Chipsy z kapusty oraz sesja dla Magazynu Moje Gotowanie

  • Pinterest
  • Facebook
  • Twitter
  • Google Plus
  • Email

Moi Drodzy, w kioskach od jakiegoś czasu można znaleźć już październikowy numer magazynu Moje Gotowanie a w nim moją kapuścianą jesienna sesję. Cała w leśno-zielonych klimatach ,które uwielbiam fotografować.
Znajdziecie w magazynie przepis na pyszne gołąbki z kaszą jaglaną i kurkami. Aromatyczne warzywne pulpeciki, które dobrze smakują zarówno na zimno w formie przekąski jak i na ciepło polane sosem pomidorowym.
Jest też przepis na surówkę z kapusty, awokado, ogórków i ziaren słonecznika oraz na pyszne, jesienne, pieczone, kruche pierożki nadziewane długo prażoną kapustą (z imbirem i suszonymi śliwkami). A na koniec kiszone liście kapusty. Bardzo dekoracyjne i do kreatywnego wykorzystania w kuchni. Ja np. uwielbiam robić z nich roladki humusowe.
 A na blogu dzielę się z Wami (dzięki uprzejmości redakcji) szóstym kapuścianym pomysłem prezentowanym w Moim Gotowaniu. Jest to przepis na pyszne, zdrowe, wegańskie chipsy z liście włoskiej kapusty. Kto jeszcze nigdy nie jadł takiego przysmaku koniecznie musi dać się zaskoczyć i spróbować. To jest pyszne i banalnie proste w przygotowaniu- już więcej od takiej zdrowej przekąski wymagać nie można . Polecam serdecznie.
  I na koniec chciałam jeszcze z góry uprzedzić, że znów mnie tutaj trochę dla Was nie będzie. Lecę niebawem do RPA, żeby tam pobuszować z aparatem po ciekawych plantacjach i uprawach egzotycznych warzyw i owoców. Wrócę mam nadzieję pełna historii które będę chciała Wam tutaj niedługo opisać.

A tych, którym się będzie beze mnie nudziło zapraszam do empików- tam pod koniec października premiera książki Idy Kulawik , którą fotografowałam przez cały wrzesień. Ale o tym może już następnym razem…



Chipsy z cukinii i cukiniowa sesja dla Weranda Country

  • Pinterest
  • Facebook
  • Twitter
  • Google Plus
  • Email

        Ja chcę Złotą Polską Jesień!!! Taką jak na tych (robionych zresztą w lipcu ;)) zdjęciach. Czy ktoś może wie gdzie się podziała? Lub może ktoś schował? Niech natychmiast oddaje! To dopiero początek października a w moim ogrodzie liście lecą jakby był już listopad. Tęsknię za słońcem, ferią ciepłych barw i babim latem. A tu za oknem depresja uosobiona. Dobrze, ze chociaż grzyby stanęły na wysokości zadania.  Codziennie obchodzimy z mężem nasz wielki (półhektarowy) ogród, który tak naprawdę jest polaną w lesie i zbieramy po paręnaście grzybów- głównie podgrzybków i zajączków. W całym domu pachnie więc przyjemnie suszonymi grzybami. Pogoda choć nie zachęca to jednak zmusiła mnie  do robienia porządków w moim wybitnie zarośniętym (chwastami niestety) tego roku warzywniaku.     Zeszłej niedzieli zrobiłam już wykopki (jak co roku wiosną zasadziłam sadzonki przysłane mi przez moich wspaniałych klientów spod Hamburga) i od tygodnia jemy na każdy obiad ziemniaczaną tęczę. Wykopałam marchewki usunęłam pomidorowe krzaki i zebrałam ostatnie cukinie (choć krzaki jeszcze się nie poddają i cały czas kwitną lecz przy takiej pogodzie nie spodziewam się już za obfitych plonów).
Cukinie są malutkie z delikatną skórką – takie lubię najbardziej i najchętniej schrupałabym je w całości ale wiem, ze można z nich też wyczarować tyle różnych pyszności. W październikowym numerze Weranda Country dzielę się moimi ulubionymi pomysłami na młodziutkie cukinie. Zachęcam do wypróbowania przepisów. Znajdziecie tam słodkie muffiny cukiniowe z jarzębiną, zupę cukiniową ze smażonymi spiralkami, sałatkę z liśćmi nasturcji, wstążkami cukinii, orzechami i smażonymi kurkami, tartę z kozim serem i tymiankiem, surowe spagetti z sosem z awokado oraz pyszne pieczone, chrupiące, cukiniowe chipsy. Dzięki uprzejmości redakcji dzielę się dziś z Wami tym przepisem na blogu. Spróbujcie koniecznie. Smacznego!



Kozia Farma Złotna

  • Pinterest
  • Facebook
  • Twitter
  • Google Plus
  • Email

Na północy Polski, nieopodal Morąga, na granicy Warmii, Powiśla, Żuław i Mazur istnieje kraina niegdyś zwana Oberlandem. Ten region to zielone płuca Polski – jeden z najczystszych i najbardziej dziewiczych terenów w Europie.  Tutaj w miejscowości Złotna- Kasia i Grzegorz Łaski postanowili założyć swoją ekologiczną kozią farmę.

Jak ich poznałam? Tak jak wiele innych wspaniałych ludzi przez ostatnie 4 lata. Na prowadzonych przeze mnie warsztatach fotografii kulinarnej. Kasia była jedną z moich kursantek a kurs ufundował jej Grzegorz- jej kochający mąż, który napisał do mnie któregoś dnia, że z miłą chęcią zrobi coś aby jego żona przestała już tylko wzdychać do moich zdjęć i że jej pasja do fotografii jest godna wsparcie (jak ja uwielbiam takich mężów którzy pomagają swoim żonom w samorozwoju!).

Kasia okazała się przesympatyczną osobą z wielką pasją (taką pochodnią, która ma moc zapalania innych) i od razu się polubiłyśmy na tyle, że na początku tego roku dołączyła do grona innych cudownych Pań na moich sycylijskich wyjazdowych warsztatach fotograficznych.

Tam poznałam Kasię bliżej i zapragnęłam odwiedzić jej farmę, o której z tak wielkim zapałem opowiadała. Pewnie jednak długo jeszcze bym nie znalazła na to czasu w moim zabieganym ostatnio życiu zawodowym, gdyby nie pomysł aby spróbować o Kasi, Grzegorzu oraz ich farmie zrobić reportaż zdjęciowy dla magazynu Weranda Country.

Dla mnie to idealni bohaterowie tego czasopisma. Ludzie z pasją, którym przyświeca idea powrotu do źródeł, do czystej nieskażonej chemią żywności . Po dwudziestu latach życia w wielkim mieście i pracy w korporacjach postanowili coś zmienić w swoim życiu. Kupili ziemię w rodzinnych stronach Grzegorza, wyprowadzili się na wieś i w parę krótkich lat powstała Kozia Farma Złotna, ze stadem 140 kóz, malutkim hotelikem przy dużej serowarni, która produkuje jedne z najlepszych kozich serów, które jadłam w życiu.

  To manufaktura prawdziwie ekologicznych produktów, znajdziecie tu krótko dojrzewające sery podpuszczkowe, śmietankowe twarożki z pasteryzowanego i niepasteryzowanego mleka, kozie sery solankowe i twarde sery typu holenderskiego, a także jogurty i kefiry. Kasia i Grzegorz wysyłają swoje produkty do indywidualnych klientów i restauracji na terenie całej Polski- TUTAJ spróbujcie koniecznie . Moim zdecydowanym faworytem jest wędzony serek Złotniak- zasłużony medalista wielu konkursów. Każdy koneser serów(nie tylko kozich) powinien koniecznie choć raz go popróbować.

Dużo bardziej niż pyszne sery na farmie zachwyciło mnie jednak coś innego-  podejście gospodarzy do  ich zwierząt. Jestem na to bardzo uwrażliwiona. Odwiedziłam w ostatnich paru latach wiele ekologicznych farm gdzie dobrostan zwierząt był na wysokim poziomie w porównaniu do współczesnych ogólnych standardów hodowli zwierząt. W Złotnej jednak zobaczyłam coś dużo lepszego- autentyczną troskę i szacunek dla zwierząt.  Stado liczy sobie ponad 140 zwierząt. I Kasia potrafi każde z nich zawołać po imieniu (już samo to, że wszystkie one mają imiona jest wyjątkowe).  Co więcej, Kasia rozróżnia które młode należy do której matki i potrafi je zaprowadzić do rodzicielki kiedy „się zgubi i płacze”. Maluchy na farmie nie są natychmiast odstawiane od matek lecz pozwala im się pić mleko do czasu aż trochę podrosną a małym koźlątkom znajduje się domy zamiast wysyłać je do rzeźni.

Kasia jest skarbnicą wiedzy o kozich charakterach, upodobaniach i naturze tych zwierząt. Jej historie są nie z tej ziemi. Jak na przykład o kozie, która tak bardzo chciała mieć młode, że ukradła jedno z nowo narodzonych koźlątek swojej koleżance podczas porodu, wylizała je ukryła w ciemnym rogu koziarni i z wielkiej miłości i pragnienia opieki nad nim dostała laktacji, która pozwoliła jej to „adoptowane dziecko” odkarmić i wychować.  Lub o innej kozie, która wyprowadziła się z koziarni i zamieszkała pod schodami dojarni, porzuciła swój instynkt stadny (który kozy mają ogromny) i stała się samotną outsiderką.

Spędziłam na farmie 4 dni i miałam okazje obserwować nie tylko Kasię i Grzegorza ale również ich licznych pracowników przy pracy. Często siedziałam gdzieś w koziarni zupełnie przez nich niezauważona i pełna inspiracji ich autentyczną troską okazywaną zwierzętom (nie na pokaz lecz wypływającą z codziennej praktyki i standardów w tym miejscu). Przyznam szczerze, że ja sama już w połowie wizyty zaczęłam rozumieć przywiązanie gospodarzy do tych ciekawych i fascynujących zwierząt.  Kozy okazały się stworzeniami czystymi( w przeciwieństwie do krów np. zawsze patrzą gdzie się kładą, jeśli są tam jakieś nieczystości najpierw odsuną je kopytkiem), bardzo opiekuńczymi (spróbuj sfotografować małe koźlątko, to co najczęściej uwiecznisz na zdjęciu to zadki 5 dorosłych kozich mam, które dla bezpieczeństwa będę maleństwa zawsze przed tobą osłaniać), ciekawskimi („co to za dziwna maszyna, która pstryka błyska i patrzy na mnie jednym okiem ?”, może da się ją zjeść lub choć polizać szkiełko obiektywu??), wojowniczymi (wszystkie chciały dzielnie wojować z moim trójnożnym a dla nich chyba trójRożnym statywem) i sympatycznymi („no weź podrap mnie tu za uszkiem, no nigdzie Cie nie puszczę dopóki mnie nie podrapiesz”).

Opowieści gospodarzy bardzo pomagają w zrozumieniu „koziego świata”. Kasia i Grzegorz propagują wiedzę i zarażają pasją miłości do tych zwierząt. Goście ich hoteliku zawsze mogą odwiedzić koziarnię czy pójść z kozami na pastwisko. Miejsce jest przyjazne dzieciom, ma również statut „zagrody edukacyjnej”. Dzięki temu i odwiedza je dużo grup szkolnych i przedszkolnych. Zachęcam też i Was aby wybrać się tam na weekend lub parę dni odpoczynku.

Tylko ostrzegam- paru gości Kasi i Grzegorza nie poprzestało na wakacjach u nich lecz zarażeni pasją tych wspaniałych ludzi kupili ziemię w okolicy i idąc za przykładem dzisiejszych bohaterów zakładają ekologiczne gospodarstwa. Niedługo w Oberlandzie zrobi się ich prawdziwe zagłębie 🙂     Niewątpliwie atutem miejsca jest też wspaniała kuchnia Kasi wykorzystująca nie tylko miejscowe sery ale i dary z okolicznych , pól, łąk, lasów i wielkiego przydomowego warzywnika. Skosztowałam w Złotnej  nadziewanych kozim serem i warzywami cukinii, pysznego makaronu z kremowym serkiem, szpinakiem i suszonymi pomidorami, rewelacyjnej zupy dyniowej czy niezwykłej sałatki z rucolą, arbuzem i solankowym serkiem. Same pyszności- na które przepisy znajdziecie w październikowym numerze Weranda Country gdzie również więcej zdjęć i informacji na temat tego cudownego miejsca i ciekawych ludzi. Koniecznie zapraszam do kiosków 🙂

       Na sam koniec chciałam bardzo podziękować wszystkim którzy okazali mi w czasie pracy nad tym materiałem swoją pomoc i zaufanie. W połowie sesji na farmie upadłam i stłukłam swój sprzęt fotograficzny.  Zostałam na drugim końcu Polski z dala od jakiegokolwiek sklepu lub znajomych do których mogłabym podjechać i pożyczyć sprzęt. Z desperacji postanowiłam napisać o tym na FB z wyjaśnieniem gdzie jestem, w jakiej sytuacji i jakiej pomocy potrzebuję. Reakcja czytelników mnie zupełnie zaskoczyła. Ilość maili, telefonów i smsów z chęcią pomocy była ogromna. Wsparcie okazali mi i obdarzyli zaufaniem nie tylko znajomi, byli kursanci czy czytelnicy bloga ale i cała rzesza zupełnie nieznanych mi ludzi.  Każdy z nich ofiarowywał pomoc, radę lub był gotów powierzyć mi, (zupełnie nieznajomej osobie) sprzęt fotograficzny warty nawet parędziesiąt tysięcy złotych.    Moi Drodzy- to było bardzo miłe. Po raz kolejny udowodniliście mi, że świat jest piękny a ludzie wspaniali i że jestem wielką szczęściarą że mogę mieć Was wszystkich dookoła. Dziękuję Wam serdecznie. A w szczególności Iwonie Kowalskiej (której obiektywem ostatecznie dokończyłam pracę nad prezentowanymi dziś zdjęciami) oraz mojej serdecznej „sister in photography” Magdzie Wasiczek, która rzuciła wszystko i przejechała ponad 400km aby ratować mnie w potrzebie (i jest również autorką poniższego zdjęcia po prawej). Dziękuję raz jeszcze- uwielbiam Was wszystkich !!!



Ksiązka „Moje Cztery Pory Roku”- rozstrzygnięcie konkursu

  • Pinterest
  • Facebook
  • Twitter
  • Google Plus
  • Email

    Dziękuję wszystkim za piękne komentarze.Dzięki nim poznałam nie tylko Was i Wasze historie ale również tyle bliskich Wam osób. Oczarowała mnie i siostrzenica Agata i ciocia Zosia i „bratnia dusza” poznana w Internecie. Bardzo spodobał mi się również króciutki lecz niezwykle poetycki komentarz Violi.     Książkę jednak postanowiłam przyznać Izie i „jej ulicy” za poniżej zacytowany komentarz.

    „Matka czwórki dzieci z apetytami…posiłki często szybko☺i to dzieci zawsze zaskakiwały pomysłami : kanapki żaglówki, kolorowe zdrowe deserki czy przepychanki przy ozdabianiu mazurków i muffinek. Swiąteczne wypieki trafiają do sąsiadów. Teraz córki-7 i 10 lat zapraszają dzieci sąsiadów i pieką (sąsiedzi się rewanżują). Synowie (14 i 17) pieką i gotują …lubią to!
…czasu mamy coraz więcej na dopieszczanie potraw czy wypieków
…sąsiedzi sympatyczni…też mogą korzystać z książki
TAK!!! Chcielibyśmy ją mieć na swojej ulicy!!!”

Izo- gratuluję super dzieci, wspaniałych sąsiedzkich relacji i życzę wszystkiego najlepszego. Mam nadzieję, że ta książka wniesie do Waszego życia wiele piękna i kreatywności. Proszę napisz do mnie na greenmorning.pl@gmail.com i podaj adres na który mogę książkę wysłać.
Reszcie osób bardzo dziękuję i szybko informuję, że to nie koniec i będzie jeszcze tą książkę można wygrać na moim blogu.  Mamy przecież jeszcze do zaprezentowania jesienny i zimowy rozdział. A więc do zobaczenia wkrótce.



KONKURS książka „Moje Cztery Pory Roku”- Igi Sarzyńskiej

  • Pinterest
  • Facebook
  • Twitter
  • Google Plus
  • Email

      Moi Drodzy, jak pewnie wielu z Was się orientuje przez cały ubiegły rok fotografowałam wspaniałą książkę cukierniczą autorstwa równie wspaniałej Igi Sarzyńskiej. Książka to poradnik sugar-craftingu (czyli dekorowania wypieków masą cukrową i lukrem królewskim). Iga jest w tym mistrzynią i w książce dzieli się swoimi sekretami i pomysłami. Dzieli się też recepturami na najlepsze ciasta, pierniczki i masy tortowe.

     A ja dzięki uprzejmości Igi, dzielę się dziś z Wami zdjęciami z kolejnego rozdziału książki- tym razem jest to LATO. ( Tutaj można obejrzeć wiosnę ). Dzięki wspaniałemu podejściu Igi, książka powstawała niespiesznie przez cały rok i dawała komfort pracy w określonej porze roku, którą zamierzałyśmy przedstawić na zdjęciach. To była duża odmiana dla mnie, fotografa współpracującego z magazynami, który zmuszony jest wykonywać sesje z co najmniej 3 miesięcznym wyprzedzeniem i kombinować jak zdobyć poziomki w marcu i śnieg we wrześniu. Tu nie było problemu- wychodziłyśmy do mojego ogrodu i fotografowałyśmy świat takim jakim był.

     Rozdział LATO jest w książce najobszerniejszy- dużo w nim pomysłów na piękne okazałe torty- jak choćby ten poniższy- weselny tort piwoniowy. Obserwować Igę jak krok po kroku z masy, która wygląda jak  kawałek plasteliny- tworzy słodkie jadalne piwonie -zupełnie  jak żywe- to była wielka przyjemność.      Wy też możecie sobie to obejrzeć- ponieważ książka zawiera prawie 300 zdjęć- tutoriali – gdzie krok po kroku Iga pokazuje i tłumaczy jak wykonać wszystkie zaprezentowane w książce cuda sztuki cukierniczej.
      Iga to osoba niezwykła- ujęła mnie skromnością i pracowitością. Zanim ją poznałam wydawało mi się, że jestem tytanem pracy (wręcz pracoholikiem) przy Idze czułam się jednak jak patentowany leń. To przecież jeszcze taka młoda dziewczyna. Ja w jej wieku jeździłam po świecie, robiłam różne dziwne i szalone rzeczy- ona po śmierci taty (któremu książka jest zresztą dedykowana) wraz z siostrą i mamą przejęła rodzinną firmę, założyła w niej swoją cukiernię, odpowiedzialnie ją rozwija, odnosi sukcesy, zdobywa nagrody, staje się branżowym autorytetem.
     Tak, ma wielki talent ale wszyscy dobrze wiemy, że talent to tylko „wyjściowa” do odniesienia sukcesu a cała reszta do „ciężka praca, ciężka praca i jeszcze raz ciężka praca”. I Iga się tej ciężkiej pracy nie boi lubi sobie stawiać wyzwania i je realizować- ta piękna książka, którą miałam okazję ilustrować była jednym z takich wyzwań- moim zdaniem zrealizowanym perfekcyjnie. Polecam ją wszystkim a w szczególności tym, którzy kochają piękno i słodkości.       Znajdziecie tu pomysły nie tylko na wielkie weselne torty ale i malutkie kruche ciasteczka, np. w kształcie truskawek, arbuzów, lodów, rowerów, zwierzątek – i proste, łatwe i przejrzyste instrukcje jak je samemu wykonać w domu.
      Ta książka to idealny pomysł na wspólne kuchenne spędzenie czasu  z dziećmi lub na ciekawy prezent dla babci, mamy czy „cioci, która robi najlepszą szarlotkę na świecie”. Można ją kupić  TUTAJ a tutaj poczytać o niej więcej. Zachęcam.

  Można też dziś egzemplarz książki wygrać w prostym konkursie na moim blogu. Wystarczy, że w komentarzu poniżej napiszesz co zamierzasz zrobić z książką, kiedy ją otrzymasz. Może ją komuś podarujesz? Może będzie perłą w twojej wielkiej kolekcji książek kucharskich? Może zawsze marzyłaś o rozwijaniu pasji cukierniczej? Może masz w sobie żyłkę artysty i chcesz to pokazać również podczas pieczenia niedzielnego ciasta? A może po prostu uwielbiasz oglądać piękne książki (tak jak moja koleżanka Dorota na zdjęciach poniżej)???        Tego nie wiem a bardzo chciałabym się dowiedzieć i wysłać to piękne 200- stronicowe albumowe wydanie komuś komu sprawi ono wiele radości. Więc jak? Są może jacyś chętni?

P.S. Na Wasze komentarze czekam do 25 sierpnia.



Pęczak z morelami i sesja dla Magazynu Moje Gotowanie

  • Pinterest
  • Facebook
  • Twitter
  • Google Plus
  • Email

       Zapraszam do kiosku gdzie od jakiegoś czasu można znaleźć już sierpniowe wydanie magazynu Moje Gotowanie w w nim moje morelowe przepisy wraz z wszystkimi zdjęciami prezentowanymi w dzisiejszym wpisie.        Każdy ciepły miesiąc ma w moim ogrodzie swój niepowtarzalny smak i zapach. Maj pachnie bzem a smakuje rzodkiewką, czerwiec to peonie i truskawki, lipiec malwy i czereśnie. A sierpień…? No właśnie tutaj nigdy nie mogę się zdecydować bo z jednej strony sierpień to czas pomidorów- dorodnych, pachnących, słodkich jak o żadnej innej porze roku. Z drugiej strony w sierpniu owocują moje ukochane morele bez których nie wyobrażam sobie drugiej połowy wakacji. W zeszłym roku rozwiązałam ten dylemat mieszając i zamykając te dwa aromaty późnego lata w słoiki. Wyszła -przepyszna, lekko pikantna konfitura, która mam nadzieję zachwyci was smakiem równie mocno jak mnie.       Oprócz nietypowej fuzji z pomidorami i chilly morele dobrze sprawdzą się w bardziej klasycznych połączeniach- idealne będą: kremowy kozi ser, brązowy cukier oraz tymianek. Najbardziej do moreli pieczonych lub duszonych a tak moim zdaniem te owoce smakują najlepiej- smak staje się pełniejszy i bardziej wykwintny. Jeśli lubicie jednak owoce surowe warto poeksperymentować z wszelkiego rodzaju smoothie (dobrze morele wypadną w towarzystwie arbuza, malin, bananów, granatu, melona czy nawet jeżyn). Aby było jeszcze ciekawiej takie smoothie można zamrozić i powstają pyszne domowe lodowe lizaki. Wg mnie to super zdrowa letnia alternatywa do kupnych lodów, która rewelacyjnie przemyca do diety dzieci więcej owoców.        Jako fanka moreli cały czas eksperymentuje z tymi owocami. Nie tylko w różnych ciastach (prezentowana dziś tarta to jeden z moich popisowych wypieków letnich- spróbujecie koniecznie) ale i różnych sałatkach- połączenie pęczaku, orzeszków pini, owocu granatu i moreli to mój ostatni hit- godny podania zarówno na kolację przy świecach w ogrodzie jak i błogie wakacyjne śniadanie do łóżka. To nie może się nie udać- pędźcie do kuchni- będzie pysznie!