Faworki bez jajek -najlepsze!

IMG_9791-horz (1)       W Indiach, w zachodnim Bengalu, a dokładniej w stanie Orissa, nad samym brzegiem oceanu leży miasto Puri. Jest ono (wraz z Bhadrinath, Dwaraką i Rameśvaram) zaliczane  do Char Dham- 4 świętych miejsc pielgrzymek , które każdy pobożny Hindus powinien odwiedzić przynajmniej raz w życiu.  Puri znane jest również jako Jaganatha Puri od imienia Bóstwa (Jaganath- Pan Wszechświata) rezydującego w lokalnej, starej świątyni. Bóstwo to jest bardzo nietypowe , jak na indyjskie standardy. Większość Murti (posągów Bóstw) w hinduistycznych świątyniach (ponieważ czczona jest przez pokolenia, wieki  a nawet tysiąclecia) wykonana jest z trwałych materiałów takich jak marmur, kamień, brąz czy srebro.  Jaganath (oraz 2 inne postacie: jego siostry i brata) wykonany jest z prosto ociosanego wielkiego kawałka drewna i pomalowany w bajecznie kolorowych barwach (zobacz tutaj ). Bóstwo czczone jest w przepięknej świątyni. Miejsce to odwiedza ponad milion pielgrzymów rocznie. Religijne pisma datują świątynię i kult Jaganatha na II w. przed Chrystusem a pierwsze zachowane historyczne wzmianki pojawiły się w IX w. i związane są z osobą Sankaracaryi- wielkiego reformatora hinduizmu, który odwiedził Puri podczas swoich podróży po kraju.

       Dlaczego o tym wszystkim Wam piszę????  Dlatego, że dzisiejsze chrusty to tak naprawdę nie chrusty lecz słodycze pochodzące właśnie z Puri i nazywane tam „językami Pana Jaganatha” lub khaja.

       Khaja są przepyszne i wpisują się w kanon smażonych i oblewanych syropem słodyczy serwowanych na każdej, jak Indie długie i szerokie, ulicy.  „Języki Pana Jaganatha” moim zdaniem są jednak  wyjątkowe i zdecydowanie zasługują na międzynarodową karierę . Dlatego postanowiłam Wam je dziś zaprezentować. IMG_9976-horz       Pierwsze swoje khaja jadłam jakieś 20 lat temu podczas mojej wizyty w Puri. Były wyjątkowe nie tylko za sprawą smaku ale również dlatego, że pochodziły ze świątynnej kuchni. (Jest to podobno największa kuchnia w całych Indiach).

       W świątyni odprawianych jest codziennie wiele ceremonii i obrzędów związanych z rezydującym tam Bóstwem. Miedzy innymi dzień w dzień Jaganathowi ofiarowuje się  ogromne ilości pożywienia (co najmniej 56 potraw w dni normalne i 108 w święta). Jedzenie to po wykonanej ceremonii, uważane jest za święte i nazywane prasadam (łaską). Wywożone jest wielkimi wozami ze świątynnej kuchni i na specjalnym placu miasta- rozdawane licznej rzeszy pielgrzymów oraz potrzebującym z całego Puri.

       W świątynnej kuchni  gotuje się wg. najwyższych standardów czystości, na żywym ogniu (rozpalanym podczas specjalnego rytuału, codziennie o wschodzie słońca), w jednorazowych glinianych garnkach, pożywienie tylko wegetariańskie (bez mięsa, ryb i jaj oraz paru innych produktów uznawanych w hinduizmie za nieakceptowalne w standardach świątynnych, np. cebula i czosnek) . Kucharzami są członkowie najznamienitszych lokalnych rodów. A receptury i sposoby gotowania przekazywane w nich z pokolenia na pokolenie od setek lat.

       Więcej o tej niesamowitej kuchni oraz  o przepięknej historii świątyni i samego Bóstwa (oraz o tym dlaczego wygląda ono tak jak wygląda) przeczytacie tutaj , na oficjalnej stronnie świątyni. A tutaj macie zdjęcie straganu sprzed świątyni gdzie sprzedawane są najpyszniejsze i najpiękniejsze khaja na świecie.

IMG_9753-horz        Jeśli prezentowane dziś zdjęcia zachęciły Was do wykonania tych słodyczy (i nie jesteś weganami- dla nich wersja z olejem) to polecam smażenie khaja na klarowanym maśle. Jest to czysty tłuszcz mleczny czyli masło które poprzez długie gotowanie pozbawiono całej serwatki i wody oraz innych zanieczyszczeń stałych.

        Klarowane masło (powszechnie używane w kuchni indyjskiej pod nazwą ghee) zachowuje w sobie  cudowny orzechowy aromat smażonego masła ale ma od niego dużo wyższą temperaturę dymienia (nawet dużo wyższą niż większość olejów). Dzięki temu może być używane do smażenie w głęboki tłuszczu ( ma także tysiące innych zastosowań zarówno kulinarnych jak i leczniczych- ale o tym może innym razem). Klarowane masło od paru lat można kupić w wielu polskich sklepach (np. w Almie, Auchan czy Biedronce- patrz na półkach obok masła- sprzedawane jest w plastikowych wiaderkach). Takie masło używane było również szeroko w kuchni staropolskiej (np. dodawane do gotowanych bulionów czy ciasta na pierogi oraz używane właśnie do smażenia słodkich ciastek).

       Khaja w wersji wegańskiej smażone na oleju będą się nieznacznie różnic od tych z klarowanego masła (patrz pierwszy dyptyk w tym poście- po lewej stronie wersja wegańska, po prawej z klarowanym masłem). Płatki będą leciutko grubsze i pokryte większą ilością pęcherzyków ale nadal będą FENOMENALNIE pyszne.

IMG_9812-horz

       Daje Wam też do wyboru dwie wersje wykończenia khaja- te posypane cukrem pudrem i te klasyczne- oblane słodkim syropem. Ja sama nie mogę się zdecydować, którą wersję wolę bardziej. Jeszcze do przedwczoraj wydawało mi się, że tą z cukrem pudrem bo smakuje jak faworki (tylko o niebo lepiej).

       Po długiej przerwie, aby zaprezentować Wam przepis, zrobiłam klasyczne khaja w syropie i… zakochałam się w nich od nowa- smakują jak najlepsza baklawa- a kiedy jeszcze posypie się je uprażonymi pistacjami po prostu nie można się od nich oderwać. W sam raz na nadchodzący tłusty czwartek.
IMG_8620-3-horz
Teraz nie pozostaje mi już nic innego jak życzyć Wam smacznego oraz  uprzejmie poinformować, że:
Wszystkie skargi, zażalenia i reklamacje na niedopinające się w piątkowy poranek: dżinsy, spódniczki czy bluzeczki będą z wielkim żalem ale jednak …..rozpatrywane ODMOWNIE.

PS. Szybciutko dopisuje, bo na śmierć zapomniałam. Przepisem na khaja parę lat temu podzieliła się ze mną moja internetowa koleżanka Alaksya z tego bloga. Przepis przeszedł moje modyfikacje ale zaczynałam od jej wersji, bo okazała się jedną z lepszych które próbowałam poza Puri.

IMG_9884-tilenap

60 Komentarzy → Faworki bez jajek -najlepsze!

  1. Ala

    Zachwycające, normalnie zachwycające
    Kinga , jak sądzisz do smarowania olej kokosowy by był dobry( do smażenia wzięłabym olej ryżowy), mam w rodzinie wegankę , która jako wegetarianka bardzo lubiła faworki

    Odpowiedz ↓
    1. Kinga GreenMorning.pl

      Ala ja był spróbowała z tłuszczem kokosowym do ciasta a smarowałabym tym samym olejem w którym by smażyła.

      Odpowiedz ↓
  2. Olka

    Witaj po raz trzeci… coraz bardziej się ośmielam 🙂
    Na widok khaja popadłam w zachwyt….gapię się na zdjęcia i przełykam ślinę…. Obowiązkowo trzeba spróbować, chociaż nie wiem czy smażone pierwszy raz wyjdą tak efektowne jak Twoje – cała ta procedura: zatop, przytrzymaj, potrzasaj…. 🙂
    Takie w syropie i z pistacjami…. hmmm 🙂

    Odpowiedz ↓
    1. Kinga GreenMorning.pl

      Ola, nawet jeśli nie będą wyglądać tak efektowanie to i tak smakować będą dobrze. Sposób smażenia to moja inwencja, powoduje, że khaja otwierają się bardziej niż tradycyjne. Większość hindusek smaży je po prostu wrzucając do tłuszczu i mieszając- to uda Ci się na pewno.
      pozdrawiam i dziękuję „że się ośmielasz” 🙂

      Odpowiedz ↓
      1. Olka

        Zrobiłam…!!! SĄ PRZEPYSZNE I ŚLICZNE!!! 🙂
        Reczywiście smażenie to wyższa szkoła jazdy…i moje nie są tak idealne jak Twoje, ale jak na pierwszy raz…. Zrobiłam z pudrem hibiskusowym i z syropem, te to dopiero rozpusta…:)
        Mam idiotyczne pytanie co do ich otwierania; powinny być rozchylone z obu stron, czy tylko z jednej…? Będę robić po stokroć… 🙂 i ważyć 100 kg. 🙂 🙂 takie TO PYSZNE…
        Pozdrawiam i dziękuję… 😉

      2. Kinga GreenMorning.pl

        Ola, powinny być otwarte z jednej strony. Cieszę się że Ci wyszły, bo jak widać nie wszystkim się udało (co mnie bardzo smuci).

  3. Josna

    Kingo, wielkie dzięki, przede wszystkim za wspaniały wstęp o Puri i Świątyni Jaganatha, którego uwielbiam :-). A sam przepis z pewnością zagości na stałe jako pomysł na prasad.
    Wszystko, co prezentujesz jest zachwycające!!!
    Dziękuję serdecznie 🙂
    Z przyjemnością będę propagować Twój blog wśród ,,kochających prasady”

    Odpowiedz ↓
  4. Agata

    Witaj 🙂 Jak zobaczyłam co odgrywa dzisiaj główną rolę to prawie podskoczyłam z radości. Testuję ostatnio różne przepisy na faworki bez jajek, ale to co zobaczyłam dzisiaj na Twoich zdjęciach a także zdjęcie autentycznego straganu z autentycznymi khaja spowodować mogło tylko jedno: poszłam do kuchni 🙂 Zaczęłam wyrabiać ciasto (to w wersji wege bo nie miałam „pod ręką” masła klarowanego) i jak zdałam sobie sprawę ile składników do niego zużyłam zaczęłam wątpić w wyjątkowy smak. Pomyślałam sobie, że przecież ten wyjątkowy smak nie ma się skąd wziąć. Ku mojej rozpaczy moja pierwsza próba zmierzenia się z podtapianiem tych khaja wynurzaniem i całą dalszą „precedurą” kompletnie mi nie wyszła. Khaja się nie rozwartwiły ani nie urosły… No cóż…. Podobno sukces zbudowany jest na porażkach 🙂 Więc nie pozostaje mi nic innego jak nie poddawać się i wyznaczyć kolejną próbę. Spojrzałam na te pokraczne „faworki” w moim wykonaniu i pomyślałam, że chociaż spróbuje czy nie są w środku surowe i czy da się je zjeść. No i tutaj muszę przyznać Ci rację. Są pyszne. Mają w sobie to coś co kazało mi wkładać na tłuszcz kolejnego khaja i choć kolejny też nie rósł i nie rozwarstwiał się to trafiał prosto do buzi 😀 Muszę tylko potrenować pieczenie 🙂 Kolejna próba będzie z masłem. Pozdrawiam i gratuluje takich pięknych wypieków.

    Odpowiedz ↓
    1. Kinga GreenMorning.pl

      Agata,
      Oto co, moim zdaniem mogłabyś zmienić następnym razem (bo teraz mogło być w twoim wypadku niewystarczające);

      1. za gorący olej kiedy wrzucasz do niego khaja- niech będzie taki że wrzucony placuszek nie wypływa na wierzch od razu. Będzie wydawał ci się zdecydowanie za zimny do smażenia, cierpliwie poczekaj aż placuszek w końcu zacznie wypływać

      2. Możesz zwiększyć ilość oleju, którą używasz do posmarowania (tak sobie myślę,że może od razu zmienię ją w przepisie?)

      3. wałkuj ślimaczki bardzo delikatnie.

      4. bądż cierpliwa – trening czyni mistrza.

      5. pamiętaj, ze mnie też nie wszystkie rosną idealnie – po prostu do zdjęć zawsze wybiera się te najlepsze.

      6. Większość khaja, które jadłam w życiu pewnie wyglądały bardziej tak jak Twoje niż jak te moje na zdjęciach ( nie mówiąc już o tych z Puri- tam to robi ktoś z 60 letnim doświadczeniem wykonywania masowych ilości tych słodycz dziennie) i zawsze bez względu na formę mi smakowały.

      Mam nadzieję, że trochę pomogłam.

      Odpowiedz ↓
  5. skoraq cooks

    Ze względu na fakt, że u mnie w tym roku wszystkie tłustoczwartkowe przepisy są pieczone, a nie smażone w głęboki tłuszczu, to chociaż się u Ciebie najem oczami. Hinduska wersja faworków zdecydowanie przypadła mi do gustu. Popatrzę sobie więc na nie i pokontempluję i i to mi wystarczy. Dzięki temu będziesz miała jedną czytelniczkę składającą zażalenie na za ciasne spodnie mniej;-)

    Odpowiedz ↓
  6. Karolina

    Od wielu lat przygotowuję faworki z takiego przepisu. Lecz nigdy nie przypuszczałam, że ma on tak ciekawą historię. Pozdrawiam.

    Odpowiedz ↓
  7. Marlena

    Musiałam spróbować je zrobić, bo narobiłaś mi zdjęciami wielkiego smaka. Wyszły nie takie piękne jak Twoje ale super smaczne. Każdy jeden coraz lepszy w kształcie. Myślę, że w czwartek będą jeszcze lepsze.
    Chyba zapoczątkowałaś nową tłustoczwartkową tradycję w moim domu. Dziękuję.

    Odpowiedz ↓
  8. Dorota

    Jestem pod wrażeniem… pędzę do kuchni… chylę czoła i modlę się żeby choć w połowie tak piękne mi wyszły – bo smaczne, jak czytałam w komentarzach, będą na pewno! 🙂

    Odpowiedz ↓
  9. Aldona

    Jak wczoraj zobaczyłam te faworki to nie mogłam spać. Poszłam do Biedronki, kupiłam masło klarowane i zrobiłam! Udały się rewelacyjnie!!! Nie wiem czy zostanie coś do jutra- cały czas podjadam i podjadam. Mniam! Pani Kingo -dziękuję!

    Odpowiedz ↓
  10. Sylwia

    Muszę dodać, że oczywiście poległam próbując smażyć khaja (dopiero dziś przeczytałam, że normalnie smaży się je tak po prostu – w takim razie ukłony dla Autorki za pomysł i wykonanie tych piękności ze zdjęć) ale zwykłe faworki z tego samego ciasta to po prostu cud, chrupiące i przepyszne 🙂 Pozdrawiam serdecznie!

    Odpowiedz ↓
  11. Isunia

    Wyszły mi! Wyszły!!!!!
    Robiłam z klarowanym masłem i cukrem pudrem. Następnym razem zrobię z syropem.
    Kinga jesteś WIELKA!
    Musiałam schować je do szafki, żeby coś zostało dla rodzinki na popołudnie bo nie mogłam się od nich oderwać. Dzięki.

    Odpowiedz ↓
  12. Pingback: KHAJA – MÓJ SŁODKI (TŁUSTY) CZWARTEK | Przepisy na ?

  13. Domi

    Świetny przepis, bardzo chciałabym zrobić takie faworki. Mam jedno pytanie jakiej mąki oprócz pszennej mogę do nich użyć? Może być żytnia lub kukurydziana? Pozdrawiam

    Odpowiedz ↓
    1. Kinga GreenMorning.pl

      Nie mam pojęcia- wydaje mi się, że niestety nie wyjdzie, ciasto musi być elastyczne aby dało je się dość cienko wywałkować- a to daje tylko gluten. Mogę się jedna mylić.

      Odpowiedz ↓
  14. Ala

    Rewelacyjne, ja poszłam na łatwiznę i nasmażyłam w kształcie chrustu, ta warstwa smarowania i posypywania skrobia chyba powoduje ten efekt kruchości do kwadratu
    p.s bigos jeszcze nie zrobiony bo pochorowałam się i starczyło tylko sił na faworki

    Odpowiedz ↓
  15. ania29247

    Mam pytanko. Lyzka lyzce nie rowna -ile w przyblizeniu ma w gramach lyzka masla klarowanego? To taka plaska czy pelna lyzka? I maka… maki tez plaska czy pelna?

    Odpowiedz ↓
  16. ania29247

    A i jeszcze jedno. Co tzn. odplywalo w oleju? Tzn. z tymi dwoma wudelcami-jednym trzymam na powierzchni juz oleju a drugim rozwarstwiam nad olejem? Czy robie to w srodku,w tluszczu? Przepraszam za dociekluwoac ale musze sie upewnic jak je zrobic 🙂

    Odpowiedz ↓
    1. Kinga GreenMorning.pl

      Robisz to w tłuszczu. jeśli użyjesz innego widelca, jak nim zaczniesz potrząsać to ci się khaja z niego zsunie i odpłynie, stąd potrzebny ten drugi, żeby do tego nie doprowadzić.

      Odpowiedz ↓
      1. ania29247

        Dziękuję za odpowiedź 🙂 Może na tłustoczwartkowe szaleństwo skuszę się je zrobić.
        Pozdrawiam, Ania

  17. Jo

    Przygarniam na tegoroczną,tłustoczwartkową rozpustę.Zdjęcia i słodyczy i świec obłędne,nie myślałaś nad sprzedażą w formie posterów?Zawładnęłyby niejedną kuchnią☺

    Odpowiedz ↓
    1. Kinga GreenMorning.pl

      Po to się robi zdjęcia, żeby piękno na nich zostało i wtedy można pałaszować bez poczucia winy.

      Odpowiedz ↓
  18. Mikołaj Plich

    Usmażyłem te piękne faworki, ale nie w formie khaja, tylko tradycyjnie w formie chruścika. Takie cuda jak khaja to wyższa szkoła umiejętności, więc tylko podziwiam, ale myślę, że smak pozostał ten sam 🙂

    Odpowiedz ↓
  19. Blue Raven

    Nie lubię Tłustego Czwartku e względu na pączki. Nie chciało mi się w tym roku robić faworków i stwierdziłam, że świętować będę sałatką owocową. A Ty przypomniałaś mi khaja… pierwszy raz próbowałam ich lata temu, jeszcze na studiach, gdy znajoma odkrywała Indie. Potem przez lata bawiłyśmy się tym smakiem i wydawało nam się, że to najlepsza rzecz na świecie.
    A potem spróbowałam prawdziwych… Będę smażyć 🙂

    Odpowiedz ↓
  20. m

    Dzien dobry,
    mnie sie nie udalo. Wyrobione ciasto wygladalo bardzo obiecujaco ale juz po rozwalkowaniu i zwinieciu w rulonik nie bardzo Taki falczek bardziej niz rulonik 🙁 Faworki w wiekszosci nie chcialy wyplynac na powierznie oleju, troche sytuacje ratowalo to rozwarstwienie widelcem bo to sprawialo, ze sie ciut nadmuchiwaly. W smaku dobre choc ciezkie i gdzieniegdzie przeswitywala maka ziemniaczana. Uzywalam masla klarowanego do smarowania ciata i oleju do smazenia. Nie wiem co bylo nie tak 🙁
    I taki chyba juz „banal” na koniec – cudownie klimatyczne zdjecia.

    Odpowiedz ↓
    1. Kinga GreenMorning.pl

      Witam,
      Jeśli coś co smaży się w tłuszczu nie chce wypłynąć na wierzch oznacza to, ze temperatura oleju jest za niska. Khaja dobrze wrzucać do oleju o niskiej temperaturze ale potem trzeba ją zwiększyć tak żeby umożliwić im wypłynęcię. (jeśli jeszcze piszesz o tym, że khaja były „ciężkie” to też znak za niskiej temperatury). Mąką ziemniaczana powinna cała wypłynąć wraz z tłuszczem, który podczas smażenia po prostu się wytapia spomiędzy warstw. Czy do smarowania używałaś roztopionego płynnego klarowanego masła???
      Kurcze, nie wiedziałam, że to dla wielu z Was okaże się takie trudne. Mnie wychodzi za każdym razem bez problemu. Bardzo mi przykro, że tobie się nie udało 🙁

      Odpowiedz ↓
  21. Isunia

    A ja już robię drugi rok z rzędu na tłusty czwartek i mi wychodzi, choć noga jestem w kuchni straszna. Chyba jakieś wielkie szczęście mam.
    Tym razem część zrobiłam z syropem ale chyba jednak wolę z cukrem pudrem.

    Odpowiedz ↓
  22. m

    do smarowania używałam roztopionego, przestudzonego klarowanego masła. Cóż, jak tu rozsmarować na cieście stężone masło? 🙂
    Podejrzewałam za niska temperaturę oleju ale on w pewnym momencie zaczął już dymić! Jedyna różnica teraz sobie przypominam, to ilość wody w cieście, ja dałam odrobinę mniej. Być może coś z ciastem było nie tak, może za bardzo je rozwałkowałam, bo było rzeczywiście baaardzo cienkie :/

    Odpowiedz ↓
  23. Pingback: Faworki po indyjsku i pączki z czekoladą – ZAKRĘCONY WEGE OBIAD

  24. Kamil z e-turysta.net

    Faworki wyglądają mega smacznie z dodatkiem cukru pudru! Właśnie takie smaki mają szansę na wygraną w naszym konkursie kulinarnym. Wystarczy, że dodasz do wpisu grafikę konkursową i kilka zdań od siebie (info dostępne na stronie https://e-turysta.net/konkurs-kulinarny/), a będziesz mogła wygrać chociażby aparat cyfrowy i promocję na Smaker.pl. Pozdrawiam i powodzenia! 🙂

    Odpowiedz ↓
  25. Pingback: Wegańskie faworki po indyjsku i pączki z czekoladą · ZAKRĘCONY WEGE OBIAD

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *