KONKURS książka „Moje Cztery Pory Roku”- Igi Sarzyńskiej

  • Pinterest
  • Facebook
  • Twitter
  • Google Plus
  • Email

      Moi Drodzy, jak pewnie wielu z Was się orientuje przez cały ubiegły rok fotografowałam wspaniałą książkę cukierniczą autorstwa równie wspaniałej Igi Sarzyńskiej. Książka to poradnik sugar-craftingu (czyli dekorowania wypieków masą cukrową i lukrem królewskim). Iga jest w tym mistrzynią i w książce dzieli się swoimi sekretami i pomysłami. Dzieli się też recepturami na najlepsze ciasta, pierniczki i masy tortowe.

     A ja dzięki uprzejmości Igi, dzielę się dziś z Wami zdjęciami z kolejnego rozdziału książki- tym razem jest to LATO. ( Tutaj można obejrzeć wiosnę ). Dzięki wspaniałemu podejściu Igi, książka powstawała niespiesznie przez cały rok i dawała komfort pracy w określonej porze roku, którą zamierzałyśmy przedstawić na zdjęciach. To była duża odmiana dla mnie, fotografa współpracującego z magazynami, który zmuszony jest wykonywać sesje z co najmniej 3 miesięcznym wyprzedzeniem i kombinować jak zdobyć poziomki w marcu i śnieg we wrześniu. Tu nie było problemu- wychodziłyśmy do mojego ogrodu i fotografowałyśmy świat takim jakim był.

     Rozdział LATO jest w książce najobszerniejszy- dużo w nim pomysłów na piękne okazałe torty- jak choćby ten poniższy- weselny tort piwoniowy. Obserwować Igę jak krok po kroku z masy, która wygląda jak  kawałek plasteliny- tworzy słodkie jadalne piwonie -zupełnie  jak żywe- to była wielka przyjemność.      Wy też możecie sobie to obejrzeć- ponieważ książka zawiera prawie 300 zdjęć- tutoriali – gdzie krok po kroku Iga pokazuje i tłumaczy jak wykonać wszystkie zaprezentowane w książce cuda sztuki cukierniczej.
      Iga to osoba niezwykła- ujęła mnie skromnością i pracowitością. Zanim ją poznałam wydawało mi się, że jestem tytanem pracy (wręcz pracoholikiem) przy Idze czułam się jednak jak patentowany leń. To przecież jeszcze taka młoda dziewczyna. Ja w jej wieku jeździłam po świecie, robiłam różne dziwne i szalone rzeczy- ona po śmierci taty (któremu książka jest zresztą dedykowana) wraz z siostrą i mamą przejęła rodzinną firmę, założyła w niej swoją cukiernię, odpowiedzialnie ją rozwija, odnosi sukcesy, zdobywa nagrody, staje się branżowym autorytetem.
     Tak, ma wielki talent ale wszyscy dobrze wiemy, że talent to tylko „wyjściowa” do odniesienia sukcesu a cała reszta do „ciężka praca, ciężka praca i jeszcze raz ciężka praca”. I Iga się tej ciężkiej pracy nie boi lubi sobie stawiać wyzwania i je realizować- ta piękna książka, którą miałam okazję ilustrować była jednym z takich wyzwań- moim zdaniem zrealizowanym perfekcyjnie. Polecam ją wszystkim a w szczególności tym, którzy kochają piękno i słodkości.       Znajdziecie tu pomysły nie tylko na wielkie weselne torty ale i malutkie kruche ciasteczka, np. w kształcie truskawek, arbuzów, lodów, rowerów, zwierzątek – i proste, łatwe i przejrzyste instrukcje jak je samemu wykonać w domu.
      Ta książka to idealny pomysł na wspólne kuchenne spędzenie czasu  z dziećmi lub na ciekawy prezent dla babci, mamy czy „cioci, która robi najlepszą szarlotkę na świecie”. Można ją kupić  TUTAJ a tutaj poczytać o niej więcej. Zachęcam.

  Można też dziś egzemplarz książki wygrać w prostym konkursie na moim blogu. Wystarczy, że w komentarzu poniżej napiszesz co zamierzasz zrobić z książką, kiedy ją otrzymasz. Może ją komuś podarujesz? Może będzie perłą w twojej wielkiej kolekcji książek kucharskich? Może zawsze marzyłaś o rozwijaniu pasji cukierniczej? Może masz w sobie żyłkę artysty i chcesz to pokazać również podczas pieczenia niedzielnego ciasta? A może po prostu uwielbiasz oglądać piękne książki (tak jak moja koleżanka Dorota na zdjęciach poniżej)???        Tego nie wiem a bardzo chciałabym się dowiedzieć i wysłać to piękne 200- stronicowe albumowe wydanie komuś komu sprawi ono wiele radości. Więc jak? Są może jacyś chętni?

P.S. Na Wasze komentarze czekam do 25 sierpnia.



Pęczak z morelami i sesja dla Magazynu Moje Gotowanie

  • Pinterest
  • Facebook
  • Twitter
  • Google Plus
  • Email

       Zapraszam do kiosku gdzie od jakiegoś czasu można znaleźć już sierpniowe wydanie magazynu Moje Gotowanie w w nim moje morelowe przepisy wraz z wszystkimi zdjęciami prezentowanymi w dzisiejszym wpisie.        Każdy ciepły miesiąc ma w moim ogrodzie swój niepowtarzalny smak i zapach. Maj pachnie bzem a smakuje rzodkiewką, czerwiec to peonie i truskawki, lipiec malwy i czereśnie. A sierpień…? No właśnie tutaj nigdy nie mogę się zdecydować bo z jednej strony sierpień to czas pomidorów- dorodnych, pachnących, słodkich jak o żadnej innej porze roku. Z drugiej strony w sierpniu owocują moje ukochane morele bez których nie wyobrażam sobie drugiej połowy wakacji. W zeszłym roku rozwiązałam ten dylemat mieszając i zamykając te dwa aromaty późnego lata w słoiki. Wyszła -przepyszna, lekko pikantna konfitura, która mam nadzieję zachwyci was smakiem równie mocno jak mnie.       Oprócz nietypowej fuzji z pomidorami i chilly morele dobrze sprawdzą się w bardziej klasycznych połączeniach- idealne będą: kremowy kozi ser, brązowy cukier oraz tymianek. Najbardziej do moreli pieczonych lub duszonych a tak moim zdaniem te owoce smakują najlepiej- smak staje się pełniejszy i bardziej wykwintny. Jeśli lubicie jednak owoce surowe warto poeksperymentować z wszelkiego rodzaju smoothie (dobrze morele wypadną w towarzystwie arbuza, malin, bananów, granatu, melona czy nawet jeżyn). Aby było jeszcze ciekawiej takie smoothie można zamrozić i powstają pyszne domowe lodowe lizaki. Wg mnie to super zdrowa letnia alternatywa do kupnych lodów, która rewelacyjnie przemyca do diety dzieci więcej owoców.        Jako fanka moreli cały czas eksperymentuje z tymi owocami. Nie tylko w różnych ciastach (prezentowana dziś tarta to jeden z moich popisowych wypieków letnich- spróbujecie koniecznie) ale i różnych sałatkach- połączenie pęczaku, orzeszków pini, owocu granatu i moreli to mój ostatni hit- godny podania zarówno na kolację przy świecach w ogrodzie jak i błogie wakacyjne śniadanie do łóżka. To nie może się nie udać- pędźcie do kuchni- będzie pysznie!



Agrest- sesja dla magazynu Weranda Country

  • Pinterest
  • Facebook
  • Twitter
  • Google Plus
  • Email

To jedna z sesji z której jestem bardzo zadowolona. Umieściłabym ją w pierwszej dziesiątce moich najlepszych sesji. Jest kwintesencją tego co w fotografii kulinarnej lubię najbardziej. Spójność kadrów, proste nieprzekombinowane stylizacje, dużo elementów natury, konsekwencja w posługiwaniu się kolorem i świeżość, świeżość, świeżość.
      A przy tym wszystkie dania są naprawdę pyszne.  Jeśli lubicie agrest- pędźcie do kiosku po sierpniową Weranda Country – jeśli nie lubicie tym bardziej pędźcie. Zapewniam, że na nowo odkryjecie potencjał tego niedocenianego u nas trochę owocu. A jest on przecież taki wszechstronny. Dobrze sprawdzi się w lodach, w wytrawnych sałatkach, jako baza lemoniady czy jako pikantny czatnej np. do grillowanego camemberta.          Znajdziecie w Werandzie również przepis na pyszne ciasta z agrestem- jest prosta migdałowa tarta, jest i bardziej skomplikowany tort z nadzieniem agrestowym. Są też ciekawe i zdrowe trufle daktylowe nadziewane surowym agrestem oraz zupełny hit – podawany w jadalnych miseczkach z białej czekolady deser składający się z musów agrestowych, bitej śmietany i kremu mascarpone. Pyszne, niepowtarzalne w smaku i zupełnie uzależniające danie. Warte każdego nawet bardzo ekskluzywnego letniego przyjęcia w ogrodzie.
      Lubicie przyjęcia w ogrodzie? Ja je uwielbiam. Bez nich nie wyobrażam sobie lata. Nie ma nic piękniejszego, niż siedzieć w letni ciepły wieczór pod gwiazdami, słuchać świerszczy, wąchać wakacyjną noc i delektować się pysznym jedzeniem w gronie przyjaciół. I wcale nie potrzeba  na to dużo czasu ani wielkiego wysiłku. A jeśli zaproponujecie gościom, żeby przyszli wszyscy o godzinę wcześniej i razem z Wami przygotowali posiłek to zabawa będzie jeszcze lepsza. Spróbujcie koniecznie. Może przyjęcie agrestowe? Co Wy na to?? PS. W pracy nad częścią zdjęć w tej sesji pomagała mi Ania Simon- jedna z moich nieocenionych asystentek. Aniu- z Tobą wszystko wydaje się prostsze a niemożliwe staje się możliwe- dziękuję Ci bardzo. 



Kurs fotografii kulinarnej- ostatnie wolne miejsce na wakacje

  • Pinterest
  • Facebook
  • Twitter
  • Google Plus
  • Email

       Moi Drodzy- jest jeszcze jedno wolne miejsce na kurs fotografii kulinarnej w te wakacje. Termin to 21, 22 sierpnia godz. 10.00-16.30. Kurs jest dwuosobowy i jedna osoba już na ten kurs jest zapisana- poszukujemy drugiej 🙂 To jest ostatnia szansa aby przyjechać na kurs do mnie w najbliższych paru miesiącach. Wszystko na wakacje już dawno zarezerwowane, cały wrzesień jestem poza normalnym kalendarzem szkoleń bo fotografuję książkę (nie, nie moją!) a na październik stoi już kolejka na zapisy (ale mi się klaruje dwutygodniowy wyjazd do RPA i dopóki się nie wyklaruje to nie otwieram jeszcze rezerwacji).

       Tylko jakoś ten 21,22 sierpnia nikomu dotąd nie podpasował. Może ktoś jest chętny? Super współkursantka czeka. Solidna dawka wiedzy i praktyki fotograficznej czeka, moje domowe studio czeka. Więcej informacji na temat samego kursu i jego ceny znajdziecie TUTAJ click . Jeśli jesteście chętne/chętni trzeba po prostu wypełnić formularz w tym samym linku na dole strony a w uwagach wpisać datę 21,22 sierpnia. To jak? – do zobaczenia niebawem?
Ps. Na wszystkie pytania i wątpliwości odpowiem w komentarzach poniżej lub mailowo greenmorning.pl@gmail.com lub przez kontakt na blogu- zapraszam.



Mirabelkowa sesja dla magazynu Moje Gotowanie i gniazdka z ciasta philo

  • Pinterest
  • Facebook
  • Twitter
  • Google Plus
  • Email

      Jeśli się pospieszycie to w kioskach znajdziecie jeszcze lipcowy numer magazynu Moje Gotowanie a w nim aż 16 stron z moimi zdjęciami i przepisami. Miedzy innymi piękną okładkę z mirabelkowym plackiem. Można powiedzieć że, historia tego zwykłego placka to istne ” od zera do bohatera”.
       W ogóle nie było go w planie sesji. Powstał dzięki mojej asystentce Asikundzie ( serdecznie pozdrawiam Asi!), która nie mogła patrzeć na pozostałe po sesji produkty walające się w różnych częściach mojego studia i mojej kuchni.  Alternatywą dla nich byłby pewnie, kosz na śmieci lub ewentualnie mój kompostownik-gdzie staną się ucztą dla wiewiórek (a wiewiórki jeśli będę nieostrożne staną się niestety ucztą mojego kota!!!  Czy Wasze koty też z taką zawziętością polują na wiewiórki???).         Asi więc postanowiła zlitować się nad wiewiórkami i zapobiec marnowaniu jedzenia. I kiedy ja próbowałam prostować plecy po całym dniu nachylania się nad aparatem leżąc plackiem na kuchennej podłodze- Asi zakasała rękawy pozbierała bałagan i wyczarowała z niego pięknie pachnące ciasto. I już, już… miałyśmy je pokroić i zjeść ze szklanką zimnego mleka kiedy jak zwykle okazało się, że mój instynkt fotografa jest silniejszy niż głód i zmęczenie. Tylko siłą woli zwlekłam się więc z podłogi, poszłam na górę do studia i obfotografowałam ciasto (tak dla świętego spokoju). Trwało to dokładnie 5 minut bo na więcej mnie po prostu nie było tego dnia już stać.       Sesja powędrowała do szuflady na ponad 10 miesięcy.  Coraz częściej pracuje w takim systemie i dziękuję Bogu, że mogę sobie na to pozwolić. Uwierzcie, nie ma nic gorszego niż próba stwarzania pozorów sezonowości na zdjęciach. Taką sesję mirabelkową, żeby ukazała się w lipcowym numerze musiałabym wykonać w kwietniu. Skąd ja na Boga w kwietniu mam wziąć mirabelki?! Albo poziomki w marcu? Albo czereśnie w lutym? No skąd??? Witajcie w świecie dylematów fotografów kulinarnych pracujących dla magazynów 🙂

      Dlatego większość z nas prędzej czy później dochodzi do wniosku, że najlepiej robić sesję zgodnie z rytmem przyrody i pór roku. Tak po bożemu :  szparagi w maju, truskawki w czerwcu, jagody w lipcu, mirabelki w sierpniu, grzyby we wrześniu. Trzeba znaleźć tylko w sobie tyle determinacji i czasu aby jeden rok zrobić na zakładkę. Tzn. obok sesji robionych w normalnym rytmie zrobić te do szuflady na następny rok. Ja taki niewykonalny plan zrealizowałam w 2016 roku. Oprócz normalnej stałej comiesięcznej pracy przy sesjach, oprócz dziesiątków prowadzonych kursów, oprócz sfotografowania dużej książki kucharskiej przez cały rok systematycznie tworzyłam sesje do szuflady „na za rok”. Opłaciło się- wszystkie sprzedałam polskim lub zagranicznym magazynom kulinarnym i dzięki temu tego roku w większości pracuję bez stresu (nie szukając poziomek w śniegu) lecz fotografując spokojniej na sezon 2018. A wy możecie na moich zdjęciach oglądać prawdziwe owoce i warzywa w ich najlepszej wersji- bo zerwanej prosto z mojego ogródka.

       A wracając do mirabelkowego placka, kiedy wysyłałam zdjęcia i przepisy do redakcji Mojego Gotowania, zdjęcie placka (którego nawet do sesji nie planowałam dołączać ani nie napisałam do niego przepisu) zaplątało się w wysyłanym zestawie przez zupełny przypadek.  Dowiedziałam się o tym po paru dniach, kiedy przyszła informacja, ze brakuje jednego przepisu w zestawie i to akurat na ciasto, które właśnie wylądowało na okładce magazynu :)!!! Szybko sięgnęłam więc do magicznego zeszytu, gdzie zapisuję wszystkie przepisy na dania fotografowane w studio i dziękowałam Bogu a raczej Asikundzie za jej skrupulatność i zanotowanie przepisu na mirabelkowy placek.

      Jaki morał tej historii? Nawet jeśli bardzo Ci się nie chce, jeśli wydaje Ci się, że już nie dasz zupełnie rady, kiedy wszyscy dawno już odpuścili i Tobie radzą to samo- znajdź w sobie siłę, znajdź w sobie odwagę i zrób jeszcze ten jeden krok naprzód, zrób o ten jeden wysiłek więcej, pochyl się nad czymś po raz tysięczny pierwszy- kto wie może to jest właśnie ten raz, który coś zmieni w Twoim życiu. Bo życie naprawdę potrafi zaskakiwać- i to w najmniej oczekiwanym momencie.



Babka z jagodami i jogodowa sesja dla magazynu Moje Gotowanie

  • Pinterest
  • Facebook
  • Twitter
  • Google Plus
  • Email

     Prezentowana dziś sesja powstała podczas moich zeszłorocznych wakacji w Karkonoszach. Po bardzo długiej przerwie odwiedziliśmy moją ukochaną Szklarską Porębę i mieliśmy plan spędzić dwa tygodnie chodząc po okolicznych górach.        Pogoda miała jednak zupełnie inny plan i prawie cały czas padało lub było okropnie zimno. Nasza najwyższa temperatura podczas tych 2 tygodni wakacji to było 18’C a średnio termometr oscylował w okolicach 10-13’C.  Dlatego pełna empatii solidaryzuję się z wszystkimi, którzy właśnie spędzają swoje wyczekane przez cały rok wakacje nad polskim morzem. Śle Wam jak najwięcej słońca, trzymajcie się ciepło.      Kiedy więc nasze plany wakacyjne nie za bardzo miały szansę na powodzenie co zrobiła fotografka kulinarna na wakacjach?? To co zwykle- po prostu zabrała się do pracy 🙂 Mieszkaliśmy w starej leśniczówce, położonej wśród lasów pełnych jagód a nasza kuchnia wyposażona była w rewelacyjnie pieczący piekarnik i zamrażarkę. Po prostu żal było nie zrobić tam jagodowej sesji.
      Z takiego obrotu sprawy najbardziej cieszyły się dzieci pochłaniając nadprogramowe domowe lody, ciasta, serniki czy koktajle. Więc ostatecznie z wakacji wróciłam zadowolona bo dzięki złej pogodzie wtedy mam trochę wolnego tego roku sprzedając magazynom sesje powstałe ubiegłego czerwca, lipca i sierpnia.

     Przepisy na prezentowane dziś dania znajdziecie w najnowszym lipcowym numerze magazynu Moje Gotowanie. Są lody lawendowo-jagodowe, mrożone rozetki musowo-jagodowe, sernik limonkowy z jagodami, moje popisowe jagodzianki bez jajek i najprostsza na świecie babka z jagodami. Ostatni przepis dzięki uprzejmości magazynu prezentuje Wam dziś na blogu. Po resztę zapraszam do kiosku. Smacznego!