Fotografia kulinarna- lekcja stylizacji

       Wybaczcie, że nie było mnie tutaj tak długo ale od 2 tygodni nie robię nic innego tylko fotografuję kulinarnie. Dostałam parę bardzo pilnych zleceń komercyjnych i usiłuję sprostać postawionym mi wyzwaniom. Klienci są bardzo sympatyczni, otwarci, pozostawiają mi wolna rękę, jedyne na co naciskają to TERMIN.  Presja czasowa jest chyba nieodłącznym elementem tej branży bo wszyscy chcą zdjęcia „na już”. Z moim systemem fotografowania TYLKO przy dziennym świetle wymaga to dużej dyspozycyjności i elastyczności ale jest do zrobienia.

IMG_1410-tilezzz

       Zupełnie niepostrzeżenie, jakby trochę poza moimi decyzjami następuje proces „przemiany hobbysty w profesjonalistę”. Jeszcze nie wiem czy to korzystna przemiana, czy zmiany które za sobą niesie będą wartościowe, czy wniosą coś pozytywnego do mojego życia? Czy to już czas podejmować decyzję o związaniu się z zawodem „fotografa kulinarnego” na dobre? Czy na pewno tego chcę? Czy wtedy moja pasja nie stanie się rutyną, komercją i tylko sposobem zarabiania na życie? Do tej pory była przyjemnością, procesem twórczym, odskocznią od codzienności. Nie zakładałam, że rozwinie się tak szybko i w takim kierunku.

      No bo jak w naszym pięknym kraju nad Wisłą wiązać swoje nadzieje z uprawianiem fotografii kulinarnej, kiedy jest się „ideową wegetarianką” i nie tylko nie je się mięsa ale także go nie kupuje, nie gotuje, nie stylizuje i nie… fotografuje. Wiem, wiem -mieszanie wartości moralnych z pracą zawodową jest takie staromodne i nieprofesjonalne. Cóż, ja więc taka staromodna właśnie jestem. Są w moim życiu rzeczy ważne i ważniejsze i kariera fotografa kulinarnego niestety nie należy do tak ważnych aby sprzedać za nią fundamentalne wartości którym hołduje od lat.

      Okazuje się jednak, że są klienci którym ta „staromodność” nie przeszkadza a wręcz przeciwnie jest dla nich „wartością dodaną”. Zdarzyło mi się już parę razy przeczytać w odpowiedzi na mój list (w którym odnosząc się do propozycji współpracy zawsze zaznaczam, że nie fotografuję mięsa i takich zleceń nie przyjmuję), że: – „nam to nie przeszkadza, właśnie dlatego Panią wybraliśmy do tego projektu” lub- „sam jestem wegetarianinem od 20 lat i wiem, że aby dobrze zaprezentować nasze produkty, nie trzeba fotografować na nich mięsa” lub- ” rozumiemy i szanujemy Pani postawę ale tak się składa, że ten projekt ma być wegetariański więc nie będzie żadnych problemów”.  Jest też wielu innych, którzy nie rozumieją „gdzie mam problem” i dlaczego ” taka intratna propozycja mnie nie zachwyca” i „jak mogę nie wykorzystać takiej życiowej szansy”. Nauczyłam się „nie żałować”, „nie roztrząsać”  i nie przejmować, że mnie coś w życiu ominie. Jestem jaka jestem- moja wrażliwość, kreatywność, poczucie estetyki, postrzeganie świata czy wartości moralne łączą się w jeden pakiet, są od siebie zależne i nie istniałyby jedne bez drugich. Szanuje je i pielęgnuje bo w ostatecznym rozrachunku to najwartościowsze co mam- i wybaczcie -nie przehandluje tego za kontrakt z marką X czy Y.

             Jednym z klientów, któremu mój wegetarianizm nie przeszkadza jest kanadyjska agencja reklamowa. Przygotowują (na zlecenia swojego klienta) magazyn kulinarny z wege-przepisami i zatrudnili mnie do wykonania zdjęć. Dostałam linki do przepisów klienta na jego portalu internetowym i zupełnie wolna rękę aby sfotografować dania w lepszy sposób niż są prezentowane na portalu. Cóż… kiedy zobaczyłam jaki poziom zdjęciowy reprezentuje kanadyjski portal stwierdziłam, że zadanie nie jest zbyt trudne. Sami możecie zobaczyć- jeśli klikniecie we wskazane miejsce obok każdego zdjęcia- przeniesiecie się na kanadyjska stronę z oryginalnym przepisem na danie i zdjęciem (UPDATE z dnia 9.września 2014 – ponieważ strona kanadyjska podmieniła stare zdjęcia na te nowe zrobione przeze mnie- teraz linki kierują tylko do zrobionych przeze mnie printscreen-ów ze strony kanadyjskiej).

         Po raz pierwszy fotografowałam w takim systemie (oglądając danie sfotografowane wcześniej przez kogoś innego). Trudno było się zdjęciem inspirować, raczej dawało ono pogląd jak potrawa powinna wyglądać. Po skończonej pracy, kiedy przesyłałam jej rezultaty do Kanady parując zdjęcia z poszczególnymi linkami stwierdziłam, że byłby z tego świetny poglądowy materiał do lekcji o stylizacji w fotografii kulinarnej. (Niestety będzie się on opierał na krytyce zdjęć kanadyjskich- za co bardzo przepraszam ich autora jeśli kiedykolwiek to przeczyta.)

       Stylizacja jedzenia jest jedną ze składowych dobrego kulinarnego zdjęcia, jednak warto pamiętać, że NIE jedyną i moim zdaniem NIE najważniejszą. Do najważniejszych zaliczyłabym ŚWIATŁO I KOMPOZYCJĘ. Ci ,którzy uczestniczyli w moich kursach fotografii kulinarnej wiedzą jak obszerna (i pomocna) wiedza o tych 2 czynnikach być potrafi i jak długo można o tym rozmawiać. (Pozdrawiam wszystkich moich kursantów!).

       Dziś jednak omijam pozostałe tematy, skupiam się tylko na TYM jednym. Stylizacja to bardzo szerokie i modne ostatnio pojęcie. Na użytek dzisiejszego postu przyjmijmy, że stylizacja w fotografii kulinarnej  to sposób w jaki zaprezentujemy daną potrawę na zdjęciu, czyli: jak wyglądać będzie sama potrawa, na czym ją podamy, jakich elementów, kształtów i kolorów użyjemy do dekoracji.

       Z każdego pokazanego dziś zdjęcia wybiorę  jeden element stylizacji, który pomógł potrawie wyglądać i zaprezentować się lepiej.  Bądźcie świadomi, że tych elementów jest więcej i dopiero one wszystkie razem składają się na to jak postrzegamy zdjęcie. Czy odbieramy je jako piękne, ciekawe i apetyczne czy wręcz odwrotnie. Przekazanie całej mojej wiedzy i doświadczenia w jednym poście jest niemożliwe, dlatego będą to jedynie malutkie jej urywki. Pamiętajcie również, że nie mam monopolu na wiedzę i głoszone przeze mnie poglądy na temat stylizacji nie są „prawdą absolutną”. Styl jest sprawą indywidualną zależy od poczucia estetyki, które każdy z nas, dzięki Bogu, ma inne. Gdyby wszystkim nam podobało się to samo świat byłby bardzo nudny.

IMG_1410-tileKoktajl jagodowy.

Zdjęcie kanadyjskie-co w nim (wg. mnie) złego:

Intensywny i „czysty” kolor tła powoduje, że wszytko inne zaprezentowane na nim wydaje się szaro-bure a więc nieatrakcyjne. Na dodatek kolory cieplejsze są mocniejsze w kompozycji niż zimne (róż to cieplejsza odmiana fioletu) a więc będą najbardziej przyciągać uwagę odbiorcy. Ostateczny efekt jest taki, ze mamy „zdjęcie z różowym tłem w roli głównej” na którym ustawiono 3 przypadkowe elementy. Z 3 elementów koktajl ma najgorszy kolor.

Moja próba naprawy tego:

Zawsze zaczynam sesję od próby zrozumienia fotografowanego obiektu oraz analizy CO wizualnie definiuje w naszej wyobraźni daną potrawę oraz czy jest to atrakcyjne dla oka.  Koktajle nie mają za dużo do zaoferowania w tej materii. Nie mają kształtu, formy, wyraźnej struktury, kontrastu, ornamentu czy choćby szczypty finezji. Jedyne co mają ciekawego to KOLOR ( zupełnie popsuty na kanadyjskim zdjęciu). Fiolet to ciekawy i apetyczny oraz miły dla oka kolor. Dlatego uznaję go za atut potrawy, który należy podkreślić. Będę stylizację budować od tej chwili tak aby fiolet wydobyć i podkreślić na zdjęciu. Bardzo pomaga mi w tym wiedza o kolorach w kompozycji (poczytajcie o kole kolorystycznym, barwach podstawowych i pochodnych oraz ich wzajemnych relacjach). Aby fiolet był najbardziej przyciągającym wzrok kolorem na zdjęciu muszę  dodać do niego same zimniejsze od niego kolory (zauważcie, że ultramaryna choć intensywniejsza niż fiolet tylko pięknie go podkreśla- właśnie dlatego, że to zimniejszy kolor, jest jeszcze niebieski i zielony w niezapominajkach oraz biel tła- wszystkie zimne i dobrze się komponujące). Ponieważ to zdjęcie o kolorach, stosuję się do starej zasady każdego stylisty mody, który zawsze  powie, że „jeśli chcesz być ubrany elegancko powinieneś mieć na sobie nie mniej niż 2 i nie więcej niż 3 kolory, a trzeci kolor powinien być tylko lekko zaznaczony np. krawatem”.  Moim krawatem jest zielony a podstawowymi kolorami fiolet i niebieski. Biały zupełnie się nie liczy jako kolor w tej układance jest tylko ważny jako tło (to samo zdjęcie na ciemnym tle nie wyglądałoby już tak dobrze- tłumaczenie „dlaczego” jest niestety za długie na potrzeby tego tekstu).

Lekcja: Jeśli atutem twojej potrawy jest kolor, pilnuj aby był on najbardziej widoczny na zdjęciu oraz dobrze komponował się z pozostałymi barwami.

 IMG_1365-tileBBBSałatka z grejpfrutem.

Zdjęcie kanadyjskie-co w nim (wg. mnie) złego:

Sałatka nazywa się „Mieszanka sałat z grejpfrutem” a pierwsze co widzimy na zdjęciu to parmezan. Wszystko jest niedbale rzucone na talerz, który znowu został ustawiony na agresywnym tle. Zdjęcie kadrowane jest w taki sposób, że nie widzimy kształtu kwadratowego talerza, tylko  dziwną biała figurę geometryczną z czterema kontrastowymi czerwonymi trójkątami w każdym rogu. Potrawa wygląda płasko i nieatrakcyjnie.

Moja próba naprawy tego:

Mieszanka sałat + grejpfrut + rzodkiewka= kwintesencja świeżości- moje wyzwanie- pokazać to na zdjęciu. Sałata, ponieważ jest jej w daniu dużo i to jeszcze różnorodnej obroni się sama, trudniej z tego”bałaganu sałat” wydobyć i pokazać kawałki grejpfruta i to tak, żeby były jasno definiowalne i czytelne dla oka. Dobrym pomysłem byłoby dodanie do sałatki całych plastrów owocu- w taki sposób umysł widza jasno zobaczyłby i odczytał charakterystyczny kształt cytrusa. Jednak grejpfruty są dużymi owocami i ich plasterki byłyby po prostu nieproporcjonalne w tej sałatce. Wpadłam więc na inny pomysł- użyłam połówki wydrążonego owocu jako miseczki na sałatkę. Co zyskałam? Jasny przekaz- „to jest sałatka z grejpfrutem” + 2 bonusu: 1. oryginalna i nietypowa stylizacja, 2. piękny soczysty kolor.  Fotografując danie bardzo uważałam z jakiego kąta  to robię. Musiał być taki aby zarówno sama sałatka jak i skórka owocu oraz jego kształt były dobrze widoczne. Gdybym ustawiła aparat niżej, byłoby widać więcej grejpfrutowej miseczki niż sałatki i ona dominowałaby na zdjęciu, aparat ustawiony wyżej spowodowałby, ze widziałabym za mało miseczki i tylko górna jej część tą mniej atrakcyjną z postrzępionym wnętrzem od wykrajania cząstek owocu. Dlatego wybrałam balans pomiędzy jednym i drugim, starając się aby sałatka zajmowała w kadrze trochę więcej miejsca niż miseczka- dzięki temu to ona pozostaje głównym bohaterem zdjęcia. Wybrany kąt fotografowania spowodował również że potrawa nie wygląda już płasko ( pomogło także ułożenie sałatki w taki sposób aby znaczna jej część wystawała poza obrys miseczki). Używanie produktów z których wykonane jest danie do jego stylizacji wydaje się tak oczywiste, że aż banalne. Jednak można to zrobić w niebanalny sposób. Bądź kreatywny- użyj nieoczywistych elementów do stylizacji np. skórek, pestek, ogonków, okruszków, liści. Zaskocz widza wykorzystując je nie tylko do celów estetycznych ale i praktycznych (jak przedstawiona na zdjęciu miseczka z grejpfruta).

Lekcja:  Jasno pokaż odbiorcy z czego składa się fotografowane danie. Zadbaj o to aby produkt który jest kluczowy dla charakteru dania był podkreślony w kompozycji. Wykorzystanie i pokazanie w kadrze innych elementów produktu (niekoniecznie użytych w samym daniu) może okazać się pomocne. 
IMG_1823-tile

Gruszki w kompocie-wielkie wyzwanie.

Zdjęcie kanadyjskie-co w nim złego:

Gruszkom brakuje formy i kształtu poprzez które moglibyśmy je zdefiniować. Równie dobrze mogą to być ziemniaki lub co innego bezkształtnego w misce, jedyne co widzimy wyraźnie to kontrastowa gwiazdka anyżu- a ona nie jest przecież tu najważniejsza. Na dodatek mamy dużo niepotrzebnych kolorów i kształtów wniesionych talerzami na których ułożono gruszki.

Moja próba naprawy tego:

Choć przepis mówi aby gruszki obrać i wypestkować- postanawiam sfotografować je w trochę innej formie. Jest to dla mnie ostateczność (cały spór o idealne odwzorowanie potrawy na zdjęciu odkładam na razie na bok) bo wiem, że obrane wypestkowane i ugotowane gruszki nie mają w sobie ABSOLUTNIE NIC fotogenicznego, co gorsza, nie da się z nimi za dużo więcej zrobić, szczególnie z ich kształtem a w tym upatruję jedynego ratunku. Używam najmniejszych gruszek jakie udało mi się znaleźć na całym targu i eksperymentuje z krojeniem ich na różne sposoby. Wybieram przekrojenie gruszki na pół , tak aby widać było, jej pestki i ogonek. Co zyskałam? Bardzo dużo jak na to danie: 1. atrakcyjny dla oka i kojarzący się z gruszką kształt , 2. finezyjne detale pestek i żyłek wewnątrz gruszki. Skoro to jedyny atut dania który znalazłam bronię go jak lwica i pilnuję, żeby żaden inny element kompozycji go nie przyćmił i nie zdominował. Z rozwaga dobieram elementy stylizacji: przezroczysty słoik, drobny finezyjny wzór kaligrafii, prawie bezbarwny sznurek, delikatna gałązka z drobnymi listkami- wszystko to równoważne lub słabsze kompozycyjnie jednak pomocne bo podkreślające tą małą finezję, którą z gruszek udało mi się wydobyć. Najchętniej pozostawiłabym zdjęcie monochromatyczne, wtedy kształty i detale zaczynają być dla odbiorcy jeszcze bardziej dostrzegalne. Decyduję się jednak  na  odrobinę zieleni. Dlaczego? Wiem, że zdjęcie jest jednym z wielu wykonanych przeze mnie do tej publikacji. Niestety kolorystycznie bardzo odbiega od pozostałych, które są kolorowe i świeże.  To jest magazyn, który ukaże się w maju, na zdjęciach ma być widać i czuć wiosnę. Stąd mój mały kompromis z zieloną gałązką.  (Co kompot z gruszek robi w majowym wydaniu magazynu kulinarnego???-  nie mam zielonego pojęcia- mnie nie pytajcie- ja tu tylko robię zdjęcia.)

Lekcja: Bezkształtne danie wygląda nieapetycznie. Jeżeli tylko możesz nadaj wyraźny i jasno definiowalny kształt swojemu jedzeniu. 

Untitled-1cc-tile

Sałatka ryżowa z soczewicą.

Zdjęcie kanadyjskie-co w nim (wg. mnie) złego:
Właściwie to jedno z lepszych zdjęć które mi przysłano. Niepretensjonalne i dobrze oświetlone. Prosty talerz (pokazany cały, więc jego kształt jest atutem), sałatka ułożona na nim dość schludnie. Ponieważ danie składa się z drobnych elementów mam ochotę zobaczyć co to dokładnie jest. Jednak im bardziej powiększam zdjęcie tym mniej mi się podoba bo na „poziomie macro” nie dostrzegam niczego ciekawego.(Pomijam nietrafione czerwone rażące tło bo na ten temat wypowiadałam się wyżej.)

Moja próba naprawy tego:
Nie uważam siebie za kogoś szczególnego,zakładam więc, że moje reakcje będą podobne do ogółu i inni tak jak ja zechcą spojrzeć na sałatkę z bliska. Dlatego od początku zwracam wielką uwagę na to aby widoczne na zdjęciu faktury, struktury i wzory były atrakcyjne- one są najważniejsze kiedy przechodzimy do mniejszej skali. Przy takiej fotografii potrawa musi składać się z małych elementów a każdy z nich musi być czytelny i przyjemny dla oka. Każde ziarenko ryżu, musi być jedno w jedno niepołamane i „nierozciapciane”, to samo z soczewicą- ziarenka okrągłe, jednakowe, nierozgotowane, każdy kawałek szczypiorku przycięty równo (zauważcie, że to przycięcie jest rozmiaru ziarenek ryżu- to nie przypadek- wtedy te elementy łapią rytm- rytm w kompozycji to temat rzeka- moi kursanci coś o tym wiedzą, potrafię mówić o nim godzinami, dziś sobie muszę odpuścić bo jest już po północy- zapytajcie wujka google- na pewno wam pomoże). Każda szczypta curry, każdy okruszek pieprzu, widoczne i ładne. W praktyce oznacza to, że każdy z tych elementów został dodany do miseczki osobno i nigdy nie zostały one razem wymieszane. 2 ruchy łyżką i byłoby „po ptakach”, nie można by tego fotografować już z bliska. Dlatego, niestety, czasami  potrawę do fotografii, trzeba potraktować szczególnie. Ja w takim przypadku odkładam część składników podczas gotowania  i łączę je już bezpośrednio na talerzu, na którym będą fotografowane.   Być bliżej jedzenia w normalnej stylizacji najczęściej znaczy, że nasz kadr obejmuje tylko część dużego talerza. Ja jednak nie lubię takich zdjęć, nie chcę tracić atutu stylizacyjnego którym może być dobrze dobrane naczynie, jego kształt, ornament, kolor (patrz talerzyk z niebieskim wzorkiem), chcę na zdjęciu oprócz jedzenia pokazać inne ciekawe faktury (np. lnianej serwetki) czy wzory (np. na papierze beżowego tła ). Co więc robię? – Wybieram jak najmniejsze naczynie. Moje zbiory gadżetów stylizacyjnych pełne są malutkich talerzyków, miseczek, dzbanuszków i sztućców. Najchętniej kupowałabym swoją zastawę do fotografii w sklepie dla lalek. Ma to wiele zalet: 1. potrzebuje mało jedzenia do fotografii, 2. mój talerz zawsze jest pełny, 3. Nie potrzebuje dużo miejsca, żeby ustawić scenę, 4. moje tła fotograficzne mogą być niewielkie 5. nie potrzebuje dużo miejsca aby wszystkie te gadżety przechowywać 5. mogę fotografować jedzenie z bliska a cały czas mieć na zdjęciu piękne kompozycje.

Lekcja: Małe jest piękne. Używaj niewielkich naczyń- wtedy możesz pokazać potrawę z bliska. Zwrócisz uwagę widza na tekstury, faktury i małe finezyjne detale. Jeśli zadbasz aby były ciekawe i piękne- twoje zdjęcie pobudzi zmysły odbiorcy. Być tak blisko jedzenia i nie chcieć go spróbować to grzech!

IMG_1699-(1)vv-tilebbbb

Spagetti Puttanesca.

Zdjęcie kanadyjskie-co w nim (wg. mnie) złego:

Zdjęcie przedstawia jeden wielki bałagan. Od takiej ilości pokręconych w różne kierunki i bez żadnego ładu linii może zakręcić się w głowie. Ludzki mózg potrzebuje linii do definiowania obrazu który widzi (np. linii horyzontu, żeby określić czy stoi prosto) dlatego jeśli tylko oczy wyłapią jakąś linie na obrazie natychmiast za nią podążają. Oglądając kanadyjskie zdjęcie  jak nic dostają „rozbieżnego zeza od pierwszego wejrzenia” i mózg natychmiast wysyła sygnał „obraz nieatrakcyjny- przestań oglądać”. Na dodatek kadrując zdjęcie tak ciasno zabrano odbiorcy okrągły kształt talerza, którego linia mogłaby uspokoić trochę kompozycje. Element sosu choć mocniejszy kolorystycznie nie jest w stanie skupić na sobie wzroku odbiorcy.

Moja próba naprawy tego:

Każdy fotograf kulinarny wcześniej czy później stanie przed wyzwaniem sfotografowania spaghetti. Moje doświadczenie doprowadziło mnie do następujących wniosków: 1. fotografuj małą porcję makaronu, 2. postaraj się uporządkować linie -skręcając makaron tak długo aż znaczna część linii będzie podążać w podobnym kierunku(możesz polać makaron oliwą przed skręcaniem), 3. Nie mieszaj spaghetti z sosem, tylko ułóż sos na wierzchu skręconego makaronu,  4. zadbaj o to aby w kadrze znalazły się inne elementy z ciekawym finezyjnym wzorem. W moim przypadku jest to łyżeczka, zioła i wzorek na rancie talerza. Linie gałązek ziół podążają w tym samym kierunku co linie spaghetti ten zabieg dodatkowo porządkuje wizualny odbiór. Wzorek na talerzu jest wytłoczony podobną do spagetti linią a ornamentem bardzo przypomina gałązki ziół. Dzięki temu wszystkie 3 elementy ” łapią rytm kompozycyjny” i ich atuty oddziałują wzajemnie na siebie, zwiększając i rozszerzając swój zasięg.

Lekcja: Bałagan jest nieatrakcyjny dla oka. Każda widoczna na dobrym zdjęciu ” niby nonszalancja”  jest z reguły mocno przemyślana i wyreżyserowana. Linia to jeden z najmocniejszych elementów w kompozycji- uważnie śledź gdzie zaprowadzi twojego widza- jeśli to droga donikąd- masz problem. 

      To tyle na dzisiaj. Mam nadzieję, ze ta odrobina wiedzy okaże się dla Was użyteczna i pomocna. Jeśli macie jakieś pytania lub czegoś nie rozumiecie napiszcie w komentarzu- postaram się odpowiedzieć. Jeszcze lepiej, pofatygujcie się kiedyś do mnie na kurs– tam dużo więcej wiedzy połączonej od razu z praktyką. Pozdrawiam serdecznie fanów fotografii kulinarnej, a tym z moich czytelników, którzy nimi nie są, obiecuję, że następnym razem będzie też coś dla ciała- czyli przepis na coś pysznego.

IMG_1482bb-tilevcv



Życie jest Piękne!

IMG_8975

  Przydarzyła mi się dziś dość dziwna sytuacja. Jechałam właśnie rowerem na jedną z moich zwyczajowych przejażdżek fotograficznych…

       Zawsze wygląda to tak samo. Późnym popołudniem, kiedy światło jest najwspanialsze, pakuję swój aparat do torby, torbę do koszyka na kierownicy, siebie na rower i udaję się w nieznane. Jadę tak długo aż zauważę coś szczególnie pięknego- wtedy gwałtownie skręcam z drogi.  Najczęściej kończę gdzieś na przydrożnej łące, w starym sadzie, na polu w łanach zboża, w czyimś ogródku czy na leśnej polanie. Nie ważne gdzie to jest , dla mnie zawsze jest to miejsce magiczne. Kiedy zaczynam patrzeć przez obiektyw aparatu, świat wokoło pięknieje a ja przenoszę się do krainy magii.

IMG_0194

       Otóż dzisiaj, kiedy  po raz kolejny miałam przenieść się do świata magii i właśnie gwałtownie skręcałam rowerem z drogi, usłyszałam za plecami komentarz…  ” No i poszła SRAĆ!”… (przepraszam za dosłowny i wulgarny cytat). Odwróciłam się, mając nadzieję zobaczyć jakiegoś pijaczynę i ujrzałam niestety „normalnego” Pana lat około 25 jadącego markowym rowerem. Komentarz na temat moich czynności fizjologicznych był skierowany do towarzyszącej mu kobiety (markowe ciuchy, tipsy, makijaż i fryzura jak na bal). Pocmokali, pokiwali głowami i z obrzydzeniem pojechali dalej.

IMG_5668

       Niezrażona komentarzami i w żaden sposób nie zamierzająca się tłumaczyć po prostu wyciągnęłam aparat i zaczęłam fotografować przepięknie uschnięte kwiaty, które przyciągnęły moją uwagę. Po drodze były jeszcze, krzaki dzikiej róży, jabłka w opuszczonym sadzie, przydrożne kamienie, stare zardzewiałe pręty, przewrócone drzewo w lesie, chwasty rosnące pomiędzy kostką brukową, stary płot, chmiel na tym płocie, mrowisko, pożółkłe i zwiastujące jesień liście. Każda z tych rzeczy zachwycająca, domagająca się mojej uwagi, krzycząca „spójrz na mnie -jestem interesująca-JESTEM PIĘKNA”.

IMG_0559cccc

      DOSTRZEGAĆ PIĘKNO TAM GDZIE GO WCZEŚNIEJ NIE WIDZIAŁAM- to jedna z najwspanialszych rzeczy której nauczyła mnie fotografia. Zaryzykuje stwierdzenie, że to jak na razie największa wartość płynąca z tego hobby.  Przedmioty na pierwszy rzut oka banalne widziane przez obiektyw aparatu nabierają dla mnie nowego wymiaru. Piękne są ich tekstury, kształty, kolory, ornamenty. Wszystko to pomalowane jeszcze odpowiednim światłem na zdjęciach wychodzi magicznie.

IMG_9936

       Zasada która za tym stoi jest prosta- każda z rzeczy w tym świecie zwyczajnie JEST PIĘKNA. Patrząc na to filozoficznie to wszystkie ONE przecież są dziełem genialnym genialnej siły wyższej. Jakkolwiek jej nie nazwiemy: Naturą, Bogiem, Kosmosem czy Ewolucją.

IMG_8528

       Jakby na to nie spojrzeć ( filozoficznie czy nie) obiektyw okazał się być  zaczarowanym kalejdoskopem,  który pozwala mi oglądać świat z zupełnie innej perspektywy. A co najważniejsze, zaczarował mnie tak, że nie muszę mieć go już  przed sobą żeby piękno zobaczyć. Patrzę na rzeczy codzienne, banalne, stare, zniszczone, nieatrakcyjne i widzę ukryte w nich piękno. Schylam się po zardzewiałą puszkę, uschnięty listek czy polny kwiatek. Patrzę na nie tak długo aż dostrzegam ukryty w nich potencjał- niekoniecznie tylko fotograficzny.  Coraz częściej staje na poboczu drogi, jedynie po to by pozachwycać się pięknym światłem czy unikalnym widokiem. Dzięki fotografii żyje bardziej ” tu i teraz” ,nauczyłam się dostrzegać  piękno chwili oraz przedmiotów wokoło mnie.

IMG_0137

        Pomyślcie, co się stanie kiedy nauczę się stosować tą zasadę wobec napotkanych w życiu nie tylko przedmiotów ale również LUDZI?!  Poważnie zastanawiam się nad fotografią portretową.  Pewnie bardzo by pomogła.  Na przykład dostrzec potencjał w dzisiaj spotkanym człowieku- autorze wulgarnego komentarza.  Tak, sprawa jest koniecznie do rozważenia.  A tymczasem…

IMG_1064

      Pozdrawiam Was wszystkich bardzo serdecznie a w szczególności Pana na markowym rowerze. Nawet nie mam mu za złe dzisiejszego komentarza tylko ogromnie mi go szkoda. Dlaczego? -bo jedyna czynność, którą przychodzi mu do głowy robić w tych wszystkich pięknych miejscach- jest tak przeraźliwie „fizjologiczna”.  No cóż może kiedyś kupi sobie markowy aparat fotograficzny, popatrzy przez obiektyw i…  odkryje piękno wokół siebie. BARDZO mu tego życzę!



Sernik na zimno z borówkami

sernik na zimno bez żelatyny
Po raz pierwszy jadłam ten sernik jakieś 10 lat temu w belgijskiej wegetariańskiej restauracji usytuowanej w…  pałacu. Miejsce nazywa się Radhadesh i jest wyjątkowe. Oto w XIX wiecznym pięknie odrestaurowanym pałacu (lub zamku-nie jestem pewna jak to nazwać) mieści się … hinduistyczna świątynia Kryszny. Wokół zamku mieszka duża społeczność wyznawców, która jest duszą tego miejsca. Jest tam wisznuicki Collage (autoryzowany przez Uniwersytet Oxfordzki), jest największa chyba w Belgii biblioteka i księgarnia z wisznuickimi książkami, jest hotel i centrum konferencyjne,  są sale wystawowe gdzie prezentuje się sztukę hinduską.  Jest Goshala, jedna z niewielu w Europie.borówki
Miejsce rocznie odwiedza tysiące turystów. Pełni rolę lokalnego muzeum i jest jedną z największych atrakcji turystycznych w regionie. Jeśli kiedykolwiek będziecie w Brukseli lub Liege  to wybierzcie się również do Radhadesh (tylko godzina drogi samochodem), naprawdę warto choćby z powodów kulinarnych. Można spróbować tam pysznego chleba w lokalnej piekarni (z 30 letnią tradycją) lub zjeść rewelacyjny obiad w przyzamkowej restauracji wegetariańskiej. Dla koneserów podróży kulinarnych w miasteczku obok (20km dalej) jest również mała wytwórnia belgijskiej czekolady do obejrzenia. Kilka razy dziennie zamek można zwiedzić z przewodnikami. Mówią chyba we wszystkich języka europejskich (również po polsku!).

sernik na zimno bez żelatyny i jajek       Kiedy już tam będziecie, pełni ciekawych historii i niezwykłych wrażeń oraz przepysznego obiadu serwowanego za śmieszne pieniądze w lokalnej restauracji, koniecznie rozglądnijcie się za tym sernikiem. Serwują go tam w innej, lekko podpieczonej wersji, z wiśniami i migdałami zamiast borówek i cytryny. Jest przepyszny.

       Kiedy 10 lat temu spróbowałam go podczas mojego pobytu w Radhadesh (byłam tam na jakiejś konferencji) od razu pobiegłam do restauracyjnej kuchni. Odnalazłam wspaniałą starszą kobietę, która na stałe mieszkała jako mniszka w świątyni a przy okazji piekła „cukiernicze dzieła sztuki” do restauracji. Chętnie podzieliła się ze mną przepisem, który okazał się nie jej autorstwa ale pochodził z tej książki, słynnego australijskiego wegetariańskiego szefa kuchni-Kurmy Dasa. O nim jednak napisze Wam już innym razem.  Zdecydowanie zasługuje na osobną blogową historię.
IMG_4697-horz       Przez 10 lat życia w mojej kuchni, oryginalny przepis Kurmy ewoluował  i zamienił się w „najprostszy popisowy sernik  na zimno”. W mojej wersji jego wykonanie jest banalnie proste a efekt zupełnie niewspółmierny do włożonego w przygotowanie sernika wysiłku. Wyjdzie każdemu i to popisowo a w dodatku zawiera składniki do kupienia w każdym osiedlowym sklepie. Do dzieła więc, Moi Drodzy!
IMG_4732-horz

SERNIK NA ZIMNO Z BORÓWKAMI
(bez żelatyny, bez jajek,najlepszy!)

200g sklepowych herbatników (2 klasyczne małe paczki) lub kruchych ciasteczek własnego wypieku
60g miękkiego masła (3 czybate łyżki)
olejek cytrynowy (wg. uznania i intensywności od paru kropel do 1/2 łyżeczki)
500g mascarpone (zimnego z lodówki)
350g skondensowanego słodkiego mleka z puszki (tj. około 3/4 klasycznej puszki)
1/2 szkl. +3 łyżki soku z cytryny (świeżo wyciśniętego)
otarta skórka z 1 dużej cytryny
500g borówek amerykańskich (lub innych owoców np. malin, truskawek, mango, winogron, jeżyn etc.)
garść liści mięty do dekoracji

1.Ciastka połam, wrzuć do misy blendera i zmiksuj na proszek. Nie musi być idealny- nawet lepszy taki z drobnymi kawałkami ciasteczek.
2. Do ciastkowego proszku dodaj masło i olejek cytrynowy, wetrzyj masło w proszek tak żeby otrzymać coś w rodzaju mokrej kruszonki. Odsyp sporą garść na potem- posłuży do dekoracji.
3.Na dno dużej (28cm) tortownicy wysyp pozostała kruszonkę. Rozprowadź równomierną warstwą i uklep po wierzchu ręką. Wstaw do lodówki na pół godziny.
4. W międzyczasie w misce wymieszaj mikserem mascarpone z mlekiem z puszki i skórką cytryny na gładką masę(zajmie to około 1 min.). Cały czas miksując dodaj sok z cytryny i wmieszaj go w masę.
5.Powinnaś otrzymać dość gęstą pysznie słodką i orzeźwiająco cytrynową masę.
6.Wyjmij tortownice z lodówki, 3/4 borówek wsyp na ciasteczkowy spód (po pobycie w lodówce powinien stwardnieć i scalić się) .
7.Na borówki wyłóż masę sernikową. Parę razy postukaj tortownicą o blat, tak aby masa opadła i wniknęła pomiędzy owoce na spodzie.
8.Udekoruj wierzch pozostałymi owocami, listkami mięty i posyp odłożona kruszonką.
9.Wstaw do lodówki na 2-3 godziny do stężenia.
10.Zanim otworzysz obręcz tortownicy, obkrój brzegi sernika ostrym cienkim nożem. Inaczej część sernika zostanie na brzegach tortownicy.
11.Krój sernik na spore kawałki i podawaj gościom oraz domownikom. Na ich pochwały machaj ręką i odpowiadaj „OCH! To takie proste ciasto, znam je z GreenMorning.pl, chcecie link do przepisu?” 😉 .

Przechowuj sernik w lodówce, najlepszy jest w dniu zrobienia.



Witam-Poznajmy się!

Witam serdecznie na moim blogu. Jeszcze Was wszystkich zupełnie nie znam i czuję się trochę onieśmielona.

     Jak Was sobie wyobrażam? Myślę, że jesteście osobami podobnymi do mnie. Lubicie piękno zarówno to które Was otacza jak i to które nosicie w sobie. Lubicie mieć dookoła kochających Was ludzi i spędzać z nimi jak najwięcej czasu. Wasze ulubione miejsce w domu to kuchnia- to Wasze królestwo. Wierzycie, że gotowanie to trochę jak alchemia lub czary, że kiedy się bardzo postaracie to wasze potrawy smakować będą waszymi myślami i uczuciami.

Truskawki
Czasami jesteście perfekcjonistkami i nie odpuszczacie choćby nie wiem co. Potraficie spędzić parę godzin nad problemem, którego inni nawet nie zauważyli. Co z tego?- Wy widzicie, Was to denerwuje- wiec to zmieniacie. W ogóle lubicie zmieniać świat!!!  Lubicie jak coś jest zrobione dobrze- jeszcze lepiej- NAJLEPIEJ jak potraficie. Lubicie żyć pełnią życia, lubicie mieć pasje, lubicie uczyć się nowych rzeczy i spotykać nowych ludzi.polne kwiaty
Macie też jednak gorsze dni i wtedy sobie folgujecie. Siedzicie za długo przed komputerem, jecie za dużo czekolady, nie odbieracie służbowego telefonu, zamawiacie na obiad pizzę, odpuszczacie codzienną medytację, burczycie na dzieci i pozwalacie psu samemu wyprowadzić się na spacer. I choć wiecie, że macie do tego pełne prawo to jednak wyrzuty sumienia nie pozwalają Wam trwać zbyt długo w takim stanie.  Nauczono Was, że na wszelkie smutki najlepsza jest ciężka praca więc nie rozczulacie się nad sobą tylko wkładacie buty i idziecie biegać lub wyrywać chwasty w ogródku, ewentualnie wyprasujecie stertę ubrań (słuchając jakiegoś wykładu lub e-booka żeby nie marnować czasu) lub idziecie do kuchni i pieczecie ciasto. Uwielbiacie kiedy za oknem pada deszcz, cała rodzina w komplecie w domu a wy w kuchni pieczecie ciasto (to wg. Was- STAN IDEALNIE DOSKONAŁY).czerwone porzeczki
Jesteście namiętnymi czytelniczkami blogów kulinarnych. Robicie to dla czystej przyjemności, wcale nie chcecie ugotować tych wszystkich potraw (a może chcecie ale ostatecznie i tak wam brakuje na to czasu). Już dawno zamieniłyście czas spędzany przed telewizorem na ten przesiedziany w sieci. Gromadzicie przepisy i zdjęcia kulinarne tak jak inne kobiety torebki i buty. Czytacie książki kulinarne jak najlepsze kryminały. Wierzycie, że gotowanie może być sztuką. lato
A może należycie do kategorii tych „szalejących z aparatem”? A fotografia to Wasza życiowa pasja? Odkryłyście już wielką tajemnicę, że świat widziany przez obiektyw aparatu wygląda zupełnie inaczej: piękniej, magiczniej. Dostrzegacie piękno tam gdzie inni go nie zauważają i potraficie zaczarować świat tak aby na waszych fotografiach wyglądał jak z bajki. winorośl      A może jesteście do mnie zupełnie niepodobne? Może macie w życiu inne wartości, inne pasje, może myślicie zupełnie inaczej niż ja? Może nasze drogi zawsze biegłyby sobie, gdzieś obok, równolegle a dzięki temu miejscu skrzyżują się. Może spotkamy się na tym skrzyżowaniu i okaże się, że bardzo nas ciekawi co mamy sobie nawzajem do powiedzenia? wiśnie     Bardzo jestem Was ciekawa! Kim jesteście moje czytelniczki,(i czytelnicy?)?? Czy się zaprzyjaźnimy? Czy będziecie mnie tu często odwiedzać, wpadać na kawałek dobrego ciasta, na pogaduchy do północy? Już nie mogę się doczekać, żeby Was wszystkich poznać bo przecież powierzam Wam właśnie owoc mojej ciężkiej kilkumiesięcznej pracy.  (Błagam nie pytajcie dlaczego tytuł Green Morning- sama nie do końca wiem dlaczego! Wiem za to, że wielkie podziękowania należą się Przemkowi Chojnickiemu, który wytrzymał ze mną te parę miesięcy i pomagał przy stworzeniu bloga od strony informatycznej.). Umieściłam dla Was już parę wpisów abyście mogły poczytać czego po tym miejscu się spodziewać. Każdy z nich będzie zawierał dużo zdjęć, często jakąś historię lub problem o którym chcę wam opowiedzieć oraz na samym końcu przepis- w osobnej ramce (można go wygodnie wydrukować i zabrać ze sobą do kuchni).  Będą też wpisy jak ten nie do końca kulinarne, będą wpisy o fotografii. Tak przynajmniej planuję Ale któż to wie? Może życie i Wasze oczekiwania zupełnie zweryfikuje moje plany?zboże      Zajrzyjcie koniecznie również na podstrony: w „Przepisy” znajdziecie indeks kulinarny podzielony na działy. Wyszukiwać przepisy możecie także używając „Znajdź” (ta wyszukiwarka szuka również po tagach i produktach użytych do przygotowania danego przepisu). W „Kursy” zapraszam na organizowane przeze mnie szkolenia fotografii kulinarnej, w „Foto” znajdziecie moje portfolio (strasznie długo się otwiera ale chyba warto poczekać) w „Kontakt” są wszystkie linki do moich kont na portalach społecznościowych. W „Subskrybuj” można zapisać się do newslettera- czyli otrzymywać powiadomienie ma mail za każdym razem kiedy na blogu pojawi się nowy wpis. Subskrybować możecie też komentarze w danym wątku, kiedy chcecie śledzić czy odpowiedziałam na Wasze pytania. Opcja pisania i czytania komentarzy pojawia się kiedy w dany wpis wejdziecie (robi się to klikając na tytuł) jeśli tego nie zrobicie jesteście na stornie głównej („Blog”) i widzicie wszystkie wpisy jeden pod drugim ale bez komentarzy. Jest też strona „O mnie” gdzie piszę trochę o historii swojego gotowania. Może się tak zdarzyć, że przeglądarka której używacie wyświetla ten blog inaczej niż go zaprojektowałam. Dzieje się to najczęściej przy starych wersjach Internet Expolera lub Firefoxa (Mozilli). Jeśli zaktualizujecie przeglądarki problem zniknie. truskawki      Tyle przewodnika po stronie. Teraz zamykam oczy i …publikuję w końcu ten blog (jeśli nie zrobię tego teraz to będę go doskonalić przez następne parę miesięcy). Mam nadzieję, że zajrzy tu chociaż parę osób. Jeśli będziesz to właśnie Ty, proszę napisz jakiś krótki komentarz. Napisz o sobie- bardzo jestem ciekawa kim jesteś? Napisz o tym jak Ci się podoba (lub nie podoba) blog. Jeśli widzisz lub spotykasz jakiś problem(z przepisem lub informatyczny) napisz również- postaram się pomóc. W ogóle postaram się „być tu dla Was”! Do zobaczenia więc na GreenMorning!

pozdrawiam serdecznie Kinga



Akacja w tempurze

kwiaty akacji w tempurze Jakie kwiaty lubię?-wszystkie.  Najbardziej jednak te jadalne: fiołki, bratki, róże, nasturcje, nagietki, jaśmin, kwiaty dyni, cukinii, brokułów, ogórecznika. Lecz najbardziej-najbardziej KWIATY AKACJI. Miód akacjowy to mój ulubiony a kwiaty akacji w najlepszej fazie kwitnienia smakują właśnie jak on. Z kwiatów akacji można robić konfiturę jak z płatków róż, można urozmaicać nimi sałatki. Moja serdeczna przyjaciółka robi z ich dodatkiem racuchy. Ja smażę całe kwiaty w tempurze i wychodzi z tego wykwintna i oryginalna przekąska.  akacja w tempurze
Akacja kwitnie z reguły około 10-14 dni, z czego 3-4 dla zbiorów są najważniejsze. Kiedy kwiaty akacji są najsmaczniejsze wiedzą najlepiej pszczoły. Jeśli spojrzysz na drzewo i widzisz wokoło mnóstwo uwijających się owadów znaczy to, że na ciebie również nadszedł czas. Pszczoły zbierają nektar i pyłek, ty zbierasz całe gałązki kwiatów jednak wszystkim nam chodzi o to samo o słodycz i aromat. Jeśli przechodząc obok kwitnącego drzewa (szczególnie wieczorem) musisz się zatrzymać- bo zapach jest tak intensywny i upajający- znaczy to że,  właśnie jest odpowiedni czas aby zrywać kwiaty do tego przepisu.
kwitnąca akacja
Tak samo ważne jak pora jest miejsce zbiorów. Akacji jak wszystkich jadalnych kwiatów nie można zbierać byle gdzie. Kwiaty idealnie chłoną i zbierają z powietrza wszystkie zanieczyszczenia. Dlatego po kwiaty akacji chodzi się do lasu lub na dzikie łąki. Zdecydowanie odradzam zbieranie kwiatów przy drogach czy parkingach. Nie polecam również parków gdzie drzewa mogą być opryskiwane środkami ochrony roślin. Najlepiej posadzić akację we własnym ogrodzie, rośnie bardzo szybko i nie wymaga zbyt wiele pielęgnacji. Wręcz przeciwnie, trzeba przed jej ekspansją chronić inne rośliny.
akacja w tempurze