyczną chęć pomocy komuś i bycia jego mentorem. Stąd konkurs nie jest łatwy i trzeba się będzie bardzo postarać. Po co? Choćby po to aby nauczyć robić się takie zdjęcia jak prezentowane w dzisiejszym wpisie. Warto? Gotowi?
Organizatorem konkursu jest autorka bloga GreenMorning.pl- Kinga Błaszczyk-Wójcicka
1. Nagrodą główną w konkursie jest kurs fotografii kulinarnej z Kingą Błaszczyk-Wójcicką oraz dalsze późniejsze konsultacje (kurs odbędzie się 30 km na południe od Warszawy, dojazd własny, w jednym z 3 terminów do wyboru, wskazanych przez organizatora, jednak nie później niż do 15 października 2014 roku) .
2. Zgłoszenia do konkursu przyjmowane będę do dnia 31 sierpnia 2014 roku (włącznie).
3. Uczestnikami konkursu mogą być tylko autorzy blogów kulinarnych lub blogów które choć częściowo mówią o kulinariach (tylko osoby pełnoletnie).
4. Aby zgłosić się do konkursu trzeba spełnić następujące warunki:
a. Napisać na swoim blogu post o którymś z podanych tytułów: „Fotografia Kulinarna”, Jak fotografować jedzenie?”, „Warsztaty Fotografii Kulinarnej”.
b. W poście należy opisać swoją przygodę i dotychczasowe doświadczenia z fotografią kulinarną. Warto pokazać swoje pierwsze i teraźniejsze zdjęcia, napisać jaką przebyliście drogę w umiejętnościach fotografowania, co wg. Was jest ważne kiedy fotografuje się kulinarnie, jakich rad udzielilibyście innym w tym względzie. Napiszcie jakich aparatów i obiektywów używacie czy stosujecie jeszcze jakieś inne fotograficzne gadgety. Kto Was inspiruje i dlaczego. Jakie zdjęcia chcielibyście robić a jeszcze Wam to nie wychodzi, jakie problemy napotykacie kiedy fotografujecie na bloga. I koniecznie napiszcie dlaczego chcielibyście się uczyć akurat u mnie i czego chcielibyście abym Was nauczyła.
c. Wpis MUSI ZAWIERAĆ pierwsze zdjęcie z tego postu (nie podaje specjalnego kodu po prostu skopiujcie zdjęcie i wklejcie do swojego wpisu) a zaraz pod nim DWA AKTYWNE LINKI: 1. do strony opisującej kurs 2. do tego wpisu opisującego konkurs.
d. Kiedy wpis już opublikujecie powiadomcie mnie o tym umieszczając link (wraz ze swoim imieniem i nazwiskiem) w komentarzach pod dzisiejszym tekstem, oraz na moim funpage-u facebookowym (w komentarzach pod informacją o konkursie).
5. Ogłoszenie wyników konkursu nastąpi nie później niż 2 tygodnie od dnia 31 sierpnia na łamach bloga GreenMorning.pl. Zwycięzca powinien w ciągu 7 dni od ogłoszenia wyników skontaktować się mailowo z organizatorem (pod adresem: greenmorning.pl@gmail.com)- jeśli tego nie zrobi, na jego miejsce wybrana zostanie druga osoba. Zwycięzca nie może przekazać nagrody innej osobie.
6. W konkursie mogą brać udział również osoby, które uczestniczyły już w moich kursach.
7. Wśród uczestników konkursu wybierzemy też 5 0sób, które dostaną karnety rabatowe na kursy fotografii kulinarnej z Kingą Błaszczyk-Wójcicką ważne do dnia 15 listopada 2014 roku.
8. Konkurs odbędzie się jeśli zgłosi się do niego minimum 10 osób.
Czy wszystko jasne??? Ogłaszam konkurs po raz pierwszy więc nie mam w tym doświadczenia. Jeśli coś pominęłam, proszę pytajcie a będę wyjaśniać. Już się nie mogę doczekać tych wszystkich Waszych wpisów o fotografii. Pomyślcie ile ciekawej wiedzy i doświadczenia pójdzie w eter Internetu? Ilu przyszłym i teraźniejszym blogerom to pomoże udoskonalać to co robią?
Mam nadzieję, że osoba, którą wybiorę wyjedzie ode mnie bogatsza o wiedzę. Wiedzę, która pomoże otworzyć jej drzwi do własnego świata fotograficznej magii. Co tam znajdzie? Jak się tam poczuje?… Mam nadzieję, ze jak… Alicja w Krainie Czarów…
Pozdrawiam wszystkich serdecznie i czekam na Wasz odzew. Jak tam? Weźmiecie udział?